Jak nas wzruszają filmowe zwierzaki

Niewiele znam osób, które nie kochają zwierząt. Puszyste albo gładkie, z sierścią, łuskami lub piórami, małe i duże, na łapkach, czy z płetwami – prawie każdy ma jakieś swoje ulubione stworzenie, które przywołuje uśmiech na twarzy i roztapia serce na samą myśl o nim. Nie dziwi fakt, że twórcy filmowi często sięgają po zwierzęcych bohaterów i nierzadko dają im role pierwszoplanowe. Przygody zwierząt chwytają za serce i wywołują ogromne wzruszenia. Prym wiodą tutaj oczywiście psy, uznawane za najlepszych przyjaciół człowieka, ale w filmowym świecie znajdzie się miejsce dla całego zoo 🙂 Pomijam oczywiście produkcje animowane, które w zasadzie nie mają żadnych ograniczeń w kwestii wyboru bohaterów i tak naprawdę trudno mi w tej chwili dać przykład zwierzaka, który w bajce nie był nigdy sportretowany. Ja jednak chciałam się dzisiaj skupić na filmach fabularnych i przedstawić Wam kilka tytułów z wyjątkowymi bohaterami.

  • „Był sobie pies” (reż.  Lasse Hallström)

To właśnie seans tego filmu (oraz o kocie Bobie, o którym niżej) podsunął mi pomysł na dzisiejszy wpis. Bailey to uroczy psiak, który trafia w ręce kilkuletniego Ethana i stają się najbliższymi przyjaciółmi (mimo niechęci ze strony ojca, by zatrzymać zwierzaka w domu). Chłopiec i jego pies są nierozłączni, ale jak to bywa w życiu, moment rozłąki prędzej czy później musi nastąpić. Okazuje się jednak, że Bailey odradza się w kolejnych życiach, ale w zupełnie innych okolicznościach (i rasach psów). Czy po wielu latach uda mu się odnaleźć ukochanego chłopca? „Był sobie pies” to wzruszający, mądry i zabawny film dla każdego. Jest momentami nieco banalny i przesłodzony (wyraźny ukłon w stronę młodszych widzów), ale jako całość robi bardzo pozytywne wrażenie. Należy jednak pamiętać o sporym zapasie chusteczek na czas seansu – ja łzy w oczach miałam od pierwszych scen do samego końca, już dawno nie płakałam tak dużo na filmie… Przygody uroczego psiaka okraszone są lekkim humorem (kilka naprawdę zabawnych scen i świetne dialogi), nie brakuje jednak też bardzo smutnych momentów – dla widzów, którzy łatwo się wzruszają (ja do takich należę) seans może zamienić się w prawie dwie godziny pociągania nosem i wycierania łez. Największą siłą filmu jest narracja – cały czas słyszymy, co myśli i czuje Bailey. Jest bardzo zabawnie, naturalnie i  naprawdę jesteśmy skłonni uwierzyć, że zwierzęta tak postrzegają nas i otoczenie. Co zaskakujące bardzo dobrze wypadł dubbing – aczkolwiek mam tutaj na myśli głównie Marcina Dorocińskiego, który w polskiej wersji językowej użycza głosu „myślom” Bailey’emu. Świetny obraz, który zachwyci każdego.

dogs-purpose-bailey-2

  • „Mój przyjaciel Hachiko” (reż. Lasse Hallström)

Skoro jesteśmy przy filmach Lasse Hallströma, nie można zapomnieć o rewelacyjnym tytule, który wyciśnie z Was więcej łez niż niejedno romansidło. Co ciekawe film oparty jest na faktach, co tylko zwiększa jego pozytywny odbiór (film na Filmwebie ma średnią 8,1 i znajduje się na 55 miejscu TOP 500). Richard Gere gra profesora Wilsona, który przygarnia pod swój dach uroczego szczeniaka i wkrótce stają się nierozłączni. Dosłownie. Hachiko towarzyszy panu w każdej sytuacji i codziennie odprowadza go na dworzec, a na koniec dnia po niego wychodzi. Co się jednak stanie, gdy pana w którymś momencie zabraknie? To cudowny obraz oddania, miłości, przyjaźni i lojalności. Z ekranu bije do nas niezwykłe ciepło i mnóstwo pozytywnych emocji. To wyciskacz łez i Hallström o tym wie, ale obraz jest tak wciągający, tak spójny i dobrze opowiedziany, że nie czujemy się w żaden sposób zmanipulowani „magią kina”. Prawdziwa, wzruszająca historia, która złamie największego twardziela.

