Wakacyjne wojaże – część 1. Urok małych miasteczek

Razem z Dzióbkowskim uwielbiamy podróże i wszystko, co się z nimi wiąże. Od samego momentu wymyślenia, gdzie chcemy pojechać, przez planowanie (to moja działka :D), szykowanie wszystkiego, odhaczanie spraw z listy, aż po chwilę gdy zapakowani do samochodu wrzucamy płytę z super muzyką do odtwarzacza i ruszamy na kolejną przygodę! To coś wspaniałego. Nie inaczej było w tym roku. Tym wpisem chciałam zapoczątkować krótką serię podróżniczą, w której przybliżę Wam kilka uroczych miejsc odwiedzonych przez nas w trakcie urlopu.

Najpierw jednak kilka słów wprowadzenia. Na pomysł, gdzie pojechać w wakacje wpadł Dzióbkowski, a ja bez mrugnięcia okiem zgodziłam się. Pokażcie mi zresztą dziewczynę, która na pytanie, czy chce jechać do Paryża, odpowie „nie”… Otóż to! Naszym tegorocznym celem miał być Paryż, najbardziej romantyczne miasto w Europie, moje wielkie marzenie. Gwoli ścisłości celem Dzióbkowskiego miało być Le Mans i słynny tor znajdujący się w tym mieście (a po drodze drugi tor w Nurburgring w Niemczech, na którym byliśmy już w zeszłym roku), ale ja skupiłam się na stolicy Francji. Z ogromną przyjemnością zasiadłam do planowania podróży, czytania o zabytkach, wyszukiwania kwatery i zapoznawania się z różnymi organizacyjnymi tematami. I tak naprawdę koniec końców udało nam się zobaczyć jeszcze więcej niż zakładał pierwszy plan. I to jest w tym wyjeździe najlepsze. Cała wyprawa, łącznie z dniami podróży, trwała 10 dni. Pierwszy postój mieliśmy u naszych znajomych w Giessen w Niemczech i tam spędziliśmy cały weekend. Drugi postój, jednodniowy, był już we Francji w Reims, a potem ruszyliśmy do naszego mieszkania wynajętego w Ivry-sur-Seine pod Paryżem. W ciągu tych kilku dni mieliśmy przyjemność zwiedzić wiele pięknych miejsc.

Dzisiaj chciałam napisać kilka słów o dwóch uroczych, niewielkich miejscowościach, które pojawiły się w naszym planie podróży dodatkowo w trakcie wyjazdu i całkowicie nas oczarowały. Doszłam do wniosku, że gdybym kiedyś, z jakiegoś powodu musiała zamieszkać w takim miejscu, wcale nie byłabym zmartwiona.

  • Wetzlar

Jak już wspominałam, pierwszy weekend spędziliśmy w Giessen, mieście położonym niedaleko Frankfurtu nad Menem. Sylwia, u której się zatrzymaliśmy, zabrała nas w sobotę na wycieczkę do pobliskiej miejscowości Wetzlar. Od razu zakochałam się w tym pięknym miasteczku. Spacerowaliśmy po starym mieście i licznych małych uliczkach, przy których wznoszą się budynki z charakterystycznymi belkami w kolorze czarnym i czerwonym. Był również czas na kawkę i piwko, jak zawsze 😉 Stałym punktem we wszystkich miejscowościach, w których jestem, jest odwiedzenie informacji turystycznej. Od jakiegoś czasu zbieram mapki miast, które można dostać właśnie w takich punktach. Nie inaczej było w przypadku Wetzlar, gdzie oprócz map wzięłam także kilka ulotek o samym mieście, jego zabytkach i historii. I tak na przykład dowiedziałam się, że z miastem swego czasu związany był Johann Wolfgang von Goethe – taka literacka ciekawostka 🙂 W trakcie spaceru dotarliśmy także nad rzekę Lahn, nad którą przerzucony jest piękny kamienny most. Przeszliśmy także po parku nad rzeką i dotarliśmy do knajpki z widokiem na most oraz fontannę. W mieście na każdym kroku znajduje się wiele takich klimatycznych knajpek i kawiarni, w których ludzie oddają się błogiemu relaksowaniu. Szybko daliśmy się wprowadzić w podobny nastrój i dostosowaliśmy się do okoliczności. Dostaliśmy dokładnie to, czego oczekiwaliśmy po tej leniwej sobocie – słoneczny dzień w pięknej miejscowości i w miłym towarzystwie. Całkowity chillout. Z pewnością u naszych zachodnich sąsiadów jest wiele takich miasteczek jak Wetzlar, nie zmienia to jednak faktu, że mnie ono bardzo oczarowało i doskonale nastroiło do dalszej podróży. Lubię takie nieplanowane, miłe niespodzianki 🙂 Poniżej prezentuję kilka zdjęć zrobionych w trakcie naszego spaceru.

