„Światło między oceanami” – o tym, jak jedna decyzja może zmienić życie kilku osób

Bardzo sobie cenię historie, które stawiają bohaterów przed trudnymi decyzjami i jednocześnie pozwalają mi zastanowić się głębiej, co bym zrobiła, gdybym znalazła się w podobnej sytuacji. Taką opowieść przedstawia nam M.L. Stedman w książce „Światło między oceanami” (Wydawnictwo Albatros, 2016). Ta piękna powieść zabiera nas w okolice egzotycznej Australii i opowiada historię dwojga zagubionych ludzi. W recenzji wspomnę także o doskonałej ekranizacji tej książki, która niedawno gościła na ekranach naszych kin.

Głównym bohaterem jest Tom, weteran I Wojny Światowej, który powraca do rodzinnej Australii po odbyciu służby wojskowej. Okrutne obrazy, które widział w czasie konfliktu sprawiają, że staje się małomównym odludkiem i najchętniej odciąłby się od wszystkich i wszystkiego. Taka okazja już wkrótce mu się nadarzy. Postanawia zgłosić się do pracy w charakterze latarnika na samotnej wyspie, Janus Rock, oddalonej od wybrzeży kontynentu. Praca wydaje się być idealna dla niego – z dala od ludzi, w miarę spokojna, wymagająca skupienia i dająca możliwość zajęcia czymś głowy. Jednak tuż przed przeprowadzką na wyspę poznaje Isabel – rezolutną i wiecznie uśmiechniętą młodą kobietę. Zgodnie z przewidywaniami romans się rozwija, chociaż ze względu na utrudnienia takie jak oddalenie wyspy oraz rzadkie dostarczanie poczty, ich kontakty są mocno ograniczone. Te trudności nie stają jednak na drodze do miłości i wkrótce na Janus Rock przybywa nowa mieszkanka. Isabel ma na mężczyznę bardzo dobry wpływ – sprawia, że częściej się uśmiecha i zaczyna się bardziej otwierać. Autorka dużo nam mówi o bohaterach i już od samego początku widzimy, wokół czego zawiąże się główny problem w powieści – to będzie starcie rozumu i serca. Tom ze swoim spokojem, małą ilością wypowiadanych słów oraz ciągłym  analizowaniem sytuacji zdaje się być zupełnym przeciwieństwem roześmianej i uczuciowej Isabel. Oczywiście przeciwieństwa się przyciągają i ta para mimo różnic w charakterze funkcjonuje bardzo udanie, ale wkrótce ich uczucie zostaje wystawione na próbę.

Jednym z największych marzeń Isabel jest posiadanie potomstwa. Nie może jednak donosić ciąży – dwukrotnie dochodzi do poronienia, a za trzecim razem rodzi martwe dziecko. Kobieta pogrąża się w rozpaczy i depresji. Obwinia siebie za doznane krzywdy, nie może poradzić sobie ze stratą i tym, że nie jest w stanie obdarować męża dzieckiem. I wtedy pewnego dnia do brzegu wyspy przybija niewielka łódź ratunkowa – w środku leży martwy mężczyzna i płaczące niemowlę. Tom, w zgodzie z własnym sumieniem i obowiązkami wynikającymi z jego pracy, chce natychmiast zgłosić dziwne zdarzenie. Isabel, w momencie, gdy bierze maleńką dziewczynkę na ręce i przytula do serca, wie, że już jej nie odda. Rozum kontra serce.

Bardzo podobało mi się to, że większość powieści pisane jest z perspektywy mężczyzny. Łatwo byłoby napisać łzawą historię o kobiecie, która pragnie dziecka i w końcu dostaje od życia zaskakujący prezent. Tutaj jednak dowiadujemy się głównie z jakimi wątpliwościami i uczuciami musi zmagać się Tom. I chociaż raczej od początku wiemy, jaką decyzje podejmie, to jednak z wielkim zaciekawieniem zapoznawałam się z jego procesami myślowymi i wewnętrzną argumentacją. Mimo racjonalnego podejścia do życia daje wygrać emocjom – widzi, że jego ukochana żona cierpi i chce tym cierpieniom ulżyć, nawet za cenę ukrycia prawdy. Do rodziny, teraz już złożonej z trzech osób, powraca radość i normalność. Isabel znów się uśmiecha, spełnia się w roli matki, a Tom chętnie bawi się z małą Lucy. To są jednak pozory, pod uśmiechami skrywa się pamięć o kłamstwie i wzajemnych oskarżeniach.

