Na dużym i małym ekranie / grudzień

Sprawa wygląda tak, że pora wziąć się znów porządnie za wpisy :):) O wolnych dniach już dawno zapomniałam, następne daleko przed nami, nie ma już słodkiego lenistwa, tylko trzeba zabrać się do roboty. Jest to trudne, zwłaszcza jak wypadnie się z torów i regularnego pisania… Ale wierzę, że uda mi się wrócić do dobrych blogowych zwyczajów 🙂 Zwłaszcza że mam za sobą lekturę kilku naprawdę świetnych tytułów, kilka czeka w kolejce do przeczytania, wciąż szykuję wpisy podróżnicze i filmowe oraz pracuję nad małym podsumowaniem ostatnich tygodni. Uff… mam nadzieję, że uda mi się zrealizować te wszystkie plany 🙂 I przede wszystkim mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną…

Dzisiaj zaczynam od filmowego podsumowania grudnia. Tak naprawdę od listopada nasze filmowe życie skupiło się na serialu „The Office” – kolejne odcinki i sezony po prostu pochłanialiśmy hurtowo. Skończyliśmy go oglądać wczoraj, więc wrażenia na temat całego serialu przedstawię Wam w kolejnym podsumowaniu, ale już dziś mogę Wam powiedzieć, że to jeden z najlepszych seriali komediowych, jakie w życiu oglądałam i bez wahania umieszczam go w moim topie, zaraz po „Przyjaciołach”.

Na szczęście znaleźliśmy też czas na inne seanse, chociaż nie było ich jakoś szalenie dużo, biurowe perypetie jednak zdominowały nasz kalendarz 😉  Jeszcze przed Oscarami (24 lutego) chcę obejrzeć kilka filmów, które mają spore szanse na wygraną, zwłaszcza w kontekście niedawnego rozdania Złotych Globów. Mam więc nadzieję, że w styczniu i lutym nadrobię trochę filmowych zaległości. A teraz już zapraszam do krótkich recenzji trzech filmów z grudnia.

  • „Ajka” (reż. Sergei Dvortsevoy; 2018)

W kategorii najbardziej dołujących filmów roku, ten z pewnością znalazłby się w czołówce… Historia nielegalnej imigrantki z Kirgistanu, która próbuje przeżyć każdy kolejny dzień, to jeden ogromny koszmar. Zaczyna się od tego, że porzuca w szpitalu swoje nowo narodzone dziecko i jeszcze tego samego dnia wraca do okropnej, nielegalnej pracy (oszczędzę Wam szczegółów). Potem jest już tylko coraz gorzej i gdy wydaje nam się, że Ajka dotarła już do granicy cierpienia i pojawia się jakieś światełko w tunelu, następuje kolejny zwrot, który sprowadza na dziewczynę następne nieszczęścia. Oglądanie tego filmu jest bardzo traumatyczne, ujęcia są długie, rozciągnięte, nie ma żadnej muzyki w tle, w zasadzie cały czas widzimy na ekranie główną bohaterkę błąkającą się po zasypanej śniegiem Moskwie. To nie jest łatwy film – ani w sferze wizualnej, ani fabularnej. Z pewnością nie jest to kino dla każdego, wielu podda się już po pierwszych scenach. Ale z drugiej strony wycisnął on we mnie takie pokłady współczucia i smutku, jak chyba żaden inny, przynajmniej w ostatnim czasie. To też bardzo ważny obraz, pokazujący życie imigrantów. I chociaż z pewnością nie wszystkich spotyka taki los, jak Ajkę i trzeba mieć w pamięci, że akcja rozgrywa się w Rosji, państwie gdzie jest trudno nawet obywatelom, to jednak jest w tym filmie pewien uniwersalny wątek. Czasami warto obejrzeć taki film, żeby docenić to, co się ma… Ocena 7/10, chociaż ten tytuł naprawdę bardo trudno poddać jakimkolwiek ocenom.

eb4a80e96a5f8199ebdefb851afb3a69

  • „Zabójcze maszyny” (reż. Christian Rivers; 2018)

