„Wyspa na prerii” – z wizytą na Dzikim Zachodzie

Mówi się, że Wojciecha Cejrowskiego albo się kocha, albo nienawidzi. Ja nie podchodzę do jego działalności aż w tak skrajny sposób, aczkolwiek rozdzielam jego osobę na „Cejrowskiego – komentatora życia politycznego” i „Cejrowskiego – podróżnika”. I w tej drugiej odsłonie lubię go o wiele bardziej. Jest to postać nietuzinkowa, inteligentna, odważna w swoich poglądach, kontrowersyjna i bardzo wyrazista. Cenię go przede wszystkim za ogromną wiedzę o różnych kulturach i społeczeństwach, o których opowiada w swoich książkach oraz w programie „Boso przez świat”. Narrację charakteryzuje humor, ciekawość świata i chęć dzielenia się radością z podróży z innymi. Podobnie było w przypadku „Wyspy na prerii” (Wyd. Bernardinum, 2015), z którą miałam okazję się niedawno zapoznać.

Ten tytuł był na mojej liście do przeczytania już od dawna – książki Cejrowskiego bardzo lubię, czyta się je świetnie, a na dodatek w tej opowiada o swoich doświadczeniach w Stanach Zjednoczonych. Nie potrzebowałam dodatkowych zachęt i jak tylko siostra mi ją pożyczyła, zabrałam się do czytania. Książka, jak zresztą wszystkie w serii Poznaj Świat, jest bardzo ładnie wydana. Kartki są z grubego, błyszczącego papieru, czcionka bardzo czytelna, a całość ozdabiają liczne kolorowe zdjęcia świetnej jakości. Autor zabiera nas na swoje ranczo w Arizonie, które, jak twierdzi, wchodziło w jego posiadanie trzykrotnie – najpierw je dostał, potem wygrał, a na końcu kupił za symboliczna kwotę. Wszystko to miało miejsce ponad dwadzieścia lat temu, gdy Cejrowski podróżował po Stanach i chwytał się dorywczych prac. Po latach powrócił na swoje ranczo i postanowił tam trochę pomieszkać, a w książce dzieli się swoimi obserwacjami życia na amerykańskiej prowincji.

Opowieści, jak to w przypadku Cejrowskiego, są bogate w szczegóły, zabawne i napisane bardzo ciekawie. Spotkałam się z opiniami, że książka jest na siłę wydłużona i momentami nudna, bo autor koniecznie chce nam pokazać, że życie ranczera jest pełne wrażeń, chociaż tak naprawdę niewiele się tam dzieje. Z jednej strony zgadzam się – historie o obserwowaniu prerii, spędzaniu czasu w barze (które z czasem stają się nieco powtarzalne), czy podnoszenie do rangi wielkiego wydarzenia cotygodniową wizytę śmieciarki, tchną trochę brakiem pomysłu. Cejrowski ma pewną manierę, która w programie telewizyjnym tak nie przeszkadza, ale przeniesiona na karty książki może razić – często powtarza te same frazy, zdania, spostrzeżenia i wnioski, tak jakby chciał w ten sposób podkreślić swój styl i charakter opowieści. Z drugiej jednak strony, dla kogoś, kto bardzo lubi amerykańską kulturę i raczej nie ma szans żeby kupić sobie ranczo w Arizonie i obserwować życie w miasteczku na własne oczy, takie opowieści będą źródłem wielu ciekawych informacji. Ja czytałam te historie z dużym zainteresowaniem, często się śmiałam i trochę zazdrościłam Cejrowskiemu jego doświadczeń.

Inną jednak kwestią pozostaje rzetelność opowiadanych historii, a raczej powinnam napisać – stopień ich prawdopodobieństwa. Nie zarzucam autorowi kłamstwa, ale przy niektórych opowieściach najpierw czytałam z niedowierzaniem i myślą „no tak, takie rzeczy tylko w Ameryce”, a potem jednak włączało się logiczne myślenie i pojawiały się wątpliwości. Mam jakąś tam wiedzę o Stanach Zjednoczonych i trochę trudno mi uwierzyć na przykład w to, że tak łatwo jest oszukać armię amerykańską, a tak wynika z jednej z opowieści. Otóż w miejscowości autora mieszka trzech braci o imieniu Antonio, nie są bliźniakami, między nimi jest kilka lat różnicy, ale są do siebie niezwykle podobni. Postanowili oni to wykorzystać i gdy jeden przyjechał na przepustkę z misji w Iraku, jego miejsce w armii zajął drugi brat, a potem jeszcze trzeci, chociaż zarejestrowany był tylko jeden Antonio. I tak każdy chłopiec odbył tylko jedną trzecią służby, a w armii nikt się nie zorientował, że coś jest nie tak. Na dodatek wszyscy trzej potem ubiegali się o żołd, twierdząc, że to z powodu bałaganu w biurokracji przeoczono, że wszyscy trzej brali udział w misji. Musicie przyznać, że ta historia brzmi bardzo nieprawdopodobnie, pomijając już fakt, że Cejrowski pisze o najzwyklejszym w świecie oszustwie i wcale nie uważa, że to coś złego. Takich opowiadań jest więcej, chociaż ta mnie najbardziej zaskoczyła. Jest jeszcze wątek z ojcem autora, który dwadzieścia lat wstecz dokładnie przewidział (i zapisał to w liście), co zrobi jego syn, gdzie się uda, które auto wybierze oraz gdzie pojedzie na wycieczkę na koniu. Czyta się to świetnie, ale na pewno trzeba podzielić przez cztery „fakty” przedstawione w kolejnych rozdziałach.

