„Pod Rozbrykanym Kócem” – czyli gdzie w Krakowie można zjeść lembasy

Jeżeli uwielbiacie Tolkiena i dobre piwo, to odkryliśmy dla Was idealne miejsce (tak naprawdę na ślad tej knajpki wpadł Dzióbkowski, ale odwiedziliśmy ją oczywiście razem) 🙂 W Krakowie na Kazimierzu od jakiegoś czasu działa pub o znajomo brzmiącej nazwie – „Pod Rozbrykanym Kócem” (tak, błąd w nazwie jest całkowicie zamierzony). Zachęceni pozytywnymi opiniami znalezionymi w Internecie, informacjami na temat możliwości zjedzenia lembasa (!) i wypicia piwa ważonego specjalnie dla Kóca, w ostatnią sobotę ruszyliśmy pełni pozytywnego nastawienia do Bree, yyy tzn. na Kazimierz 🙂

Pub oddalony jest od samego serca Kazimierza, gdzie znajduje się najwięcej knajpek i restauracji i odnieśliśmy wrażenie, że do Kóca trafiają osoby, które o jego istnieniu po prostu wiedzą i przychodzą tam specjalnie. Przed wejściem powitał nas piękny szyld oraz hasła, stanowiące lekko zmodyfikowane znane cytaty z powieści np. „Wejdź przyjacielu i zjedz” (oryginał, to oczywiście znana zabawa z hasłem przy wejściu do Morii). Duże wrażenie robi przedsionek za głównym wejściem. Na ścianie z ogromną dokładnością została odwzorowana mapa Śródziemia oraz najsłynniejszy fragment powieści – poemat dotyczący pierścienia – brawa dla osoby, która to przygotowała. Już tutaj można poczuć klimat, w którym wkrótce się znajdziemy. Schodzimy do pubu.

ok2

ok3

ok4

ok5

Lokal znajduje się w przyziemiu, dostęp światła dziennego jest mocno ograniczony (znajdują się niewielkie okienka, ale są zasłonięte kolorowymi witrażami). Klimat z prawdziwego „Rozbrykanego Kucyka” jest zachowany – jest dosyć surowo, na ścianach znajdują się gołe cegły, jest też sporo drewna, a całość oświetlona jest przytłumionym żółtym światłem sączącym się z kilku lamp i świeczek. Okazało się, że trafiliśmy do Kóca tuż po otwarciu (nie sprawdziliśmy wcześniej, ale lokal jest otwarty od 14.00) i oprócz dwóch panów dosyć głośno załatwiających jakieś sprawy zawodowe, byliśmy jedynymi gośćmi. Przywitała nas bardzo sympatyczna pani, z którą chwilkę porozmawialiśmy o samym pomyśle na pub (właściciel jest założycielem także innego tematycznego lokalu „Dziórawy Kocioł” nawiązującego do Harry’ego Pottera) i o tym, co możemy znaleźć w barze. Złożyliśmy zamówienie i ruszyliśmy wybrać stolik. Zdecydowaliśmy się na Dom Beorna – każdy stolik nosi inną nazwę miejsc znanych z trylogii. Swoją drogą kucharze muszą mieć w kuchni fajną zabawę – „dwa lembasy do Rohanu gotowe!” 🙂

ok6

W kącie pierwszej sali siedzi zakapturzona postać, która oczywiście ma nawiązywać do Aragorna/Obieżyświata, który w „Drużynie Pierścienia” w karczmie „Pod Rozbrykanym Kucykiem” pierwszy raz spotyka się z hobbitami. Ogólnie jeżeli chodzi o wystrój nie można odmówić właścicielom pomysłu – jest nastrojowo, nieco ponuro, ale jednak miło spędza się tam czas. W kilku miejscach pojawiają się napisy w alfabecie elfickim, co dodatkowo podkreśla atmosferę rodem ze Śródziemia. Myślę, że można nieco lepiej wykorzystać wciąż gołe ściany. Na niektórych co prawda wiszą stylizowane stare mapy, ale jednak w większości pozostają one puste – tutaj jest jeszcze spore pole do popisu. I ostatni minus – niska temperatura w pierwszym pomieszczeniu – było naprawdę zimno i dopiero na naszą prośbę został włączony niewielki grzejniczek gazowy.

