Lutowe Inspiracje

Wreszcie nadszedł marzec:) Za kilka dni rozpocznie się kalendarzowa wiosna, ale ja już teraz widzę dużą zmianę w pogodzie, temperaturze i swoim nastroju 🙂 Aż się chce zaśpiewać z Markiem Grechutą „Wiosna, wiosna, ach to ty!”

Poniżej znajdziecie kilka umilaczy z lutego.

  • Koncert Lindsey Stirling

Zacznę od ostatniego wydarzenia – 24 lutego wraz z Dzióbkowskim i naszą przyjaciółką, Karoliną, mieliśmy przyjemność uczestniczyć w koncercie popularnej i niezwykle zdolnej amerykańskiej skrzypaczki. Lindsey genialnie łączy muzykę klasyczną z nowoczesnymi dźwiękami elektronicznymi i popowymi, chociaż flirtuje też z rockiem czy dubstepem. Jej występy są zawsze perfekcyjnie dopracowane i dają widzom możliwość uczestniczenia w niezwykłym show. Nie inaczej było tym razem. Artystka przyjechała do Polski na dwa koncerty (drugi odbył się w Poznaniu) w ramach trasy Brave Enough. W Krakowie występowała w Tauron Arenie i zgodnie z przewidywaniami koncert był wyśmienity. Lindsey zagrała, oprócz utworów z najnowszej płyty, również wszystkie swoje najsłynniejsze kawałki. Do tego tańczyła razem z tancerkami, nawiązywała świetny kontakt z publicznością, żartowała i nawet wzruszała (dwa utwory zostały zadedykowane niedawno zmarłym bliskim osobom artystki – przyjacielowi z zespołu oraz tacie). Ale przede wszystkim było widać, że to co robi sprawia jej ogromną przyjemność, bawi się tym i cieszy, że może dzielić z innymi. Ze sceny biła ogromna energia, która zarażała wszystkich widzów. No prawie wszystkich… Być może już się starzeję i nie wiem, jak teraz wyglądają koncerty, ale zawsze myślałam, że na takie imprezy chodzi się żeby posłuchać super muzyki i pobawić się (zwłaszcza przy tak porywających dźwiękach). Jakże się myliłam! Mimo że staliśmy stosunkowo blisko sceny, nie widzieliśmy zbyt dużo, ponieważ scenę zasłaniał las rąk z wyciągniętymi telefonami nagrywającymi koncert… No tak, trzeba wrzucić na youtuba. Tak czy inaczej bawiliśmy się rewelacyjnie i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję posłuchać Lindsey na żywo.

A jeżeli ktoś jeszcze nie wie, o kim mowa, to koniecznie posłuchajcie jej utworów, chociażby poniższych hitów 🙂

  • Gra

Nie sądziłam, że kiedyś napiszę na blogu o grze na konsolę, ale tak właśnie się dzieje! (Dzióbkowski będzie ze mnie dumny :)) Niedawno miałam okazję towarzyszyć Dzióbkowskiemu przy grze „Life is Strange”. Tak, nie grałam, ale towarzyszyłam, ponieważ początkowo miałam tylko pomóc przy tłumaczeniu (graliśmy w wersję angielskojęzyczną). Bardzo szybko się jednak wciągnęłam, kolejne rozdziały oglądało się niczym odcinki świetnego serialu, a poza tym musieliśmy podejmować mnóstwo decyzji, które rzutowały na dalsze losy bohaterów. O co chodzi w całej historii? Sterujemy piętnastoletnią Max, która po kilku latach wraca do rodzinnej miejscowości. Pewnego dnia w szkole odkrywa, że ma niezwykły dar cofania czasu i zmieniania wydarzeń. Początkowo przerażona, postanawia wykorzystać swoją umiejętność, by pomagać innym – odkryć, kto stoi za zniknięciami kilku studentek w szkole, uratować miasteczko przed tajfunem czy naprawić błędy z przeszłości we własnym życiu. Brzmi prosto? Zapewniam, że tak nie jest. Jeżeli pamiętacie film „Efekt motyla”, to możecie sobie wyobrazić, jakie konsekwencje przynosi kombinowanie z podróżami w czasie. Gdy już się wydaje, że udało nam się znaleźć rozwiązanie, okazuje się, że ucierpiał na tym ktoś inny. I co teraz? Cofać czas i próbować od nowa, czy grać dalej? Naprawdę musieliśmy podjąć mnóstwo trudnych decyzji, a końcówka całkowicie rozwala i wzrusza. Mimo, że nie trzymałam pada w ręku, bardzo przeżywałam przygody Max i jej przyjaciółki Chloe. Nie będę pisać o stronie technicznej gry, bo się na tym nie znam, ale na pewno mogę polecić jako świetnie napisaną opowieść z wciągającą historią.

