„Życie pasterza” i „Księga morza” – o pięknej przyrodzie wokół nas

W ostatnim czasie na rynku wydawniczym można zauważyć pewien bardzo ciekawy trend – literatura faktu znacznie wzbogaciła się o książki dotyczące natury i przyrody. W zasadzie każde wydawnictwo ma w swojej ofercie tytuły związane z życiem zwierząt, roślin czy znanych odkrywców, biologów i przyrodników. Wystarczy wspomnieć wielkie bestsellery Petera Wohllebena „Duchowe życie zwierząt” oraz „Sekretne życie drzew”, książkę „Rzecz o ptakach” Noah Stryckera, czy „Człowiek, który zrozumiał naturę” Andrei Wulf przybliżającą postać wybitnego podróżnika i przyrodnika Alexandra Humboldta. To tylko niektóre z niedawnych premier, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem czytelników. Ten trend dotarł także na mój regał i dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o dwóch książkach – „Życie pasterza” Jamesa Rebanksa oraz „Księga morza” Mortena A. Strøksnesa.

„Życie pasterza” (Wydawnictwo Znak, 2017) to, jak mówi podtytuł, „Opowieść z Krainy Jezior”. Autor zabiera nas w swoje rodzinne strony, czyli do północno-zachodniej Anglii, gdzie znajduje się malownicza, przepiękna kraina – Lake District. Jego rodzina od wielu pokoleń zajmuje się tam hodowlą owiec i Rebanks przybliża nam ich pracę oraz codzienne zmagania z naturą. Można tutaj  wydzielić dwa wątki narracyjne, które jednak bardzo ściśle wiążą się ze sobą. Jeden to historia rodziny autora oraz tego, jak on sam będąc jeszcze młodym chłopakiem postanawia, że chce kontynuować rodzinną tradycję. Te fragmenty wypadają w moim odczuciu nieco mniej interesująco, bo jednak czytanie o nastolatku, któremu nie chce się uczyć nie są zbyt ciekawe. Na szczęście potem ta opowieść nabiera odpowiedniego tempa. Duża tutaj zasługa anegdot związanych z dziadkiem Rebanksa – postaci bardzo ciekawej, pracowitej i na swój sposób prostej, która przekazała młodemu hodowcy mnóstwo życiowej wiedzy. Drugi wątek wiąże się z samą opowieścią o hodowli owiec. Autor nie szczędzi nam opisów tego, na czym polega jego praca i nie unika przy tym tematów trudnych, takich jak choroby czy śmierć ukochanych zwierząt.

Cała książka podzielona jest na cztery części i każda odpowiada jednej porze roku. Podział ten jest bardzo naturalny, bo też życie hodowcy zwierząt jest ściśle związane z poszczególnymi miesiącami i pogodą. Poznajemy tajniki jego pracy – od zakupu owiec na targach (co jest sztuką samą w sobie, sporo miejsca poświęcone jest właśnie tej kwestii), przez wypas zwierząt, strzyżenie, przyjmowanie porodów jagniąt, do radzenia sobie z odejściem owiec. Rebanks nie jest przy tym zbyt bardzo sentymentalny, co dodatkowo pokazuje, że osoby zajmujące się taką pracą muszą być „twarde” i przeć cały czas do przodu, bez zbędnego oglądania się wstecz. Autor nie koloryzuje niepotrzebnie swojej opowieści. Pisze wprost o wszelkich trudach związanych z życiem hodowcy – mówi o problemach finansowych czy o zatargach wśród sąsiadów. Muszę jednak przyznać, że fragmenty dotyczące życia w społeczności hodowców owiec wypadają w moim odczuciu najlepiej. Dowiadujemy się tego, jak funkcjonują w swoim zamkniętym świecie. Rebanks zabiera nas na targ owiec, gdzie każdy chce ugrać dla siebie jak najlepsze warunki – czy to sprzedając swoje owce, czy też zakupując nowe do swojego stada (dobieranie owiec w celu reprodukcji jest niezwykle ważne i może zadecydować o przyszłości całej farmy). Konkurencja jest silna i nie ma miejsca na sentymenty. Każdy walczy o swoją przyszłość. Ale towarzyszymy też hodowcom na spędzie owiec, przy którym muszą ze sobą współpracować, żeby nie popełnić żadnego błędu. Wtedy decydujące jest wzajemne zaufanie i pokora. Relacje między mieszkańcami są bardzo bliskie, zdarzają się kłótnie, ale też nikt też nie odmówi pomocy sąsiadowi w potrzebie. Ta mała społeczność tworzy swoisty organizm, w którym każda część jest powiązana z innymi. Myślę, że Rebanks świetnie to przedstawił i daje czytelnikom możliwość pełnego wczucia się w swoją sytuację.

