Książkowe podsumowanie maja

Zacznę banalnie, ale inaczej po prostu nie mogę – maj zleciał mi stanowczo zbyt szybko! Dopiero co była majówka, długi weekend, a tu już czerwiec za pasem. Plusem jest natomiast pogoda, dłuższe dni i możliwość spędzenia więcej czasu na świeżym powietrzu 🙂 A poza tym urlop zbliża się wielkimi krokami (niecałe dwa miesiące!) i już się bardzo cieszę na to wydarzenie! Takie przyjemne okoliczności nastrajają mnie pozytywnie i po prostu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa, na dodatek przeczytałam w tym miesiącu kilka świetnych książek, o których chcę Wam opowiedzieć 🙂

  • Czytam

Sięgnęłam po tytuł, który już trochę czekał na swoją kolej, ale wiedziałam, że w końcu przyjdzie jego czas. I tak stało się dzisiaj rano, gdy zastanawiałam się nad kolejną lekturą. Mario Vargas Llosa, peruwiański noblista z 2010, jest bardzo znanym i lubianym pisarzem. Kiedyś czytałam doskonałą książkę Llosy „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”, a teraz sięgnęłam po jedną z jego najwcześniejszych powieści, czyli „Miasto i psy”. Jako że zaczęłam czytać ją dopiero dzisiaj rano, nie mam jeszcze zbyt dużo do powiedzenia, ale na pewno będzie doskonała.

  • Przeczytane

„Całe życie” Robert Seethaler. Książkę tę otrzymałam przedpremierowo od Wydawnictwa Otwartego i muszę przyznać, że bardzo mi się podobała. Musiałam jednak początkowo przyzwyczaić się do bardzo zdawkowego opisu wydarzeń, ale w końcu książka reklamowana jest jako „tryumf literackiego minimalizmu”, takie więc było założenie autora. Jak wskazuje tytuł powieści, na zaledwie dwustu stronach (bardzo duża czcionka) poznajemy całe życie Andreasa Eggera, mieszkającego w austriackich Alpach. Ten prosty człowiek staje się częścią historycznych wydarzeń, z drugą wojną światową na czele. Doświadcza też jednak miłości, samotności, bólu i cierpienia. Książka napisana jest pięknym, poetyckim językiem. Mamy możliwość zachwycić się alpejskimi pejzażami, ponieważ natura otaczająca Andreasa jest nieodłącznym towarzyszem bohatera. „Całe życie” nie jest powieścią wybitną, przełomową, ale daje jednak możliwość zatrzymania się i spojrzenia z dystansem na własne życie.

„I góry odpowiedziały echem” Khaled Hosseini. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po ten tytuł. Do Hosseiniego nie trzeba mnie jakoś specjalnie namawiać, mam za sobą lekturę „Tysiąca wspaniałych słońc” oraz „Chłopca z latawcem” i obie były zachwycające. Nie inaczej było i tym razem. Afgański pisarz pięknie maluje historie wielopokoleniowych rodzin na tle egzotycznych kultur i autentycznych historycznych wydarzeń. Wraz z bohaterami przemierzamy kolejne lata i podróżujemy po całym świecie – tym razem jesteśmy w Kabulu, na afgańskiej prowincji, w Paryżu, w Grecji i w San Francisco. Losy wszystkich postaci przeplatają się, czasami w bardzo dramatyczny sposób. Tutaj punktem wyjścia jest trudna decyzja biednego Afgańczyka, który zostaje zmuszony do rozdzielenia swoich dzieci. Od tej pory każde z nich będzie wychowywało się w innym świecie. Jeżeli ktoś zna prozę Hosseiniego, to z pewnością wie, do czego cała opowieść zmierza (nie będzie spojlerów), ale mimo wszystko obserwowanie kolejnych wydarzeń jest bardzo wciągające. Autor poznaje nas z wieloma bohaterami, opowiada opowieść nie chronologicznie, zmienia miejsca akcji, ale na koniec wszystko układa się w jedną, piękną i wzruszającą całość.