  • Filmy

Pisząc o filmach w lutym, nie sposób nie wspomnieć o Oscarach. Rozdanie odbyło się w ostatnią niedzielę i zakończyło ogromnym skandalem. Ale jestem przekonana, że już wszystko na ten temat wiecie, bo w poniedziałek w mediach pisano tylko o tym (odniosłam wrażenie, że nic innego się tego dnia nie wydarzyło). Zwycięzców też już doskonale znacie, a jeżeli nie, to możecie zajrzeć chociażby na Filmweb. Ja natomiast chciałam napisać krótko o trzech oscarowych filmach, które udało mi się obejrzeć jeszcze przed ceremonią i które bardzo mi się podobały.

Manchester by the Sea (reż. Kenneth Lonergan) – to chyba najlepszy film zeszłego roku. Pisałam o nim trochę w artykule o oscarowych przymiarkach (klik), ale teraz chciałam temat rozwinąć. Casey Affleck gra Lee – człowieka całkowicie złamanego przez życie. Poznajemy go, gdy mieszka w maleńkim ascetycznie urządzonym mieszkaniu i pracuje jako dozorca złota rączka. Wkrótce dostaje wiadomość, że jego brat zmarł. Jedzie więc do rodzinnego miasta, tytułowego Manchester by the Sea, by dopełnić wszystkich formalności i dowiedzieć się, że brat chciał, aby Lee zaopiekował się jego nastoletnim synem. Problem polega na tym, że Lee nie ma na to najmniejszej ochoty. Powoli z retrospekcji dowiadujemy się, dlaczego główny bohater jest taki mrukliwy, co go spotkało w życiu i dlaczego wszyscy wypowiadają jego imię przyciszonym głosem. Traumatyczne wydarzenie sprzed kilku lat zostawiło na nim trwały ślad. Nie może sobie wybaczyć tego, co się stało, ucieka do picia, zaczepiania obcych w barze, wdawania się w bójki i umartwiania się. Lekkiego humoru całej opowieści nadaje relacja z bratankiem, który nie może dogadać się z burczącym na wszystko wujem. No i jest jeszcze ona – była żona Lee, grana przez Michelle Williams. Scena ich przypadkowego spotkania na ulicy to kilkuminutowa bomba emocjonalna. Cały film daje dużo do myślenia, miażdży psychicznie. To opowiedziana prostymi środkami historia winy i umiejętności przebaczenia. Przebaczenia przede wszystkim sobie. Cieszę się, że Akademia doceniła ten obraz w dwóch ważnych kategoriach – Casey Affleck dostał Oscara za rolę pierwszoplanową (bardzo, bardzo zasłużona nagroda, zmęczoną twarz Lee będziecie mieć jeszcze długo przed oczami po zakończeniu seansu), a Kenneth Lonergan za najlepszy scenariusz oryginalny. Arcydzieło. Idźcie i oglądajcie.

