„Afronauci” – o zambijskim marzeniu podboju Kosmosu

Bardzo lubię reportaże o Afryce i jej mieszkańcach. Niezwykła mieszanka kultur, tradycji, religii i historycznych zależności tworzy z tego kontynentu fascynujący, chociaż wciąż w dużej mierze niezbadany, obszar. Czytałam sporo książek o Czarnym Lądzie i zawsze z chęcią sięgam po kolejne. Wystarczy wspomnieć o takim klasyku jak „Heban” Ryszarda Kapuścińskiego, czy reportażach Jeana Hatzfelda, który zmierzył się z trudnym tematem wojny w Rwandzie, by zrozumieć, że Afryka ma mnóstwo obliczy i każde jest równie wciągające i niezwykłe. Niedawno przeczytałam książkę „Martwa Dolina” Franka Westermana, w której autor sięgnął do trochę zapomnianej opowieści o dziwnych wydarzeniach w kameruńskiej dolinie w 1986 roku, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach zginęło tam nagle prawie dwa tysiące ludzi (gorąco polecam ten tytuł!). Reportaż o którym chcę Wam dzisiaj opowiedzieć więcej, zafascynował mnie już samym krótkim opisem i wiedziałam, że muszę go koniecznie przeczytać.

„Afronauci” Bartka Sabeli (Wydawnictwo Czarne, 2017) opisują historię, która jest tak nieprawdopodobna, że mogłaby powstać w głowach hollywoodzkich scenarzystów, a jednak wydarzyła się naprawdę. Mamy rok 1964, Zambia, na fali zrywu niepodległościowego, który przeszedł przez liczne europejskie kolonie w Afryce, ogłasza niepodległość i staje się wolnym krajem. Jednym z bardziej zaangażowanych bojowników o wolność jest Edward Mukuka Nkoloso, który oprócz swoich politycznych ambicji przejawia również ogromne zainteresowanie nauką. Wkrótce zakłada i zostaje dyrektorem Narodowej Akademii Nauki, Badań Kosmicznych i Filozofii. Cel Akademii jest jasny – pierwszym człowiekiem na Księżycu ma być mieszkaniec Zambii. Przypominam, że mamy lata 60, Zimna Wojna toczy się od niedawna na nowym froncie w przestrzeni kosmicznej, a dwa największe mocarstwa – USA oraz Związek Radziecki – ścigają się o to, kto jako pierwszy wystrzeli człowieka w Kosmos. I nagle Nkoloso ogłasza, że Zambia dołącza do wyścigu.

Gdy pierwszy raz przeczytałam zapowiedź tego reportażu, pomyślałam, że być może umknął mi jakiś wycinek historii, mimo że o okresie Zimnej Wojny czytałam sporo i bardzo mnie ten okres interesuje. Gdy jednak zaczęłam czytać książkę Sabeli zrozumiałam, że mamy do czynienia z nieprawdopodobną opowieścią, o której dzisiaj już niewiele osób pamięta. A nie pamięta właśnie dlatego, że brzmi ona jak jakiś żart. Jak to w ogóle możliwe – Zambia chce wysłać człowieka na Księżyc? Mało tego, kolejnym etapem miała być kolonizacja Marsa. Kim był Edward Mukuka Nkoloso, snujący tak śmiałe plany? Bartek Sabela zabiera nas w niezwykłą podróż do Lusaki, stolicy Zambii i odkrywa przed nami kolejne kawałki tej historii, które wywołują na naszej twarzy coraz większy uśmiech, ale jednocześnie wciągają i dają poczuć klimat Afryki.

Wykonał przy tym ogrom pracy związanej z badaniem materiałów źródłowych. Jeden rozdział poświęcony jest jego wizytom w Archiwum Narodowym, Muzeum Narodowym, telewizji, przeglądaniu starych numerów lokalnych gazet i licznym innym próbom zdobycia informacji o zambijskim programie kosmicznym. Okazuje się jednak, że materiałów nie pozostało zbyt dużo. Więcej można znaleźć w zagranicznej prasie – o Nkolosie pisali brytyjscy i amerykańscy dziennikarze, których prace Sabela cytuje sporymi fragmentami. Sporo w nich dystansu i skrytego (chociaż czasami także bardzo otwartego) podśmiewania się z odważnych prób i szumnych zapowiedzi zambijskiego naukowca. Trudno jednak nie śmiać się, gdy czytamy, że jednym z elementów treningu przygotowującego do podróży kosmicznej jest „staczanie się ze wzgórza w beczce po oleju. By doświadczyć uczucia podróży przez międzygwiezdną przestrzeń”. Takich przykładów jest w reportażu o wiele więcej.

Kim więc był Edward Mukuka Nkoloso? Wizjonerem? Głupcem? Bohaterem narodowym? Czy naprawdę wierzył, że prostymi środkami, które proponował uda mu się osiągnąć międzyplanetarny sukces? Swoje plany tłumaczył w przystępny (i trzeba przyznać, bardzo logiczny) sposób: „Spójrz na to drzewo. Ponieważ je widzę, mogę do niego dojść. Tak samo jest z Księżycem”W innym miejscu czytamy: ” ‚Jeśli ptak może latać, to czemu my nie możemy?’ Ktoś na to odpowie, że nie, to niemożliwe, bo nie mamy skrzydeł, nie mamy tego, nie mamy tamtego. ‚Nie! Macie za to coś więcej! – I pokazywał palcem swoją głowę. – Macie mózgi, które dostaliście od Boga!'”Dążenia tego wyjątkowego naukowca w ścisły sposób wiązały się z sytuacją polityczną młodego państwa – odzyskaniem wolności i wytyczania sobie kolejnych celów. Nkoloso nie dysponował finansami, zapleczem naukowym, władze nie traktowały go poważnie. Ale miał wizję i cel, wierzył, że ciężką pracą i poświęceniem osiągnie sukces.