Oczywiście musimy też poznać prawdziwą historię, która stoi za przybiciem łódki do brzegu wyspy. I tak na scenie dramatu pojawia się prawdziwa matka Lucy – Hannah – cierpiąca, nieszczęśliwa kobieta, która myśli, że na zawsze straciła męża i córeczkę. Pojawiają się kolejne dylematy i próby przeciągnięcia racji na własną stronę. Nie chcę zdradzać za dużo, ale druga część powieści, kiedy ten wyjątkowo skomplikowany trójkąt złożony z trójki bohaterów zaczyna się niebezpiecznie zaciskać, jest jeszcze lepsza pod względem napięcia i nagromadzenia emocji. Kto ma rację? Tom, który mimo miłości do swojej żony wie, że od samego początku postępowali niemądrze? Isabel, która kocha małą Lucy, na jej wychowanie poświęciła kilka lat i uważa się za jej prawdziwą matkę? A może Hannah, biologiczna matka, która ma prawo odzyskać swoją córkę? Przyznam szczerze, że decyzja wcale nie jest jednoznaczna i łatwa do podjęcia. Sama łapałam się na tym, że zmieniałam stronę, której kibicowałam. Ta jedna decyzja sprzed lat zmieniła diametralnie życie trojga osób. Czy po czymś takim można żyć w spokoju i nadal z miłością patrzeć w oczy drugiej osoby? W tej sytuacji nikt nie jest zwycięzcą – każdy w mniejszym lub większym stopniu musi coś stracić.

Książkę czyta się bardzo szybko. Akcja, szczególnie w drugiej części, jest wartka i wciągająca. Nie mogłam się oderwać, po prostu musiałam jak najszybciej dowiedzieć się, jak zakończy się ten emocjonalny impas. Autorka stworzyła grono doskonałych bohaterów i zawiązała ciekawą historię – może mało prawdopodobną, ale na pewno poruszającą i dającą do myślenia. Jedyna rzecz, którą bym zmieniła to zakończenie. Bez obaw, nie zdradzę najważniejszej rzeczy, czyli jaką decyzję podejmują bohaterowie. Powiem tylko, że zakończenia w stylu „30 lat później” nie zawsze się sprawdzają, a w tym wypadku wyjątkowo mi nie pasowało – trochę jakby autorka za wszelką cenę chciała wszystko wyjaśnić, nie pozostawiając czytelnikowi żadnego miejsca na własną intuicję czy interpretację.

I tak jak obiecałam jeszcze dwa słowa o ekranizacji w reżyserii Dereka Cianfrance’a. To bardzo dobry film, a jego największą siłą jest to, że wiernie przenosi na ekran treść powieści. Książkę czytałam już po obejrzeniu zwiastuna i nie mogłam wyobrazić sobie bohaterów inaczej niż jak Michaela Fassbendera (Tom), Alicii Vikander (Isabel) oraz Rachel Weisz (Hannah). Film bardzo dobrze oddaje walkę, jaką toczą bohaterowie ze swoimi myślami, uczuciami, wątpliwościami i negatywnymi emocjami. Podobała mi się muzyka podkreślająca wydarzenia na ekranie. Ogromnym plusem są także widoki i scenografia – latarnia na Janus Rock wygląda naprawdę pięknie, a ocean sprawia wrażenie jakby odzwierciedlał emocje bohaterów – jest albo wzburzony i pełen zgrozy, albo spokojny i radosny. Jednak największą zaletą filmu pozostaje aktorstwo. Między Fassbenderem a Vikander jest prawdziwa chemia, co widać zarówno w tych przyjemnych chwilach, jak i w tych, gdy wykrzykują sobie pretensje prosto w twarz. I mimo, że każdy z bohaterów miał też sporo negatywnych cech, to jednak nie sposób było ich nie polubić. Tak jak już wspominałam – kibicowałam każdemu po trochu i szukałam w głowie rozwiązania satysfakcjonującego dla wszystkich. Wiedziałam jednak, że takiego nie ma.

„Światło między oceanami” to naprawdę bardzo dobra, poruszająca historia. Nie jest to typowy wyciskacz łez, bo chyba jednak częściej burzyła się we mnie złość niż smutek. Chciałam wszystkim pomóc i denerwowałam się, że nie mogę. Świetni, niejednoznaczni bohaterowie, ciekawa, egzotyczna sceneria i historia najeżona trudnymi decyzjami i wątpliwościami. Zdecydowanie polecam, zarówno w formie książki, jak i filmu, a najlepiej w obu 🙂

Asia B&B

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s