ok14

Jedną z pierwszych rzeczy, która nam się rzuciła nie na oczy, lecz na uszy była doskonała muzyka. Z głośników sączył się akurat soundtrack z gry „Wiedźmin” (Dzióbkowski właśnie niedawno skończył w nią grać, więc od razu rozpoznaliśmy te dźwięki). Okazało się jednak, że na setliście  znajdują się także utwory z gry „Skyrim”, oczywiście muzyka filmowa z „Władcy Pierścieni” oraz „Hobbita”, a także wiele innych klimatycznych utworów doskonale pasujących do tolkienowskiego świata.

Na duży plus zapisujemy menu. Robi ono duże wrażenie i bardzo nam się podobało- jest niezwykle ozdobne z licznymi detalami i widać, że włożono w nie dużo pracy. Nie można także właścicielom odmówić pomysłowości odnośnie nazw potraw i napojów – wszystkie one w mniejszym bądź większym stopniu nawiązują do bohaterów i miejsc znanych ze Śródziemia. I tak na przykład możecie zamówić „Sałatkę z Shire – Codzienne świeże warzywa z ogródka Bilbo Bagginsa”. Lektura menu to naprawdę duża przyjemność i na wiele pomysłów buzia sama się uśmiecha. No bo któż by nie chciał napić się drinka z malibu, białym rumem, sokiem ananasowym i mlekiem o nazwie „Legolas”? 🙂 My spróbowaliśmy „Grzybów spod Samotnej Góry”, czyli pysznych pieczarek w panierce. Ale nie mogliśmy sobie odmówić także najsłynniejszego specjału lokalu, czyli elfickich lembasów. Zdecydowaliśmy się na wersję zimową – lembasy z oscypkiem i żurawiną (w ten sposób Śródziemie połączyło się z polską tradycją :)). Otrzymaliśmy ciekawie podane dwa duże pierogi z ciasta bardzo przypominającego to na pizzę. Krótko mówiąc lembasy były przepyszne. Świetny pomysł i bardzo dobre wykonanie – brawa dla właścicieli.

ok9

ok10

ok11

ok15

ok13

Już wcześniej dowiedzieliśmy się, że specjalnie dla Kóca warzone jest piwo dostępne jedynie w lokalu. Oczywiście postanowiliśmy go także spróbować i muszę przyznać, że mnie – osobie raczej wybrednej w kwestii piw – ten smak bardzo pasował. „Rozbrykane piwo”, jak się ono nazywa, jest jasne, bardzo delikatne i doskonale pasuje do jedzenia. Na duży plus zasługuje także oryginalna etykieta z fragmentem wiersza Tolkiena. Dzióbkowski spróbował innych piw dostępnych w barze (między innymi jednego nawiązującego do świata „Wiedźmina”) i także był bardzo zadowolony 🙂 Karta napojów nie ogranicza się tylko do piw, ponieważ jest bardzo duży wybór herbat, a także można zamówić drinki zarówno z, jak i bez alkoholu. Zabrakło nam w karcie kawy – nie wiem, czy jest to specjalny zabieg (w końcu jest to pub), ale myślę, że warto nad tym pomyśleć.