„Afronauci” Bartek Sabela. To jest ta książka, którą bez wahania wskazałabym jako najlepszą z ostatnio przeczytanych. Nieprawdopodobna historia, egzotyczna, afrykańska kultura, dążenie do nieosiągalnego, ambicja, pragnienie wolności i nadzieja. Wszystko to miesza się w tej niezwykłej opowieści o Zambijczyku, który rzucił wyzwanie zimnowojennym mocarstwom. Zachęcam do lektury całej recenzji (klik) i przede wszystkim do sięgnięcia po ten tytuł.

„13 powodów” Jay Asher. Najpierw zobaczyłam trailer i mnóstwo reklam, wpisów na Facebooku i w Internecie. Potem dowiedziałam się, że serial jest na podstawie książki. Temat wydał mi się na tyle ciekawy, że postanowiłam zapoznać się z powieścią, a dopiero potem obejrzeć serial. To bardzo młodzieżowa opowieść, chociaż muszę przyznać, że porusza trudne tematy i sam punkt wyjścia jest dosyć smutny i depresyjny. Główny bohater, Clay, znajduje przed drzwiami domu paczkę z kasetami. Szybko odkrywa, że na taśmach nagrany jest głos Hannah, dziewczyny ze szkoły, która niedawno popełniła samobójstwo. Kasety muszą być przekazane do kolejnych osób z nagrań, inaczej zostaną upublicznione. Na kasetach nagrała tytułowe 13 powodów, dla których zdecydowała się na ten krok. Od samego początku wiemy więc, że nie będzie happy endu, że Clay nie uratuje dziewczyny w ostatniej chwili jak w hollywoodzkich filmach. Teraz może jedynie słuchać jej głosu i poznawać najmroczniejsze tajemnice. Na każdym nagraniu znajduje się opowieść o jednej osobie z otoczenia Hannah. I mimo, że ich „grzechy” są różnej wagi i większość z nich, gdyby wydarzyła się w pojedynkę nie doprowadziłaby do samobójstwa, to jednak zebrane wszystkie razem przytłaczają i dają do myślenia. Książka pokazuje, jak łatwo można komuś nieświadomie zniszczyć życie. Wraz z Clayem z niecierpliwością odsłuchujemy taśm, idziemy do kolejnych punktów wskazanych na mapie miasta, zastanawiamy się, kto będzie następny. I jak po czymś takim spojrzeć innym w oczy?

„Opowieść podręcznej” Margaret Atwood. I jeszcze jeden tytuł, po który sięgnęłam z powodu serialu. Ekranizacji jeszcze nie oglądałam, ale po lekturze na pewno to zrobię, bo książka jest świetna i jestem ciekawa, jak historia Podręcznej, Fredy, została przeniesiona na ekran. To bardzo dołujący tytuł, antyutopia rozgrywająca się w Gileadzie, państwie na terenie dawnych Stanów Zjednoczonych. Społeczeństwo jest bardzo zhierarchizowane, każdy ma przypisaną rolę, z której musi się wywiązać. Wszelki bunt jest surowo karany, tak samo jak przejawy niemoralności. Większość kobiet jest bezpłodna, do czego również doprowadziła działalność człowieka i zanieczyszczenie środowiska. Te, które mogą mieć dzieci dostają rolę Podręcznych. Przechodzą głęboką indoktrynację, zostają pozbawione imion, żyją w ascetycznych warunkach i trafiają do domów Komendantów i ich Żon, gdzie ich głównym zadaniem jest dać im dziecko. Fredzie, tak jak innym Podręcznym, nie wolno czytać (nawet produkty w sklepach opisane są za pomocą symboli), książki i wszelkie czasopisma są zakazane, a jej jedyną „rozrywką” jest spacer z inną Podręczną na zakupy. Zawsze muszą chodzić we dwie, aby się nawzajem pilnować i w razie czego donieść władzom o nieprawomyślności „koleżanki”. Gilead to przerażające miejsce, które jest tym bardziej trudne dla Fredy, że pamięta skrawki swojego poprzedniego, normalnego życia. Obserwujemy próby zachowania człowieczeństwa i ludzkiego honoru w niesprzyjających warunkach, a także rodzący się nieśmiało bunt. Lektura bardzo trudna, ale absolutnie warta wysiłku.