IMG_0890

IMG_0924

IMG_0910

IMG_0981

IMG_0990

IMG_0932

IMG_0934

IMG_0886

IMG_1012

  • Bouillon

To miasteczko znalazło się na naszej drodze przez zupełny przypadek. Wyznaczając trasę do Reims z Giessen, Dzióbkowski postanowił ominąć płatne autostrady we Francji i pojechać drogą zahaczającą o Luksemburg oraz Belgię. I to własnie przejeżdżając przez niewielki fragment Belgii, w Ardenach naszą uwagę zwróciła miejscowość widoczna z trasy. Naszym oczom ukazał się wielki zamek górujący nad miasteczkiem położonym nad rzeką w dolinie. Widok był naprawdę piękny. Szybko skorzystałam z pomocy wujka Googla i dowiedziałam się, że ta naprawdę mała miejscowość (raptem 5,5 tysiąca mieszkańców!) jest jedną z atrakcji Ardenów. W naszych głowach zakiełkował plan odwiedzenia tego miejsca i koniec końców pomysł został zrealizowany w drodze z Paryża do Nurburgring. Ponieważ jechaliśmy tą samą trasą, wyjechaliśmy odpowiednio wcześniej i zjechaliśmy z drogi do uroczego Bouillon. Największą atrakcją miasteczka jest zamek. Niestety zabrakło nam czasu na zwiedzanie tego zabytku, zadowoliliśmy się więc zdjęciami z zewnątrz, spacerem nad rzeką i krótkim odpoczynkiem przy kawce. Oczywiście sprawdziłam w Internecie, czy w mieście znajduje się punkt informacji turystycznej i w pierwszej kolejności skierowaliśmy się do tego miejsca po mapkę 🙂 Zaopatrzeni w mapę i kilka dodatkowych ulotek o ciekawych miejscach w okolicy (jest tam, co oglądać – warto wziąć pod uwagę przy kolejnej wyprawie) ruszyliśmy na spacer. Nasza przygoda z Bouillon była dosyć krótka, ponieważ już wzywały nas kolejne atrakcje na naszej trasie, ale tak czy inaczej bardzo nam się podobało i cieszymy się, że zdecydowaliśmy się na tą wizytę. Znaleźliśmy chwilę na kawkę u stóp zamku i oczywiście słynne belgijskie frytki 🙂 Zrobiliśmy sporo klimatycznych zdjęć, nakarmiliśmy kaczki, kupiliśmy magnes z… kaczką i zadowoleni ruszyliśmy w dalszą podróż. Miasteczko zrobiło na nas bardzo pozytywne wrażenie, patrząc na otoczenie czułam jakby czas tam wolniej płynął 🙂 I to jest chyba to, co mnie najbardziej urzeka w takich niewielkich miejscowościach – ten spokojny nastrój, w otoczeniu przyrody, z dala od zgiełku wielkich miast. Te miejsca są po prostu całkowicie hygge 🙂 Jeżeli będziecie kiedyś w południowej Belgii koniecznie zajrzyjcie do Bouillon. Ja mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę, chociażby po to, żeby zwiedzić zamek.

IMG_2516

IMG_2531

IMG_2526

IMG_2539

IMG_2580

IMG_2570

Dajcie koniecznie znać, czy też lubicie takie urocze, małe miasteczka i jakie polecacie 🙂 A już wkrótce, w kolejnym wpisie z tej serii, pojawi się nieco większe miasto 😉

Asia B&B

Reklamy

5 uwag do wpisu “Wakacyjne wojaże – część 1. Urok małych miasteczek

      1. czytelniczka85

        Ja już w Wiedniu byłam 3 razy, więc jak będziesz się wybierać daj znać na maila niebieska4444@wp.pl, chętnie podpowiem, co warto w stolicy Austrii zobaczyć, jak tam trafić, żeby nie błądzić, gdzie zjeść i kupić pamiątki, żeby nie przepłacić

        Polubione przez 1 osoba

  1. Obrotowy Miś

    „Pokażcie mi zresztą dziewczynę, która na pytanie, czy chce jechać do Paryża, odpowie „nie””
    – A pokażę Ci… nawet kilka 😛

    Uroczy wpisik, jak te miasteczka, a ja czekam z niecierpliwością na kolejne z Reims i Le Mans 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s