Nie daję się jesiennej chandrze! Czyli o moich planach na zimne wieczory

Dzisiaj wpis kalendarzowo-nastrojowy, powiedziałabym nawet, że to będzie jeden z najbardziej osobistych wpisów, jakie pojawiły się na blogu od początku jego istnienia 🙂  Niestety patrząc za okno nie da się ukryć, że lato 2018 odchodzi już do przeszłości, a ponieważ jutro jest początek nowego miesiąca, to też jest dobry moment na pewne postanowienia. Nie lubię skrajnych rzeczy, dlatego też nigdy nie byłam wielką zwolenniczką ani letnich upałów ani mroźnej zimy (chociaż z tych dwóch stanowczo wybrałabym ciepełko) i to z pewnością z tego powodu moje ulubione pory roku to przejściowe wiosna i jesień. A ponieważ do najbliższej wiosny zostało jeszcze kilka miesięcy, to chciałam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami nad jesienią i tym, jak najlepiej wykorzystać czas, który nam oferuje.

Najpierw jednak, trochę przewrotnie, to, czego nie lubię w tej porze roku. Coraz krótsze dni, dodatkowe warstwy kurtek i szaliczków, nieprzewidywalna pogoda (w torbie zawsze mam parasol i okulary przeciwsłoneczne), spadek temperatury i brak możliwości picia kawy na balkonie 🙂 Ale wbrew pozorom wszystkie te minusy można przekształcić w plusy. Ponieważ to blog głównie książkowy, to chciałam także nawiązać do literatury i moich ostatnich lektur. Bardzo lubię czytać poradniki dotyczące lifestyle’u i tego, jak lepiej organizować sobie czas i cieszyć się małymi rzeczami (ostatnio zachwycił mnie trend wabi-sabi, o którym możecie też poczytać na blogu). Obecnie czytam tytuł „Powoli” Brooke McAlary – jak wskazuje tytuł, autorka zachęca do tego, aby zwolnić w codziennym biegu i przestać otaczać się nadmiarem rzeczy (pisałam też o jej wcześniejszym poradniku „Prostota”) i to chyba też w jakimś stopniu zmobilizowało mnie do tego wpisu. W książkach o tej tematyce pojawiają się zazwyczaj rady, żeby skupiać się na pozytywach w życiu, nie dać się rozdrażnić jakimiś małymi niepowodzeniami, czy rzeczami, na które tak naprawdę nie mamy wpływu. Nie da się ukryć, że na pogodę nie mam żadnego wpływu – tak wygląda cykl pór roku i dopóki nie przeprowadzę się na równik, gdzie jest zawsze ciepło, to raczej nie mam, co myśleć o jakiejkolwiek zmianie w tym względzie 🙂 Dlatego postanowiłam nie przejmować się niedogodnościami związanymi z jesiennymi doświadczeniami i przekuć je w pozytywy.

Relax (1)

Nie lubię coraz krótszych dni, ale tak naprawdę przecież doba się nie skraca, wciąż po powrocie z pracy mam tyle samo czasu do wykorzystania, prawda? Jest ciemno za oknem, ale to tylko może stworzyć przytulniejszy klimat do poczytania książki (zawinąć się w kocyk, zrobić pyszną herbatę i wtulić się w poduchy obok Dzióbkowskiego…). Dodatkowa warstwa ubrań? Ależ to doskonała okazja, żeby sprawić sobie nowy ładny płaszczyk (i jeszcze kilka dodatków 😉 ). Kawy nie wypijemy na balkonie, ale przecież w środku też może być przytulnie i klimatycznie, jeżeli tylko się o to zadba, a zresztą tak naprawdę najważniejsze jest towarzystwo i pyszna kawa. Postanowiłam nie przejmować się minusami i nie narzekać, tylko cieszyć tym, co mam w danym momencie.

A ile jest dodatkowych zalet jesieni! Sezon na cudowną dynię – w planach mam wypróbowanie kolejnych przepisów, trzeba wykorzystać ten krótki okres maksymalnie – zaczęłam już w ten weekend zupą dyniową i placuszkami dyniowymi z jabłkami i cynamonem. Jem o wiele mniej lodów niż latem 😛 Mam więcej mobilizacji, żeby gotować obiady samemu (latem w upale nie zawsze się chce…). To też dobry moment na porządki i „odgruzowanie” kątów w mieszkaniu. Bardzo lubię takie oczyszczające (również psychicznie) porządki. Ostatnio pozbyłam się pięciu dużych reklamówek pełnych ubrań i torebek. Zrobiliśmy też niewielkie przemeblowanie w sypialni (mam miejsce na nowy regał!) – mała zmiana, ale dała dużo satysfakcji, świeżości i oddechu. W najbliższym czasie mam plan na kolejne akcje w tym stylu. Właśnie jesienią i wiosną lubię organizować sobie takie zadania, bo wiem, że np. zimą dopadnie mnie kryzys pogodowy i zupełnie nie będę w stanie tego zrobić 😉 No i ćwiczenia – ostatnio nieco się zapuściłam w tym temacie (po raz kolejny – upał nie sprzyjał wysiłkowi fizycznemu), a teraz jest ku temu lepsza sposobność. Bardziej też docenia się to, czego brakuje np. piękny słoneczny dzień czy nowa roślinka na oknie.