5

  • „Kot Bob i ja” (reż. Roger Spottiswoode)

To też niedawna premiera filmowa, która stanowi ekranizację wspomnień Jamesa Bowena. Naprawdę trudno uwierzyć w tą historię, ale ona wydarzyła się naprawdę (polecam filmiki na Youtubie z oryginalnych występów Bowena na londyńskich ulicach). Autor wspomnień przez wiele lat zmagał się z nałogiem narkotykowym, brakiem pieniędzy i mieszkania, dorabiał grając na gitarze i żyjąc z dnia na dzień bez żadnego celu i motywacji. I wtedy na jego drodze pojawił się przeuroczy rudy kot (historia tego, jak się poznali nieznacznie różni się w filmie i książce). Mężczyzna początkowo chciał się kota jak najszybciej pozbyć, ponieważ miał świadomość tego, że ledwie sobie radzi ze swoimi problemami i nie chciał brać na siebie dodatkowych obowiązków. Rudzielec sprawiał jednak wrażenie, że już podjął decyzję, gdzie chce mieszkać i tak naprawdę człowiek nie ma tutaj nic do gadanie (jakie to typowo kocie). I tak Bob zaczyna dzielić z Bowenem wszelkie trudy, niepowodzenia i małe radości oraz sukcesy. A na dodatek okazuje się być atrakcją na ulicach Londynu i doprowadza do tego, że życie ulicznego grajka zmienia się o 180 stopni. W filmie rozbudowany jest także wątek rodzinny (w książce jest o tym dużo mniej) oraz kiełkującego romansu (w książce zupełnie brak tego wątku). Cały film dźwiga jednak uroczy Bob, który w kolorowym szaliczku i nieprzeniknionym wyrazem mordki, dzielnie towarzyszy swojemu człowiekowi w codziennych sytuacjach. Fani kotów będą zachwyceni i ich nie trzeba dodatkowo zachęcać, ja jednak polecam film wszystkim.

170_222302660

  • „Uwolnić orkę” (reż. Simon Wincer)

W moim zestawieniu nie mogło zabrać familijnego klasyka z 1993 roku. Ręka w górę, kto się nie wzruszył, gdy Willy wykonuje swój pamiętny skok ku wolności? To jedne z pierwszych filmów, który widziałam w kinie i do dzisiaj pamiętam, jak ogromne wrażenie on na mnie zrobił. Historia chłopca, który w ramach odbywania kary ma sprzątnąć po sobie akty wandalizmu w oceanarium i zaprzyjaźnia się z tam orką. Ta nietypowa para wywołuje wielki uśmiech i pozytywne odczucia. A zresztą, co ja Wam będę o tym opowiadać! Na pewno każdy już ten film widział 🙂 To niezwykła pochwała przyjaźni, oddania i poświęcenia. Powstały potem kolejne części, ale w najmniejszym stopniu nie dorównywały klimatem i urokiem pierwszej przygodzie z Willym.

FW

  • „Marley i ja” (reż. David Frankel)

Wracamy do historii z pieskami w roli głównej. Jennifer Aniston i Owen Wilson grają młode, odnoszące sukcesy małżeństwo. Ona chce mieć dziecko, on nie jest jeszcze gotowy. Postanawiają iść na kompromis i w domu pojawia się mały, przeuroczy labrador. Wydaje się, że to będzie dobry sprawdzian wychowawczy dla młodej pary. Problem polega na tym, że Marley dosyć szybko rośnie, ale mentalnie nadal pozostaje uwielbiającym wygłupy i zabawy szczeniakiem. Wprowadza w życie rodziny chaos, wystawia swoich właścicieli na liczne próby wytrzymałości, ale jest też źródłem wielu radosnych chwil i szczęścia. To bardzo przyjemny, pozytywny film, który pomaga uświadomić sobie, co w życiu jest ważne – bliskość ukochanych osób. Nie brakuje zabawnych scen i wzruszeń. A w pełnych niewinności oczach Marleya można się po prostu zatracić 🙂

marley460

  • „Przygoda na Antarktydzie” (reż. Frank Marshall)

Film dla widzów o mocnych nerwach, a dla miłośników psów to może być bardzo trudne przeżycie emocjonalne. Grupa badawcza na Antarktydzie musi w pośpiechu opuścić swoją bazę z powodu zbliżającej się burzy śnieżnej. Niestety nie mogą ze sobą zabrać ośmiu psów husky, które zostają w bazie. Ekipa ma po nie wrócić za kilka dni. Niestety kilka dni zamienia się w miesiące… Psy muszą przetrwać same w trudnej krainie skutej lodem i pełnej niebezpieczeństw. Historia jest momentami bardzo smutna i trzyma w napięciu do samego końca. Film oparty jest na prawdziwych wydarzeniach, a w roli głównej występuje Paul Walker.

