Na dużym i małym ekranie / podsumowanie część I

Mój najwierniejszy Czytelnik, czyli Dzióbkowski, bardzo mnie ostatnio zmobilizował do „ożywienia” bloga, za co jestem mu niezwykle wdzięczna ❤ A ponieważ do jego ulubionych wpisów należą filmowe, to na pierwszy ogień „nowego początku” rusza właśnie ta tematyka. Podsumowań filmowych nie było od…. stycznia :/ Ojj, niedobrze. Ciężko będzie nadrobić wszystkie filmy i seriale, które w czasie ostatnich 6 miesięcy oglądaliśmy, dlatego zrobię wybiórcze podsumowanie obrazów, które nas w tym okresie zachwyciły. Dzisiaj o filmach (część I, bo jest ich sporo), a w kolejnych m.in. o serialach 🙂

  • „Mój piękny syn” (reż. Felix Van Groeningen; 2018) vs. „Powrót Bena” (reż. Peter Hedges; 2018)

Steve Carell to według mnie jeden z najbardziej niedocenianych aktorów w Hollywood. Ze względu na swój niezwykły komediowy potencjał (wystarczy wspomnieć jego początki w moim ukochanym „The Daily Show with Jon Stewart”, czy też kultową już rolę w „The Office”) został dosyć szybko zaszufladkowany. A okazuje się, że za maską zgrywusa skrywa się aktor o niezwykłych umiejętnościach dramatycznych. Udowodnił to już kilkukrotnie – do dzisiaj jedną z moich ulubionych jego ról jest ta w „Małej Miss”, której daleko od typowej slapstickowej komedii. Swoim występem w „Moim pięknym synu” po raz kolejny udowadnia, że ma sporo do powiedzenia w cięższej tematyce. I to właśnie on oraz jego trudna relacja z Timothée Chalametem, grającym Nica – tytułowego syna,  niesie cały film. Nic jest uzależniony od ciężkich narkotyków. Mimo wsparcia ze strony najbliższych nie potrafi wyjść z nałogu. Ale to nie on jest głównym bohaterem, nie będziemy oglądać tylko jego walki, sukcesów i porażek. Na pierwszy plan wysuwa się ojciec. Ojciec, który kocha miłością najmocniejszą i bezwarunkową – rodzicielską. Ale to jest trudna miłość wystawiana na liczne próby. Nie jesteśmy pewni, czy z wszystkich tych prób wyjdzie zwycięsko… Film okraszony pięknymi zdjęciami i świetną muzyką trafia głęboko w serce. Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie. Ocena 8/10

moj-piekny-syn-recenzja-1180x541

Mniej więcej w tym samym czasie obejrzeliśmy film o bardzo podobnej tematyce – „Powrót Bena”. W tym obrazie oglądamy relację między synem uzależnionym od narkotyków a jego matką (w tej roli Julia Roberts). Cała akcja rozgrywa się w trakcie jednej nocy, gdy syn niespodziewanie pojawia się w domu na Święta. Twierdzi, że dostał przepustkę z odwyku, ale szybko dowiadujemy się, że skrywa pewną tajemnicę i wplątuje się w niebezpieczną sytuację. Roberts jest najjaśniejszym punktem filmu i rewelacyjnie portretuje matkę gotową na każde poświęcenie. Ale poza tym film jest dużo słabszy niż „Mój piękny syn”, momentami skręcając w jakąś dziwną sensację, zamiast skupić się na niuansach relacji matka-syn. Wrzuciłam film do podsumowania tylko ze względu na porównywalną tematykę do poprzedniego, ale jeżeli będziecie szukać czegoś w tym klimacie, to sięgnijcie raczej po poruszający występ Carella i Chalameta. Ocena 6/10

powrot-main_6a119672d6

  • „Vice” (reż. Adam McKay; 2018)

Jako amerykanofilka uwielbiam filmy na temat historii i polityki USA (niestety często są one gorzej odbierane w Polsce, zwłaszcza gdy widz nie zna tła historycznego i kulturowego Ameryki). Dodatkowo temat ataków terrorystycznych z 11 września i ich konsekwencji jest mi o tyle bliski, że stanowił temat mojej pracy licencjackiej. Dlatego z ogromną przyjemnością obejrzałam film „Vice”, o kulisach amerykańskiej polityki w okresie tamtych wydarzeń. Głównym bohaterem jest tytułowy „vice”, czyli wiceprezydent USA Dick Cheney sprawujący ten urząd u boku George’a W. Busha (sportretowany przez rewelacyjnego jak zwykle Sama Rockwella). W rolę misiowatego Cheneya wciela się Christian Bale, który przeszedł kolejną niezwykłą metamorfozę i jest praktycznie nierozpoznawalny. Mamy tu też świetne postacie drugoplanowe, grane przez śmietankę aktorską – Steve Carell portretuje Donalda Rumsfelda a Amy Adams żonę Cheneya. Oczywiście sporo tutaj polityki i historii najnowszej USA, ale film pokazuje też długą drogę Cheneya do jednego z najwyższych urzędów w kraju oraz rolę jaką w tym odegrała jego żona. Film bardzo ciekawie ukazuje jego postać, jako wyjątkowego gracza politycznego, który niczym szara eminencja pociąga sznurkami z drugiego planu, zwłaszcza że prezydent Bush nie jest uznawany za zbyt udanego przywódcę potęgi, jaką jest USA. A Dick powoli realizuje swoje plany, siedząc na stanowisku, które jest uznawane za mało ważne i pełniące głównie role reprezentacyjne (Jon Stewart zażartował kiedyś, że głównym zadaniem wiceprezydenta jest czekanie na telefon, zgłaszający, że prezydent został zamordowany… Co jest oczywiście mocno przerysowane, ale dobrze obrazuje ten aspekt polityki USA). Naprawdę mogłabym na ten temat sporo napisać 🙂 Jak już wspomniałam, to mój konik. Ale wracając do samego filmu – wyróżnia go także charakterystyczny dla Adama McKaya dynamiczny montaż, który pojawił się też w jego poprzednim dziele „Big Short”. Mimo sporej ilości polityki mam  wrażenie, że film spodoba się szerszej publiczności, właśnie ze względu na świetne aktorstwo i przystępnie podany temat (nie unikający także humoru). Na uwagę zasługują też naprawdę genialne charakteryzacje – aktorzy bardzo przypominają prawdziwe postacie. Dla mnie rewelacja – 8,5/10