6929df9df4c2279159fe406853288c46

Lubię jesień, ale niestety nieodzownie kojarzy mi się ona z tym, że zaraz po niej następuje zima, będąca dla mnie zawsze okresem, który trzeba po prostu przetrwać. Ale tym razem postanowiłam, że nie dam się zniechęceniu i zimnu. Będę szukać pozytywów, przyjemnych aspektów każdego dnia i małych radości. Mam spory zapas książek do czytania, a dzięki współpracy z wydawnictwami brak lektur mi w najbliższym czasie nie grozi. Będę więc czytać sporo i z przyjemnością dzielić się z Wami opiniami (mam nadzieję, że dłuższe wieczory zmobilizują mnie też do częstszego pisania). Pojawi się też sporo nowych zdjęć na Instagramie, w pięknym jesiennym klimacie. Co do Instagrama, to planuję też wprowadzić krótkie recenzje w story – ciekawa jestem, jak to się przyjmie. Jesień (i zima) to też będzie dobry moment, żeby wrócić pamięcią do ciepłego czerwca i naszego urlopu, tak więc już wkrótce pojawi się pierwszy wpis z Czarnogóry, który zapoczątkuje krótką serię na ten temat. Ale planuję też powoli przygotowywać się do wyjazdów w przyszłym roku, poczytać przewodniki, blogi – kierunek mamy już w zasadzie obrany (jeszcze nie zdradzę 🙂 ), więc mam teraz sprzyjający czas do przygotowań. Chcę odkrywać nowe piosenki, czytać o USA, sprawić sobie nową półkę na książki, spróbować nowego przepisu na obiad, odkryć z Dzióbkowskim jakąś klimatyczną knajpkę. Małe kroczki, małe radości.

Jesień (1)

Jesień, jak i każda inna pora roku, jest tak piękna, jak sami o to zadbamy. Nie daję się więc chandrze, atmosferycznemu przesileniu, osłabieniu, tylko działam i będę starała się jak najlepiej wykorzystać czas i możliwości, które oferują najbliższe tygodnie. Nie chcę myśleć o jesieni i zimie (chociaż z tą druga porą może być trudniej…) tylko jako okresie do przetrwania. Postaram się, żeby ten czas był przyjemny, radosny, pełen pozytywów, miłych chwil i małych radości. I pewnie będą wieczory, gdy po powrocie z pracy jedyne, co będę w stanie zrobić to obejrzenie kolejnego odcinka serialu albo przeczytanie książki w łóżku, ale i takie dni są potrzebne i nie mam zamiaru się tym zniechęcać. Jesień daje sporo ciekawych możliwości, to pora roku, która chyba najbardziej wpasowuje się w trend hygge. Wchodzę więc w ten najtrudniejszy dla mnie okres roku pełna optymizmu i pozytywnego nastawienia 🙂 Czy mi się uda? Nie wiem. Czy będą gorsze chwile? Na pewno. Ale mimo wszystko mam nadzieję, że wiosną będę mogła napisać Wam, że udało się, że pokonałam zimowe zniechęcenie 🙂

Ciekawa jestem, jak u Was wygląda sytuacja ze zmianami w porach roku. Odczuwacie te zmiany osobiście? Wpływają one na Was? Macie ulubioną porę roku? Bardzo Was zachęcam do dyskusji 🙂

Asia B&B

3 uwagi do wpisu “Nie daję się jesiennej chandrze! Czyli o moich planach na zimne wieczory

  1. czytelniczka85

    Moja ulubiona pora roku to wczesna jesień: wrzesień i październik. W tym roku wrzesień przeleciał mi błyskawicznie i ledwo zdążyłam go zajestresować, ale mam nadzieję, że nacieszę się piękną, kolorową jesienią w październiku na kilku wycieczkach po Małopolsce, w krakowskich parkach i że pozwoli mi to naładować akumulatory na całą zimę.Oby też listopad był suchy i ciepły.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: W czarującej Czarnogórze / część II. Budva – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s