„Życie pasterza” ma nudniejsze fragmenty, zdarzają się też drastyczne opisy, ale ogólnie przeczytałam tą książkę z dużym zainteresowaniem. Gdy potem wpisałam sobie w google hasło „Lake District” od razu zrozumiałam zachwyt autora nad swoim miejscem zamieszkania i dlaczego zdecydował się kontynuować rodzinne tradycje. Życie z dala od zgiełku miasta, gdzie dni wypełnia ciężka praca i liczne obowiązki hodowcy, ma z pewnością wady i zalety – Rebanks pisze o nich wszystkich. Nie próbuje idealizować swojej codzienności, nie ukrywa trudności, z którymi musi się mierzyć. Nie jest to więc folder zachęcający do porzucenia dotychczasowego życia i rozpoczęcia kariery hodowcy owiec. Ja jednak po lekturze nie tylko dowiedziałam się wielu ciekawych faktów na temat owiec i ich opiekunów, ale poznałam także niezwykle uroczy zakątek Anglii, który mam nadzieję kiedyś zobaczę na własne oczy.

ok3

Drugi tytuł to „Księga morza” (Wydawnictwo Literackie, 2017) ze wspaniałym podtytułem, który zdradza, o czym jest książka – „czyli jak złowić rekina giganta z małego pontonu na wielkim Oceanie o każdej porze roku”. Musicie przyznać, że taki tytuł przyciąga uwagę i zachęca do dalszej lektury. Autor odwiedza swojego przyjaciela – rybaka i malarza Hugona – w jego domu w pobliżu Lofotów, pięknego archipelagu w północno-zachodniej części Norwegii (to też sobie wygooglajcie, od razu zakochacie się w tych widokach). Główną osią opowieści jest tytułowe polowanie na rekina giganta. Panowie chcą to jednak zrobić w tradycyjnym stylu, bez pomocy wielkich kutrów rybackich i wyspecjalizowanego sprzętu. Zaopatrzeni w przynętę wsiadają do niewielkiej łodzi i wyruszają na morze.

Tak naprawdę jednak ta historia jest jedynie tłem do ich wspólnych rozważań na najróżniejsze tematy, w mniejszym lub większym stopniu wiążące się z ich obecnym położeniem i celem, do którego dążą. Strøksnes w fascynujący sposób opowiada o historii, biologii i geografii – tak można to ująć szeroko. Wgłębiając się jednak w szczegóły kolejnych rozdziałów odkrywamy świat życia podwodnych stworzeń i roślin (mnóstwo niezwykłych faktów!), przybliżamy się do codziennego życia rybaków, poznajemy tajniki ich pracy, a także historię miejsc, które odwiedzamy. Trzeba przy tym powiedzieć, że autor robi to tak ciekawie, że prawie po każdej kolejnej informacji miałam ochotę dowiadywać się na dany temat jeszcze więcej, zwłaszcza z tych związanych z historią i przygodami dawnych podróżników eksplorujących północne rejony Ziemi. Nie brakuje także wątków filozoficznych, czy raczej etycznych dotyczących tego, jak zmienia się przyroda wokół nas z powodu ingerencji człowieka.

„Osa jest dużo bardziej niebezpieczna dla człowieka niż rekin. Ten zabija łącznie na całej kuli ziemskiej dziesięć do dwudziestu osób rocznie. w tym samym okresie my zabijamy około siedemdziesięciu trzech milionów rekinów. Mimo to uznajemy go za groźnego drapieżnika. Ten paradoks jest dla nas obu z Hugonem doskonale widoczny.”

„Księga morza” to także opowieść o przyjaźni, która nie zawsze jest łatwa. Morten i Hugon znają się od lat, bardzo lubią spędzać ze sobą czas i rozmawiać, chociaż różnią się charakterami i temperamentem. Zdarzają im się jednak kłótnie i momenty, gdy muszą ugryźć się w język, żeby jednym słowem nie zakończyć wieloletniej przyjaźni. Ten wątek jest bardzo naturalny, realistyczny i ani przez moment nie mamy wrażenia fikcji literackiej – wierzymy, że wszystko, co opisał Strøksnes wydarzyło się naprawdę. Czy udało się upolować rekina giganta? Tego Wam nie zdradzę, musicie dowiedzieć się sami. Książka to skarbnica wiedzy dla osób lubiących dowiadywać się nowych rzeczy, zgłębiających niezbadane rejony i poszerzających swoje horyzonty. Ja po lekturze czuję się obsypana nowymi, fascynującymi informacjami. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po ten tytuł, mimo że ogólnie tematy biologiczne, których jest tutaj najwięcej, nie są zbyt bliskie moim zainteresowaniom. Autor snuje swoją historię niespiesznie i zabiera nas do świata, którego większość z nas nigdy nie będzie miała okazji zobaczyć na własne oczy. Robi to jednak bardzo naturalnie i ciekawie, mamy wrażenie jak byśmy siedzieli w przytulnym pomieszczeniu przy kominku i wysłuchiwali fascynujących opowieści o morzu i jego mieszkańcach. Czas przy lekturze mija szybko i czułam, że mogłabym przebywać w towarzystwie Mortena i Hugona jeszcze dłużej.

18118685_1958949751000402_6605753417601306007_n

Lektura obu powyższych tytułów sprawiła mi bardzo dużo przyjemności, przede wszystkim dzięki temu, że mogłam dowiedzieć się nowych rzeczy z dziedzin, którymi nie interesuję się na co dzień. I mimo że hodowla owiec ani nurkowanie czy łowienie na Morzu Północnym nie znajdują się na mojej liście wymarzonych zajęć, to jednak z ogromnym zainteresowaniem zgłębiłam światy przedstawione w tych książkach. Naprawdę warto czytać książki o przyrodzie i życiu w zgodzie z naturą, zwłaszcza, że w codziennym biegu zapominamy jak piękny jest świat wokół nas.

Asia B&B

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s