Scenariusz do tego widowiskowego filmu napisali Peter Jackson oraz Philippa Boyens i to już było dla nas sporą rekomendacją, ponieważ oczywiście są to twórcy wspaniałej filmowej trylogii „Władca Pierścieni” (i „Hobbita”, ale ten udał im się nieco mniej…). Trailery też robiły wrażenie – wielkie maszyny-miasta przemierzające rozległe pustkowia i dużo, dużo akcji oraz efektów specjalnych. I jak nasze odczucia po senasie? Przede wszystkim jest to film, na który idzie się właśnie ze względu na doznania estetyczne i te zostały w pełni zaspokojone. To doskonały film kinowy, który oglądany na ekranie telewizora czy komputera dużo by stracił. Tytułowe maszyny zachwycają, są niezwykle pomysłowe i przede wszystkim nawiązują do nurtu kulturowego steampunku, który nie gości zbyt często na ekranach. Pod tym więc względem byliśmy bardzo zadowoleni. A fabuła? No cóż, z tym już trochę gorzej. To historia znana od lat, z wątkami przemaglowanymi w popkulturze na wszystkie możliwe strony, przez co większość wydarzeń byliśmy w stanie przewidzieć ze sporym wyprzedzeniem. Widać tu wyraźne inspiracje Gwiezdnymi Wojnami, czasami aż za bardzo dosłownie. I trochę zabrakło mi lekkości i humoru, tak niezbędnego w tego typu produkcjach. Ale ogólnie film ogląda się bardzo dobrze, to taki obraz, na który idzie się, aby nacieszyć przede wszystkim oczy, a nie umysł 🙂 I ten cel został zrealizowany. Ocena za stronę wizualną – 8, za fabułę – 5, ogólnie niech będzie 7 😉

z24261026q,-zabojcze-maszyny---rez--christian-rivers

  • „Hot Fuzz – Ostre psy” (reż. Edgar Wright; 2007)

Simon Pegg to komik kultowy na Wyspach Brytyjskich, który wraz z kolegą z planu Nickiem Frostem oraz reżyserem, Edgarem Wrightem, tworzą popularne filmowe trio. Prezentują dosyć specyficzny humor, który nie każdemu może podejść. W „Hot Fuzz” poznajemy policjanta idealnego, który wykazuje się niezwykłym poświęceniem, inteligencją i odwagą, ale to też sprawia, że reszta oddziału wygląda przy nim dosyć słabo. Z tego też względu „awansuje” i zostaje wysłany do małej, uroczej miejscowości, w której nie dzieje się nic ciekawego. Ale, jak łatwo się domyślić, to tylko pozory, bo nagle dochodzi do kilku zaskakujących i brutalnych morderstw. Film świetnie wyśmiewa popularne wątki z filmów sensacyjnych i kryminałów i chociaż niektóre sceny są dosyć odważne, to jednak całość ogląda się dobrze. Sporo tu humoru sytuacyjnego i nawiązań do innych dzieł kultury. Jest to kino na raz, chociaż sam tytuł, jak i jego twórcy mają grono wiernych i oddanych fanów, nie tylko w Anglii. Ocena 7/10.

post_58f53b5f201a6

Same siódemki w tym miesiącu 🙂 Styczeń filmowy zapowiada się dużo lepiej i mam nadzieję, że filmy, które chcemy obejrzeć spełnią pokładane w nich obietnice. Co ciekawego ostatnio oglądaliście?

Asia B&B

2 uwagi do wpisu “Na dużym i małym ekranie / grudzień

  1. Obrotowy Miś

    Dokładnie tak – fenomen zwany The Office zdecydowanie zdominował nasze grudniowe (i nie tylko) wieczory. A na deser po zakończeniu ostatniego sezonu obejrzeliśmy jeszcze raz pierwszy, żeby przypomnieć sobie jak to „hartowała się stal” 😉 A że jest wyjątkowo krótki (tylko 6 odcinków) to po 2 godzinach z kawałkiem było po… ale ja nie o tym chciałem (Kaczka obiecała że będzie na to osobny wpis, to sobie coś może zostawię na komentarz 😛 )

    „Ajka” (bo o tym chciałem) – odbiór tego filmu przypomniał mi doświadczenie jakie towarzyszyło przy oglądaniu „Syna Szawła”. Kto oglądał ten wie czego się spodziewać. Bardzo niewygodny, niekomfortowy, ciasny i duszny w odbiorze, w kadrze cały czas główna bohaterka. Te zabiegi realizacyjne powodują, że maksymalnie wtapiamy się w to co się dzieje na ekranie, czujemy bliskość tych wydarzeń. I nie jest to na pewno przyjemne uczucie, ale o to właśnie chodziło twórcom.

    „Mortal Engines” – co do fabuły nic dodać nic ująć (klisza goni kliszę, schemat goni schemat…), ale powiedzcie szczerze – ile w ostatnich, powiedzmy, 10 latach widzieliście w kinie filmów z nurtu steampunk – albo jeszcze zawężająć – dieselpunk? No właśnie 😀 Miłośników tego gatunku (ja 🙂 ) wykreowany na ekranie świat (oczywiście z gargantuicznymi jeżdżącymi miastami na czele) po prostu zachwyci. Twórcy planowali kolejne części (cykl książkowy jest tetralogią), ale niestety film okazał się finansową klapą i pewnie na pierwszej części się skończy… :/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s