000_eight_below_hr_01_-_960

  • „Bella i Sebastian” (reż. Nicolas Vanier)

Kolejny film z wątkiem przyjaźni między chłopcem (czy dziewczynki nie przyjaźnią się ze zwierzętami??) i psem. Tym razem jednak sceneria jest górska a akcja rozgrywa się w 1943 roku. W jednej z alpejskich wiosek w tajemniczych okolicznościach giną zwierzęta hodowlane i mieszkańcy zaczynają podejrzewać, że w okolicy grasuje jakieś groźne dzikie zwierzę. W międzyczasie ośmioletni Sebastian trafia pewnego dnia na bezpańskiego owczarka, którym postanawia się zaopiekować i nadaje mu imię Bella. Mimo, że pies nie wykazuje żadnej agresji, to właśnie on jest głównym podejrzanym dorosłych i wkrótce zaczyna się polowanie. Film jest przeznaczony dla młodszych widzów (chociaż nie tych najmłodszych), więc nie ma tutaj brutalnych scen, ale wzruszeń też nie brakuje. Pojawia się także bardzo ciekawy wątek działalności ruchu oporu, który pomagał żydowskim uchodźcom przekraczać granicę szwajcarską. W wiosce stacjonują niemieccy żołnierze, którzy mają za zadanie wykryć trasę  przemytu uchodźców. Jak możemy się domyślić, Bella odegra również w tym wątku ważną rolę. Na szczególną uwagę zasługują przepiękne widoki Alp. Bardzo dobry film o prawdziwej przyjaźni i poświęceniu.

Belle & Sebastien

  • „Kupiliśmy zoo” (reż. Cameron Crowe)

Na koniec film w gwiazdorskiej obsadzie (Scarlett Johansson, Matt Damon), gdzie zwierząt pojawia się bardzo dużo. Ojciec rodziny postanawia kupić podupadłe zoo i wraz z rodziną przywrócić mu dawną świetność. Zadanie nie jest łatwe, bo wśród mieszkańców zoo nie brakuje również dzikich zwierząt, które nie zawsze wykazują chęć do współpracy. Historia jest pozytywna, miejscami zabawna, ale taka do bólu urocza. Film jest dobry, ale niestety mocno przewidywalny i cukierkowy, mimo wszystko ogląda się go całkiem przyjemnie, zwłaszcza gdy nie nastawiamy się na oglądanie arcydzieła. Największym plusem (oprócz zwierząt, które pozostają najciekawszymi bohaterami filmu) jest doskonała ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Jona Thora Birgissona, czyli muzyka rewelacyjnego islandzkiego zespołu Sigur Rós.

We-Bought-a-Zoo1

Oglądaliście powyższe filmy? Jakie jeszcze byście dodali do tej listy?

Asia B&B

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Jak nas wzruszają filmowe zwierzaki

  1. Obrotowy Miś

    „trudno mi w tej chwili dać przykład zwierzaka, który w bajce nie był nigdy sportretowany” – no ja na ten przykład nie znam żadnego filmu w którym bohaterem było wdzięczne i pocieszne zwierzątko o nazwie dziobak, a bardzo chętnie takowy bym obejrzał 😉

    „Był sobie pies” (…) „Świetny obraz, który zachwyci każdego” – znam takich, których na pewno by nie zachwycił… ale to wyprani z emocji znudzeni malkontenci nie warci większego zainteresowania 😛

    „Hachiko”… to była istna masakra, kurczę po co wrzuciłaś to zdjęcie, znów mi coś do oka wpadło, a niech cie kaczucha…

    W ogóle to jestem zniesmaczony, że fajny film o kocie powstał tylko jeden (Bob), a o psach jest ich na pęczki. Chociaż z drugiej strony rozumiem to – kota prawie nie można wytresować i jak nie zechce to w żadnym filmie nie zagra. I wychodzi na to, że kotom zazwyczaj na graniu w filmach zupełnie nie zależy ;p

    Liked by 1 osoba

    1. Koty są gwiazdami i bez dodatkowego promowania za pomocą filmów 😉
      A co do dziobaka, to muszę Cię zaskoczyć 🙂 Rzuciłeś mi wyzwanie i z pomocą Internetów znalazłam bajkowego dziobaka – wystarczy wpisać w google Pepe Pan Dziobak (postać z kreskówki „Fineasz i Ferb”). Możesz zaspokoić swoją ciekawość ;P

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s