Vice1-1024x683

  • „Heavy Trip” (reż. Juuso Laatio, Jukka Vidgren; 2018)

Jeżeli szukacie szalonej komedii, graniczącej z absurdem i nie straszne wam są klimaty muzyki metalowej, to właśnie czytacie o jednym z najlepszych filmów spełniającym te kryteria 🙂 O ile nie o najlepszym, bo konkurencja w tej dziedzinie raczej nie jest zbyt duża… „Heavy Trip” to obraz rodem z Finlandii opowiadający o czterech przyjaciołach próbujących swoich sił w metalowym świecie. Próby te ograniczają się do ostrego grania w piwnicy jednego z nich, ale sytuacja zmienia się, gdy przez przypadek (duży, zakręcony i mega zabawny przypadek) trafiają na festiwal muzyczny w Norwegii. Po drodze mają mnóstwo dziwnych przygód generujących salwy śmiechu, chociaż nie ma co ukrywać, czasami jest to humor niższych lotów. Ale wpisuje się doskonale w cały klimat i absurd sytuacji, więc nikomu na sali to nie przeszkadzało (naprawdę dawno nie byłam na filmie, na którym śmiała się głośno cała sala). No ale nie codziennie też ogląda się film o „symfonicznym postapokaliptycznym kruszącym renifery ekstremalnym wojenno-pogańskim metalu z Fennoskandii”… Jeżeli nie przeraził Was ten opis to śmiało dajcie się porwać szalonej wyprawie w klimacie ciężkiej muzy i absurdalnego humoru 🙂 Ocena 8/10

Heavy-Trip-via-Bloody-Disgusting-Doppelganger-and-Music-Box-Films

  • „Żona” (reż. Björn Runge; 2017)

I na koniec dzisiejszego wpisu jeszcze jeden film o relacjach rodzinnych, ale tym razem skupiający się na dojrzałym małżeństwie z bardzo długim stażem. On (Jonathan Pryce) jest wybitnym pisarzem, który właśnie został zaproszony do Sztokholmu, aby odebrać literacką Nagrodę Nobla, marzenie każdego pisarza. Ona (wspaniała Glenn Close) jest… żoną. Jej rola sprowadza się do uśmiechania na imprezach literackich i kroczenia pół kroku za słynnym mężem. On bryluje, ona skromnie obserwuje wszystko z dystansu. To nie jest dla niej łatwe, ale wygląda na zupełnie pogodzoną z przypisaną jej rolą. Oboje skrywają jednak tajemnicę, której ujawnienie mogłoby wywrócić ich życie do góry nogami. Historię małżeństwa poznajemy w retrospekcjach, cofamy się do czasów, gdy ona była jego studentką na uniwersytecie. Nie wszystko jest jasne od razu, ale powoli  domyślamy się, co się wydarzyło. Jednocześnie w historii zaczyna grzebać pewien bardzo dociekliwy i uparty dziennikarz (Christian Slater). Te niedopowiedzenia, wiszące w powietrzu sekrety i kłamstwa oraz fantastyczni odtwórcy głównych ról (Złoty Glob i nominacja do Oscara dla Close) sprawiają, że film mimo niespiesznej narracji ogląda się z wypiekami na twarzy. Napięcie jest budowane stopniowo, nie wszystkie karty od razu mamy wyłożone na stół, a takie historie cenię sobie najbardziej. To taki „mały wielki” film, jak lubię to określać – bardzo kameralny, ale dający do myślenia i sięgający głęboko w serce. A przy okazji możemy też obserwować piękną relację dwojga ludzi, którzy znają się na wskroś i przez lata przeszli wiele wzlotów i upadków. W pewnym momencie pojawia się jednak pytanie, czy przetrwają również tą najnowszą niespodziewaną przeszkodę. Warto obejrzeć i przekonać się samemu. Ocena 8/10

778669_1.1

Muszę przyznać, że bardzo mi brakowało pisania o filmach 🙂 To jednak część naszej codzienności, naszych pasji i uwielbiam dzielić się swoimi wrażeniami. To oczywiście raptem kilka filmów, o których chciałam Wam opowiedzieć, ale obiecuję, że kolejne podsumowanie naszych „the bestów” pojawi się znacznie szybciej 😉 Zostańcie ze mną!

Asia B&B

 

Jedna uwaga do wpisu “Na dużym i małym ekranie / podsumowanie część I

  1. Pingback: Na dużym i małym ekranie / podsumowanie część II – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s