„On nie żartował. Ludzie mieli go za szaleńca, ale on po prostu uważał, że można to zrobić. Sądzę, że to niezwykle znaczące, to kluczowe. Bo gdzie my teraz jesteśmy? Wszyscy patrzą na Zachód, na Amerykę. A tu mamy gościa, który rzuca wyzwanie Ameryce. I ta relacja między lotem w Kosmos a odzyskaniem niepodległości. Przecież ta niepodległość to był taki sam lot w Kosmos. Nie tylko Zambijczyków. W całej Afryce to był pewien symbol.”

Reportaż napisany jest żywym, świetnym językiem. Pochłaniałam każdą stronę kręcąc głową z niedowierzaniem, a jednocześnie będąc coraz bardziej zafascynowaną opisaną historią. Sabela dzieli się z nami licznymi anegdotami, cytatami, wywiadami (w tym z najważniejszą osobą – synem Edwarda Nkoloso), rysuje wspaniały obraz Zambii, ze wszystkimi jej egzotycznymi elementami. Dowiemy się więc też sporo o drodze tego kraju do niepodległości, o społeczeństwie i o religii, która odgrywa tam bardzo ważną rolę. W pierwszej części przybliża nam także sporo faktów o zimnowojennym wyścigu kosmicznym. Opisy kolejnych rakiet, które wystrzeliwują dwa główne mocarstwa kontrastują z zambijskimi ćwiczeniami w beczkach po oleju. Książka skrzy się błyskotliwymi zdaniami i opowieściami, chętnie podzieliłabym się z Wami mnóstwem cytatów, które sobie zaznaczyłam, ale myślę, że o wiele lepiej będzie jeżeli po prostu sięgnięcie po ten tytuł, naprawdę warto.

Mimo wszystko, chciałam zacytować jeszcze jeden fragment, w którym Sabela pisze, czemu postać zambijskiego naukowca tak go zainteresowała. Czytając książkę podzielałam jego odczucia i tylko mogłam sobie wyobrazić, ile wysiłku musiał autor włożyć w zbadanie tematu, ale też ile radości i satysfakcji miał z odkrywania kolejnych rozdziałów tej niezwykłej opowieści: „Niemniej czasami historia ta wydaje mi się dość zwykła, nawet banalna, innymi razy aż mnie ściska, gdy o niej myślę. Jest coś wzruszającego w tej naiwnej, prostej wierze w wielkie rzeczy, nieograniczonej okolicznościami, trudnościami, niebiorącej pod uwagę możliwości technicznych i finansowych. Marzenie samo w sobie, czyste, wykrystalizowane, leżące bardzo blisko szaleństwa. Czarny człowiek zrzuca kajdany i od razu leci w Kosmos. Edward Mukuka Nkoloso śmiało mógłby dopisać linijkę do słynnego przemówienia Martina Luthera Kinga”.

„Afronauci” to jeden z najlepszych reportaży jakie ostatnio czytałam. Jest tu wszystko, co sprawia, że książka jest bardzo dobra – rewelacyjna historia, która mimo swojego całego poziomu nieprawdopodobieństwa, wydarzyła się w rzeczywistości, bardzo ciekawych bohaterów z Edwardem Nkoloso na czele, możliwość poznania innej kultury, piękny język, liczne anegdoty i humor. Bardzo żałuję, że ten tytuł ma tylko około 200 stron, świat zambijskiego programu kosmicznego tak mnie zafascynował, że mogłabym o tym czytać jeszcze dłużej, zwłaszcza opisane w tak świetny sposób, jak zrobił to Bartek Sabela. Majstersztyk! Nawet jeżeli sam temat nie za bardzo Was zainteresował (chociaż naprawdę warto, sami nie uwierzycie, jak Was to wciągnie…), to sięgnijcie po ten reportaż, żeby zachwycić się doskonałym warsztatem reporterskim. Polecam wszystkim, nie pozwólcie żeby ta doskonała książka przeszła obok Was niezauważona.

A na koniec zostawiam Was z jeszcze jednym cytatem, który doskonale podsumowuje całą opowieść i fascynującą postać Edwarda Nkoloso:

„A co, jeśli to wszystko było jedynie wielkim żartem? Afrykańską krotochwilą, na którą nabraliśmy się wszyscy, począwszy od poważnego prezentera ITN? Może Zambijski Program Komiczny to nic innego jak wieloletni artystyczny performance na najwyższym poziomie, którego nie powstydziliby się współcześni artyści? Teatr, przedstawienie, które trwa, mimo że główny aktor i reżyser już dawno nie żyje? Może nie doceniamy tego człowieka, lecz nie jego geniuszu, tylko poczucia humoru? Mimo upływu lat wciąż rozbudza wyobraźnię fotografów, malarzy i pisarzy. Co, jeśli Edward Mukuka Nkoloso, siedząc w końcu na swoim Księżycu, omiatany słonecznym wiatrem, ze wszystkich nas się teraz śmieje?”Przeczytajcie i oceńcie sami.

Asia B&B

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “„Afronauci” – o zambijskim marzeniu podboju Kosmosu

  1. Pingback: Książkowe podsumowanie maja – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s