„Władaj Brytanio!” Daphne du Maurier. Autorka to znana brytyjska pisarka, która stworzyła między innymi „Ptaki”, na podstawie których Hitchcock stworzył swój słynny film. Powieść rozpoczyna powstanie dziwnego tworu politycznego USUK (United States United Kingdom), którego celem jest połączenie anglojęzycznych narodów w unię. Szybko jednak okazuje się, że w tym dwuczłonowym tworze, to Stany Zjednoczone mają większą siłę i znaczenie. Unia zaczyna niebezpiecznie przypominać okupację. Całość obserwujemy z perspektywy niewielkiej miejscowości w Kornwalii, a dokładniej specyficznej rodziny, na którą składa się 80-letnia Madame, jej wnuczka Emma oraz 6 adoptowanych chłopców w różnym wieku. Pomysł wyjściowy był bardzo ciekawy i myślę, że w latach siedemdziesiątych, gdy powieść powstała, musiała zrobić ogromne wrażenie na czytelnikach. Dzisiaj jednak, gdy poziom political fiction wyznaczany jest przez „House of cards”, wiele rozwiązań i zwrotów akcji wzbudzało raczej mój uśmiech. Taka trochę naiwna opowieść na dodatek z bardzo irytującą Madame. Jak dla mnie bez większych emocji.

  • Nowości na regale

No cóż, te nowości, to dosyć skromne w tym miesiącu, ale nie chcę też się zawalać tytułami, podczas gdy na półkach czeka mnóstwo na przeczytanie. Dwie z książek, które doszły na regał to prezenty. Od mojej przyjaciółki, Ani, dostałam „Lekcje Madame Chic” Jennifer L. Scott – wielki bestseller o tym, jak żyć i wyglądać jak prawdziwa Francuzka. Drugi tytuł to „Coś niebieskiego” Emily Giffin, którą otrzymałam wraz z „Ogród małych kroków” Abbi Waxxman (przedpremierowo w pdf) od Wydawnictwa Otwarte. Trzeci tytuł to „Błękitne przestrzenie” Tony’ego Horowitza, w której rusza śladem jednego z najwybitniejszych podróżników i odkrywców w historii – Jamesa Cooka. Bardzo lubię książki podróżnicze, a tutaj jeszcze dochodzi do tego historia i z tego, co słyszałam sporo humoru.

  • Plany

Czy jest ktoś, kto nie słyszał jeszcze o tym, że Netflix będzie realizował serial na podstawie „Wiedźmina” Andrzeja Sapkowskiego? Ręka do góry. Nikt? Tak myślałam. To jeden z najgorętszych newsów ostatnich dni, a fani Geralta z Rivii już zacierają ręce z zadowolenia i typują swoją wymarzoną obsadę. Co z tego wyjdzie dowiemy się w stosownym czasie, ja natomiast postanowiłam zapoznać się z książką. Jakoś do tej pory nie było mi z nią po drodze, chociaż ze wszystkich stron padały zachwyty pod adresem twórczości Sapkowskiego. Tomów jest póki co osiem, na które składają się zarówno opowiadania, jak i dłuższa historia. Czy mnie to wciągnie? Poczytamy, zobaczymy 🙂

To był naprawdę bardzo dobry miesiąc, nie tylko pod względem czytelniczym. Już się cieszę na te kolejne ciepłe dni, zbliżające się wakacje i kolejne książki, które będę czytać. Dużo uśmiechu i pozytywnej energii!

Asia B&B

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s