ok8

ok12

I na koniec jeszcze kilka słów o tym, co można w Kócu porobić oprócz picia pysznego piwa i próbowania lembasów. Na półkach możecie znaleźć, a jakże, dzieła Tolkiena (chociaż wybór jest bardzo ograniczony), więc jak dla mnie już to jest bardzo dużą zaletą. Ale oprócz książek wspólny czas można spędzić grając w gry planszowe. Dostępność gier w lokalu to coraz popularniejszy i bardzo fajny trend i dobrze, że takie znalazły się także w Kócu. Z Dzióbkowskim wypróbowaliśmy grę o tytule (nie będzie to zaskoczeniem) „Władca Pierścieni. Konfrontacje”. Gra była w sam raz dla nas, ponieważ mogą w nią grać maksymalnie dwie osoby. Spędziliśmy na kilku rozgrywkach prawie cały pobyt, bawiąc się przy tym doskonale, popijając piwo i planując strategię walk między Drużyną Pierścienia a ekipą Saurona. Czas w Kócu minął nam bardzo przyjemnie na wykorzystaniu większości dostępnych atrakcji i z tego, co obserwowałam stoliki wokół nas, inni też przychodzili w podobnym celu (tzn. piwo + dobre jedzenie + gry).

ok7

ok17

ok16

Podsumowując – Pod Rozbrykanym Kócem to bardzo, bardzo przyjemna knajpka, w której można poczuć klimat Śródziemia, dobrze zjeść i napić się i po prostu spędzić bardzo miły czas. My jesteśmy z tej wizyty niezwykle zadowoleni i na pewno jeszcze tam wrócimy. Polecamy wizytę wszystkim, nie tylko tym, którzy są fanami Tolkiena 🙂

Asia B&B

PS. Tak jak wspominałam, właściciel posiada jeszcze lokal „Dziórawy Kocioł” w klimacie Harry’ego Pottera. W Kotle też byliśmy, ale muszę przyznać, że podobało nam się tam jednak o wiele mniej. Początkowo planowałam napisać też o tej knajpce, ale ostatecznie pozostanę tylko przy Kócu, który zrobił na nas pozytywniejsze wrażenie 🙂

Advertisements

4 uwagi do wpisu “„Pod Rozbrykanym Kócem” – czyli gdzie w Krakowie można zjeść lembasy

  1. Obrotowy Miś

    „dwóch panów dosyć głośno załatwiających jakieś sprawy zawodowe”
    – w końcu to knajpa dla hobbitów i krasnoludów, musi być głośno i hucznie ;p
    „niska temperatura w pierwszym pomieszczeniu”
    – j.w. to nie jest knajpa dla miękkich panienek, tylko tawerna dla zaprawionych w bojach podróżników Śródziemia, heh 😉

    Co do menu i żarełka podpisuję się pod powyższym obiema rękami, mieczem i toporem. Najniższe ukłony dla osoby (osób?) układającej menu i nazwy potraw/napojów. Świetna robota!
    Na lembasy koniecznie wrócimy spróbować pozostałych rodzajów (a i na te z oscypkiem też chętnie bym się jeszcze raz załapał) 🙂

    „innych piw dostępnych w barze (między innymi jednego nawiązującego do świata „Wiedźmina”)
    – tutaj małe sprostowanie, bo jeszcze ktoś pójdzie do Kóca i poprosi „to piwo z „Wiedźmina” o którym pisała taka pani na blogu” 😛 Po prostu owo piwko nazywa się „Zielony Wilk” i skojarzyło mi się z Białym Wilkiem, co rzuciłem w luźnej rozmowie z miłą panią barmanką 😉 A piwka, m.in. kraftowe (oprócz Rozbrykanego próbowałem jeszcze 2 odmian IPA) są faktycznie godne polecenia.
    Tylko ten brak kawy w ofercie dziwi, chyba pierwszy raz spotkałem się żeby w knajpie nie serwowano tego podstawowego napoju.

    Liked by 1 osoba

    1. OK, to przepraszam za wprowadzenie w błąd z wiedźmińskim piwem, musiałam coś źle zrozumieć 🙂 Byłam pewna, że nazwa oraz charakterystyczne logo z wilkiem nie jest przypadkowe, widocznie to tylko zbieg okoliczności 😉

      Lubię

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s