Kobiety na froncie – o korespondentkach wojennych

Praca korespondentów wojennych wiąże się z licznymi niebezpieczeństwami, balansowaniem na granicy ryzyka, podróżowaniem do miejsc ogarniętych działaniami wojennymi, a nierzadko także ze stawaniem twarzą w twarz z zagrożeniem życia. Nie dziwi więc to, że ten zawód kojarzy się głównie z mężczyznami i faktycznie wśród najbardziej znanych korespondentów oraz fotoreporterów prym wiodą mężczyźni. Jednak w tym męskim świecie odnajdują się także kobiety, które kierując się ciekawością świata i chęcią relacjonowania wydarzeń, wyruszają na niebezpieczne misje na równi ze swoimi kolegami. Jakiś czas temu pisałam o książkach przybliżających pracę korespondentów wojennych (klik), dzisiaj natomiast chciałam skupić się na płci pięknej.  Ostatnio miałam okazję przeczytać dwa reportaże stanowiące wspomnienia z frontu – „Pod Ostrzałem” Paula Conroya (Świat Książki, 2014) oraz „To właśnie robię” Lynsey Addario (Świat Książki, 2017). Mimo, że te książki różnią się sposobem narracji i opowiedzianą historią, to jednak obie łączy to, że w centrum znajduje się kobieta i jej przeżycia na froncie.

Pierwszy tytuł, „Pod ostrzałem”, przybliża nam postać Marie Colvin, amerykańskiej dziennikarki, która w trakcie swojej kariery relacjonowała konflikty wojenne w różnych częściach świata. W trakcie jednej ze swoich misji straciła oko i od tamtej pory jej znakiem rozpoznawczym była czarna przepaska na oku. Reportaż skupia się na jej ostatniej misji – w 2012 roku Marie zginęła w czasie nalotu w Homs, w Syrii. Autorem książki jest Paul Conroy, fotograf, który często towarzyszył dziennikarce w wyjazdach i był przy niej także w Syrii.

Reportaż czyta się bardzo dobrze, chociaż muszę przyznać, że sam początek tego nie zapowiadał. Conroy w swoich wspomnieniach podaje bardzo dużo zbędnych szczegółów, które nie wnoszą do samej akcji ani narracji niczego ważnego. Pewne sytuacje, które w danym momencie były zabawne lub ważne, po przeniesieniu na karty książki tracą swoje znaczenie. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale w tym przypadku pojawiło się kilka takich zbędnych scen (np. przez dwie strony opisuje, jak Marie nie może znaleźć w komputerze artykułu o Syrii, który po prostu przez przypadek skasowała. Śmiechom nie było końca). Na szczęście w miarę jak akcja zbliża się do punktu kulminacyjnego, a więc wyjazdu dziennikarzy do jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Homs, Baba Amr, wydarzenia nabierają odpowiedniego tempa i napięcia.

Conroy wplata w narrację wspomnienia z pierwszego spotkania z Marie i ich wyjazdy na rożne konflikty – zarówno te, które odbyli wspólnie, jak i oddzielnie. Jednak główną część opowieści stanowi opis bardzo trudnej przeprawy do Homs – zmiany kierowców, miejsca, w których się po drodze ukrywają, przejście przez niebezpieczny tunel stanowiący jedyne połączenie z Baba Amr, unikanie snajperów i ostrzału. Czytając relację kogoś, kto tam był i to wszystko przeżył na własnej skórze jest tym bardziej fascynujące. Korespondenci ryzykują własne życie, żeby świat dowiedział się o wydarzeniach z pierwszej ręki.

Główną bohaterką reportażu pozostaje jednak Marie. Conroy przybliża nam jej sylwetkę, chociaż nie zagłębia się w jej przeszłość i biografię. Pisze raczej o Marie takiej, jaką on zna najlepiej – odważnej kobiecie na froncie, której nic nie jest w stanie powstrzymać. Z jego wypowiedzi często przebija podziw dla dziennikarki i docenianie dla jej pracy. Ale to właśnie ona była w pewnym stopniu odpowiedzialna za to, co ich spotkało w Syrii. Okazuje się, że w momencie gdy pojawiły się informacje o planowanym ataku naziemnym na Homs przez siły rządowe, dziennikarze ewakuowali się w bezpieczne miejsce poza granicami miasta. Ale gdy atak nie nastąpił, Marie podjęła decyzję, że chce wrócić do Baba Amr. Dotarła tam po raz ostatni, zginęła w nalocie na centrum prasowe rebeliantów, w którym się ukrywali wraz z Paulem i innymi dziennikarzami. Czy zginęła z powodu niezaspokojonej ambicji czy raczej z powodu chęci relacjonowania światu okrutnych wydarzeń, których dopuszczał się rząd Syrii? Według mnie oba czynniki miały wpływ na jej decyzję, ale każdy może zinterpretować jej zachowanie sam. W ostatniej części, gdy ranny Paul wraz z kilkoma reporterami trafia do prowizorycznego szpitala i starają się wymyślić, jak opuścić miasto, Marie schodzi na drugi plan. Fotograf koncentruje się głównie na sobie i swoich towarzyszach – Marie nie żyje, nie można jej już pomóc, ale trzeba zrobić wszystko, by liczba ofiar nie zwiększyła się. Zaczyna się wyścig z czasem i siłami rządowymi. Opis zmagań dziennikarzy w drodze ku wolności jest naprawdę wciągający i trzymający w napięciu. Na uwagę zasługują syryjscy rebelianci, którzy często z narażeniem życia pomagali bohaterom ukrywać się i przemieszczać.