„Przełęcz ocalonych” (reż. Mel Gibson). Bardzo dobry film powracającego na hollywoodzkie salony Gibsona (nominacja do Oscara dla najlepszego reżysera!). Oparta na faktach historia młodego chłopaka, Desmonda Dossa, który bardzo chce służyć swemu krajowi i walczyć w czasie II wojny światowej. Jest tylko jeden problem – Doss ze względu na swoje przekonania religijne odmawia noszenia broni. W każdej sytuacji, nawet w trakcie szkolenia, gdzie nikogo nie zabija. Sprawa oczywiście otrze się o sąd wojskowy i koniec końców Desmond zostaje w wojsku jako medyk. Główną cześć filmu stanowi to, czego dokonał w tytułowej przełęczy (oryginalny tytuł – „Hacksaw Ridge” – nawiązuje do tego miejsca).Podczas gdy większość jego kolegów wycofała się z pola walki z powodu potężnego kontrataku armii japońskiej, on pozostał na polu bitwy i ukrywając się przed wrogiem wynosił pojedynczo rannych żołnierzy. Doniesienia mówią, że uratował w ten sposób ok. 75 osób. Muszę przyznać, że historia robi wrażenie. Sam film od strony realizacyjnej jest doskonały (Gibson już we wcześniejszych filmach pokazał, że lubi rozmach i spektakularne obrazy), dostał zresztą dwa Oscary w technicznych kategoriach. Trochę mnie jednak męczył sposób opowiedzenia historii, patos wylewa się z ekranu całymi wiadrami, a Doss to niemalże święty, który na końcu modli się o zwycięstwo Amerykanów i możecie się domyślić, jak się wszystko kończy. Tak czy inaczej, film jest ciekawy i bardzo dobrze zagrany. Na pewno warto go obejrzeć.

„Ukryte działania” (reż.  Theodore Melfi). Świetny film o równouprawnieniu, walce z rasizmem i pozycji czarnoskórej ludności w USA. Akcja rozgrywa się w latach 60. Trzy młode i niezwykle uzdolnione dziewczyny pracują w NASA w dziale obliczeniowym. Wszystkie mają jednak wyższe aspiracje, ale na ich drodze do celu staje wciąż jedna przeszkoda – kolor skóry. Mimo trudnej tematyki, wszystko podane jest z ogromnym wdziękiem i lekkim humorem. Daje jednak do myślenia. Gdy bohaterka musi biec przez cały budynek do toalety dla kolorowych, albo „koledzy” w nowym dziale ustawiają obok swojego czajnika drugi specjalnie dla niej, coś się we mnie burzy. Trudno uwierzyć, że takie sytuacje miały miejsce jeszcze 50 lat temu w jednym z najbardziej rozwiniętych państw świata. Ta historia jest oparta na faktach, więc tym bardziej szczerze polecam. Świetnie zagrany i świetnie napisany film.

  • World Press Photo 2017

W połowie lutego zostały przyznane coroczne najbardziej prestiżowe wyróżnienia fotograficzne. Obejrzałam je wszystkie z ogromnym zainteresowaniem, chociaż niestety nie wszystkie są przyjemne dla oka… W poniższym linku znajdziecie laureatów wraz z krótkim opisem wyróżnionych zdjęć. Myślę, że niektóre fotografie mignęły Wam w 2016 roku w mediach (np. Usain Bolt, czy Photo of the Year). Warto jednak zapoznać się ze wszystkimi, ponieważ stanowią one także dokonały kalejdoskop wydarzeń z całego roku.

World Press Photo 2017 – laureaci

  • Ciekawe strony

Trafiłam też na kilka ciekawych stron internetowych i pomyślałam, że może Was też zainteresują 🙂

Podróże z Gandalfem – pewien fotograf postanowił zrobić sesję zdjęciową ze słynnym czarodziejem z tolkienowskiej trylogii w roli głównej. I to nie byle gdzie, bo w samym Śródziemiu, yyy, to znaczy w Nowej Zelandii 🙂 Zdjęcia są cudowne, a Gandaf wygląda jakby ciągle wypatrywał hobbitów i pomysłów na kolejna przygodę 🙂

Surrealistyczne zdjęcia Erika Johanssona – fascynująca zabawa ze zmysłami, postrzeganiem rzeczywistości i formą. Na pierwszy rzut oka to normalne zdjęcia, ale im dłużej im się przyglądamy tym więcej niezwykłych szczegółów wyłapujemy. Genialny pomysł i świetne wykonanie.

Niebanalne pamiątki z Krakowa – jeżeli chcecie zrobić komuś prezent z krakowskim motywem, a macie dosyć maskotek smoka wawelskiego, czy magnesów z Sukiennicami, to polecam stronę obwarzanek.com. Ciekawe pomysły, piękny design i obwarzanki w roli głównej.

To tyle ode mnie tym razem. Mam nadzieję, że znaleźliście też coś dla siebie 🙂

Asia B&B

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Lutowe Inspiracje

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s