Mieszkańcy miasteczka (Cejrowski nie podaje jego nazwy, bo nie chce żeby ktoś się dowiedział, gdzie ma swoje ranczo) to typowi przedstawiciele amerykańskiego Południa, a przynajmniej tak ich przedstawia podróżnik. Są to potomkowie kowbojów, którzy rozwiązują sprawy we własnym zakresie i nie unikają używania broni. Kochają swoje rancza i sposób życia i są z tego bardzo dumni. Szczególnie ciekawie wypadają jednak historie, w których poznajemy codzienne rozwiązania ułatwiające życie (chociaż oczywiście wciąż mamy z tyłu głowy znak zapytania, czy nie są to opowieści trochę podkoloryzowane…). Wszystkie kwestie formalne można więc załatwić bez problemu na poczcie, a w Walmarcie kupisz każdy sprzęt, który przyjdzie ci do głowy i wydaje się bez sensu – Amerykanie wychodzą z założenia, że jeżeli ja o czymś pomyślałem, to na pewno już wcześniej ktoś na to wpadł i wyprodukował. Niektóre z tych historii Cejrowski kwituje obserwacją – „tak jest w Ameryce i tak powinno być wszędzie”. I faktycznie czytając książkę, można odnieść wrażenie, że Amerykanom żyje się o wiele lepiej, nie mają żadnych stresów, są bezproblemowi i lubią sobie ułatwiać życie (opowieść o wizycie w Walmarcie jest aż nad wyraz przesłodzona, aczkolwiek bardzo sympatyczna). I być może tak jest, ale „Wyspa na prerii” przedstawia tylko pewien wycinek amerykańskiego społeczeństwa. Nie jest to grupa reprezentatywna i o ile w małej miejscowości w Arizonie taka zażyłość i codzienne ułatwienia są niezbędne, o tyle trudno powiedzieć, żeby tak wyglądało życie w Nowym Jorku, Waszyngtonie, czy nawet w Phoenix – stolicy stanu. Nie ulega wątpliwości, że Cejrowski bardzo idealizuje obraz swoich sąsiadów, nawet ich przywary obraca w żart i przedstawia jako lokalne ciekawostki. Zastanawiają mnie też historie o tym, że w miasteczku wszyscy wszystko wiedzą. Zanim Cejrowski wejdzie do baru, na blacie już stoi szklanka z napojem, na który akurat miał ochotę. Wszyscy wiedzieli też, że robił pranie albo że zalęgły mu się pszczoły w aucie – podobno można wyczytać to z prostych znaków, ranczerzy nabywają umiejętność takiego czytania wraz z doświadczeniem wynikającym z trudów życia na prerii. Z pewnością te opowieści oparte są na przygodach autora, ale niektóre czytanie znaków przez „stado”, jak o mieszkańcach miasta mówi Cejrowski, brzmi nieco naciąganie. Amerykanie to z pewnością bardzo otwarty i pozytywnie nastawiony naród i te ich cechy w „Wyspie na prerii” są widoczne na każdej stronie.

Krytykuję nieco książkę Cejrowskiego, ale na pewno nie można mu odmówić daru snucia opowieści. Jeżeli przymkniemy oko na prawdopodobieństwo historii, to bez problemu damy się porwać świetnej treści, która skrzy się żartami, anegdotkami i zabawnymi dialogami. Autor pisze dokładnie tak, jak mówi, jeżeli ktoś oglądał jego programy to wie, co mam na myśli. Często łapałam się na tym, że czytając kolejne zdania słyszałam w głowie jego charakterystyczny głos. Nie ulega wątpliwości, że to jeden z najciekawszych podróżników, który bez problemu przyciąga uwagę widzów i czytelników i ma do powiedzenia coś wartościowego. Książkę czyta się bardzo dobrze i szybko. Na pewno można dowiedzieć się sporo o amerykańskiej mentalności (chociaż pokazanej przez pryzmat niewielkiego miasta na Dzikim Zachodzie) i podejściu do życia. Jeżeli podobały Wam się wcześniejsze książki Cejrowskiego o Ameryce Południowej, to ta też Wam przypadnie do gustu, aczkolwiek na pewno jest o poziom niżej jeżeli chodzi o treść i same historie. Tak czy inaczej warto się z nią zapoznać, ja na pewno nie żałuję lektury.

Asia B&B

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Wyspa na prerii” – z wizytą na Dzikim Zachodzie

  1. Pingback: Książkowe podsumowanie kwietnia – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s