Druga książka, „To właśnie robię”, to klasyczne wspomnienia z wątkami autobiograficznymi. Lynsey Addario jest amerykańską fotoreporterką o włoskich korzeniach. Poznajemy ją w momencie, gdy zostaje porwana w Libii wraz z kilkoma innymi dziennikarzami. Potem jednak cofa się w swojej opowieści i opowiada nam o swoim dzieciństwie, początkach fascynacji fotografią i o pracy wolnego strzelca. Bardzo ciekawie wypadają fragmenty poświęcone jej kolejnym podróżom, a trzeba tutaj zaznaczyć, że było ich naprawdę dużo! Linsey odwiedziła mnóstwo ciekawych miejsc, które niejednokrotnie wiązały się także z ogromnym niebezpieczeństwem. W swojej pracy skupiała się jednak głównie na pokazaniu ludności, ofiar cywilnych, rysowała portret społeczeństwa. Była w Afganistanie, przed i po wybuchu wojny w 2001 roku, w ogarniętym wojną Iraku, Darfurze, Kongu, gdzie uwieczniała ofiary przemocy, Indiach, Libii i w wielu innych miejscach. Wszędzie starała się być nie tylko obserwatorem, ale także sprawić, żeby jej prace w jakiś sposób zmieniły życie bohaterom jej zdjęć. 

Na okładce możemy przeczytać: „Znana fotoreporterka o życiu między wojną i miłością”. I faktycznie – kwestie życia miłosnego dziennikarki są dosyć szeroko zarysowane. Opowiada ona o tym, jak jej częste wyjazdy do niebezpiecznych miejsc wpływały na kolejne związki. Zdaje sobie sprawę, że jej bliscy, w tym także mężczyźni, z którymi się spotykała, drżą za każdym razem, gdy wyjeżdża na kolejną misję i ryzykuje własnym życiem. Szczerze dzieli się swoimi przemyśleniami o braku gotowości do zakładania rodziny i posiadania dzieci. Wprost mówi o tym, że kocha swoją pracę, jest ona dla niej najważniejsza i nie umiałaby z niej zrezygnować na rzecz siedzenia w domu i pilnowania dzieci. Ale w jej życiu pojawia się mężczyzna, który stanie się jej bliski i ze względu na swoją profesję dziennikarza, doskonale rozumie jej podejście do pracy. Paul jest tym, który nie tylko sprawił, że Lynsey postanowiła trochę zwolnić, ale też został jej mężem. Zanim jednak doszło do ustatkowania, fotoreporterka wystawiła ich związek na dwie ciężkie próby – pierwszą był poważny wypadek w Pakistanie, a drugim porwanie, od którego zaczyna się reportaż. Po tych wydarzeniach Lynsey zdała sobie sprawę, że narażając życie, sprawia ogromny ból swoim bliskim, którzy się o nią martwią. Czy można pogodzić pasję i miłość do pracy z ustatkowanym życiem u boku ukochanego mężczyzny?

Oba reportaże, z którymi się ostatnio zapoznałam, przybliżają bardzo ciekawe kobiety. Lynsey Addario i Marie Colvin to niezwykle odważne dziennikarki, które odnalazły swoje miejsce w męskim świecie korespondentów wojennych. Jedna swoją odwagę przypłaciła życiem, druga kilkukrotnie ryzykowała i była bliska śmierci. Książki opatrzone są licznymi fotografiami, chociaż we wspomnieniach Addario znajdziemy ich o wiele więcej i robią one ogromne wrażenie. Opisane przeżycia dają możliwość wczucia się w położenie bohaterek i zadania sobie pytania, co ja bym zrobiła na ich miejscu. Zapewne po takiej lekturze część osób powiedziałoby, że wojna to nie jest miejsce dla kobiet, ja jednak należę do drugiej grupy odbiorców, która patrzy na dokonania tych odważnych dziennikarek z podziwem i docenianiem. Obie książki są bardzo dobre, wciągające i poruszające, aczkolwiek bardziej przypadł mi do gustu reportaż „To właśnie robię”, ze względu na osobiste wyznania autorki. Być może gdyby Marie Colvin miała okazję sama napisać o swoich przeżyciach z Homs i innych frontów wojennych, jej wspomnienia miałyby inny wydźwięk. Tak czy inaczej bardzo polecam oba tytuły.

„Pod ostrzałem” 7/10

„To właśnie robię” 8/10

Asia B&B

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Kobiety na froncie – o korespondentkach wojennych

  1. Pingback: Książkowe podsumowanie marca – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s