Najpiękniejsze książki mojego dzieciństwa

Naszedł mnie jakiś nostalgiczny nastrój i zaczęłam niedawno wspominać książki, które mnie zachwyciły w dzieciństwie. Czytać nauczyłam się w wieku czterech lat, ponieważ zazdrościłam starszej siostrze, że patrzy na te małe literki i rozumie, co tam jest napisane. I od tamtej pory słowo drukowane towarzyszy mi niemal bez przerwy i wciąż sprawia mi wiele przyjemności. Dzisiaj chciałam podzielić się z Wami kilkoma klasycznymi tytułami, które z wypiekami na twarzy czytałam w dzieciństwie. Pożerałam wtedy naprawdę sporo książek, ale te kilka powieści poniżej miało na mnie bardzo duży wpływ i jeszcze wielokrotnie do nich wracałam w ciągu kolejnych lat.

  • „Opowieści z Narnii” C.S. Lewis

To jedna z najpiękniejszych opowieści, po jakie kiedykolwiek sięgnęłam. Mam stare dwutomowe wydanie ze Świata Książki – w pierwszym tomie są trzy opowieści, a w drugim cztery pozostałe (książki są w Łodzi, więc niestety nie mogę im zrobić zdjęcia, dlatego postanowiłam znaleźć to wydanie w googlu – jest ono jednak tak stare, że nie znalazłam żadnego zdjęcia…). Do dzisiaj pamiętam, gdy pojechałam z mamą na pocztę odebrać przesyłkę z księgarni (to były czasy, gdy Świat Książki nie miał jeszcze stacjonarnych księgarni i prowadził sprzedaż wysyłkową, jedynie dla klubowiczów). Nie mogąc wytrzymać z niecierpliwości, już w autobusie rozpakowałam książki i zaczęłam je czytać. Przez długi czas historia dzieciaków przenoszących się do magicznej krainy, była jedną z moich najukochańszych opowieści i oczywiście marzyłam o tym, żeby samemu przeżyć taką przygodę. Każdą cześć można czytać osobno, chociaż niektórzy bohaterowie się powtarzają, występują nawiązania do różnych wydarzeń, a wszystko i wszystkich łączy czuwający nad Narnią dzielny lew Aslan. Polecam zapoznać się z całą serią w takiej kolejności, w jakiej pisał je C.S. Lewis, mimo że chronologiczna kolejność byłaby zupełnie inna. Gdy wiele lat później zaczytywałam się w Tolkienie, z przyjemnością odkryłam, że obaj twórcy bardzo się przyjaźnili i nawzajem czytali swoje powieści i wyrażali o nich swoje zdanie. Dzisiaj po fantastykę sięgam o wiele rzadziej, ale swoje przygody w Narnii czy Śródziemiu zawsze będę wspominać z przyjemnością.

  • „Żuki latają o zmierzchu” Maria Gripe

To chyba najmniej znana książka w tym zestawieniu, a szkoda, bo to świetna literatura młodzieżowa. Odkąd pamiętam miałam słabość do historii przygodowo-detektywistycznych z dzieciakami rozwiązującymi tajemnicze zagadki. W tej opowieści, rozgrywającej się w Szwecji, bohaterami są Annika, Jonas i David, którzy w wakacje opiekują się roślinami w domu sąsiadki. Wkrótce odkrywają na strychu skrzyneczkę z listami sprzed ponad wieku. Ich autorzy nie tylko piszą o miłości, ale też o tajemniczym posągu przywiezionym z Egiptu. Czy posąg wciąż jest gdzieś w Szwecji? Kim jest tajemnicza właścicielka domu? Co rozegrało się w tym miejscu wiele lat temu? Czy rośliny znajdujące się w domu potrafią czuć? Uwielbiam tą książkę. Nawet teraz, gdy o niej piszę, mam ochotę po nią sięgnąć (niestety jest w Łodzi…), mimo że czytałam ją chyba ze trzy razy. Niby jest to książka młodzieżowa, ale jest w niej tyle przypadków i zbiegów okoliczności, że naprawdę daje do myślenia. Zagadka goni zagadkę, a wszystko opisane jest bardzo wartko, z lekkim humorem i przede wszystkim niezwykle wciągająco. To jeden z tych tytułów na mojej półce, które trafiły do mnie przez przypadek i zostały już na zawsze w sercu.

  • „Długi deszczowy tydzień” Jerzy Broszkiewicz

To jeszcze jedna książka z młodzieżą bawiącą się w detektywów, tym razem rozgrywająca się w polskich górach w trakcie tytułowego jednego tygodnia. Piątka przyjaciół spędza wspólnie wakacje, niestety pogoda ich nie rozpieszcza i znudzeni siedzą w domu. Zainspirowani krótką notką w lokalnej gazecie, postanawiają złapać złodzieja sztuki sakralnej, a przy okazji zabić nudę. Wciągają w historię rodziców, policję, sąsiadów, ale przede wszystkim sami świetnie się bawią. Największą siłą tej historii jest humor (naprawdę na świetnym poziomie) oraz bohaterowie. Zadziorne, odważne dzieciaki bez problemu radzą sobie w najtrudniejszych sytuacjach, a przy okazji przeżywają pierwsze zauroczenia. Pierwsze wydanie książki pochodzi z 1966 roku (!!!), ale mimo upływu czasu historia jest wciąż zachwycająca i wciągająca. Niestety dzieci w dzisiejszych czasach, przyklejone do ekranów komputerów i smartfonów, mogą jedynie pomarzyć o takiej przygodzie. Czytałam ten tytuł kilka razy, mam do niego ogromny sentyment a wspomnienie przygód Iki, Groszka, Włodka, Kasi i Pacułki wciąż wywołuje uśmiech na mojej twarzy.

  • „Stawiam na Tolka Banana” Adam Bahdaj

To chyba, oprócz Narnii, najbardziej znana książka w tym zestawieniu, zyskując sławę także ze względu na bardzo popularny serial młodzieżowy, który powstał na jej podstawie. To było tak – byłam z mamą w antykwariacie (swego czasu każdy spacer kończył się w tym miejscu…) i wybierałam sobie jakieś czytadła. Mama dostrzegła na półce Tolka Banana i wspominając serial, postanowiła kupić ten tytuł. Ja oczywiście skrzywiłam się, bo to przecież niemożliwe, żeby jakaś stara książka, którą pamięta moja mama z dzieciństwa była dobra… Potem tylko słyszałam jak mama zaśmiewała się w trakcie lektury i… skusiłam się. Nie żałuję. Świetna historia o dzieciakach z trudną sytuacją życiową, które muszą sobie radzić na co dzień, a przy okazji maja wiele niesamowitych przygód. Różne tajemnice, fajni bohaterowie, humor i zwrot akcji na końcu powieści – wszystko to sprawia, że przeczytałam ją bardzo szybko i potem jeszcze wiele razy do niej wracałam. Bez obaw można powiedzieć, że to klasyka polskiej powieści młodzieżowej, zaraz obok „Pana Samochodzika” i „Szatana z siódmej klasy”. Serial też obejrzałam, książka jest według mnie lepsza, ale za to poznałam popularną „Balladę o Tolku Bananie”, która otwierała kolejne odcinki.

  • „-?…- Zapytał czas” Krystyna Siesicka

Chyba niewiele jest dziewczyn z mojego pokolenia, które nie przeszły fazy fascynacji twórczością Krystyny Siesickiej. „Fotoplastykon”, „Jezioro osobliwości”, „Zapałka na zakręcie” – kto nie zna tych tytułów? Bardzo lubiłam ją czytać, bo świetnie oddawała problemy nastolatków, ich pierwsze zauroczenia, niepowodzenia, wchodzenie w dorosłość. Mnie jednak szczególnie urzekła niepozorna, cienka książka o wyjątkowym tytule „-?…- Zapytał czas”, którą dostałam na koniec jednej klasy w szkole podstawowej za pomoc w szkolnej bibliotece. I do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że ktoś tak doskonale wybrał tytuł dla mnie. Tym, co wyróżniało tą powieść z innych dzieł Siesickiej (przynajmniej tych, które czytałam), było to, że w centrum wydarzeń nie znajduje się tutaj tylko młodzież. Głównymi bohaterkami są trzy Julie – babcia, jej córka i wnuczka – wszystkie noszą to samo imię ze względu na rodzinną tradycję. Przeprowadzają się do nowego domu, który w jednej z nich wzbudza dziwne wspomnienia. Kolejne wydarzenia odkrywają dawną rodzinną tajemnicę i niewyjaśnione sytuacje z przeszłości.

Pisząc ten wpis zapragnęłam jeszcze raz przeczytać wszystkie powyższe tytuły 🙂 Mam z nimi mnóstwo przyjemnych wspomnień – zaczytywanie się nimi do późnych wieczorów w łóżku (także z latarką pod kołdrą, a jakże!), przeżywanie z bohaterami książek ich niezwykłych przygód, przenoszenie się do innego świata – bez względu na to, czy to były polskie góry, czy też tajemnicza Narnia. To oczywiście raptem kropla w morzu książek, które czytałam wiele lat temu, trudno nawet je wszystkie spamiętać. Jestem pewna, że każdy z Was ma takie książki z dzieciństwa, które wywołują uśmiech na Waszych ustach, i mimo że są nieco naiwne w swojej treści, pochłonęlibyście je z przyjemnością jeszcze raz 🙂

Asia B&B

Advertisements

5 uwag do wpisu “Najpiękniejsze książki mojego dzieciństwa

    1. Jeżeli chodzi o Pottera, to trochę z przekory, a trochę dlatego, że wtedy zaczytywałam się Tolkienem, sięgnęłam po niego dopiero jak byłam w gimnazjum i premierę miała „Czara Ognia”. Oczywiście szybko nadrobiłam i serię bardzo lubię, ale raczej nie uznaję jej za książkę dzieciństwa 🙂

      Lubię to

  1. czytelniczka85

    Ja już od małego byłam molem książkowym, więc sporo książek w dzieciństwie się przewinęło, m.in.wszystkie części Ani z Zielonego Wzgórza, książki Małgorzaty Musierowicz, przygody pana Samochodzika. Uwielbiałam też przygody Baltazara Gąbki, Tajemniczą Wyspę, książki o Indianach Karola Maya i Wiesława Wernica i mnóstwo, mnóstwo innych. Ach, ileż wspomnień!

    Polubione przez 1 osoba

  2. Stefan Siarzewski

    Żadnej z powyższych nie przeczytałem. Ale ciekawe jest to, że rzeczy które się czytało w dzieciństwie mają wpływ na późniejsze upodobania. I tak, ogromny wpływ na mój gust miała Pani z biblioteki w szkole podstawowej, podsuwała mi książki, które jak się później okazało bardzo mi się podobały a nie były oczywistym wyborem dla dziecka.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s