Styczniowe inspiracje

Styczeń dobiega końca. Z niecierpliwością wypatruję już wiosny, cieplejszych dni, możliwości wypicia kawki na balkonie w otoczeniu świeżo zasadzonych roślin i powrotu do domu z pracy, gdy jeszcze jest jasno… Niestety póki co mróz trzyma jak szalony, a wieczory są długie i zimne, dlatego trzeba sobie ten czas oczekiwania umilać na różne sposoby 🙂 Poniżej lista kilku takich umilaczy, które sprawdzały się w ciągu ostatnich tygodni.

  • Do posłuchania

Nie jestem wybitnym znawcą muzyki, mam co prawda swoje ulubione zespoły i wykonawców, ale ogólnie słucham tego, co akurat mi wpada w ucho i co po prostu mi się podoba. Dużo w tej dziedzinie zawdzięczam Dzióbkowskiemu, który odkrywa nowe zespoły i utwory, a potem dzieli się nimi ze mną. Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że nasze gusty muzyczne raczej się pokrywają i z przyjemnością słuchamy razem różnych gatunków. Z miłym zaskoczeniem obserwujemy pozytywne zmiany na polskim rynku muzycznym – pojawia się coraz więcej młodych, ciekawych artystów, którzy mają do zaproponowania muzykę niebanalną w  warstwie tekstowej i instrumentalnej. O muzyce o wiele więcej i ciekawiej mógłby napisać kilka słów Dzióbkowski, a póki co prezentuję trzy płyty, które nabyliśmy w ostatnim czasie i wciąż goszczą w naszym odtwarzaczu:

Organek, „Czarna Madonna” – rockowa płyta wydana w zeszłym roku przez Tomasza Organka. Już jego pierwsza płyta, „Głupi”, bardzo nam przypadła do gustu, więc bez większych wątpliwości sięgnęliśmy po drugi krążek, zwłaszcza, że promował go świetny utwór „Mississippi w ogniu”. Twórczość Organka charakteryzuje mocne granie, okraszone też dźwiękami bluesowymi oraz ciekawe teksty. Moje ulubione piosenki to, oprócz „Mississippi”, jeszcze „Wiosna” oraz „Psychopomp”. Świetnie się tego słucha.

czarna-madonna-b-iext46002070

Julia Marcell, „Proxy” – to już czwarta płyta studyjna piosenkarki, ale z tego co wiem pierwsza nagrana w języku polskim. I bardzo dobrze, ponieważ największą siłą młodej artystki są niebanalne teksty. Julia bawi się słowami, porównaniami, metaforami, świetnie mówi o uczuciach i emocjach. Oprócz najbardziej znanych utworów, czyli „Tarantino” i „Andrew”, warto zwrócić uwagę na „Więcej niż Google”, czy „Wstrzymuję czas”.

proxy-b-iext35586783

Brodka, „Granda” – to oczywiście nie jest najnowsza płyta Moniki Brodki („Horses” wyszła w maju 2016), ale jej poprzedni krążek z 2010 roku. Patrząc na stylistykę piosenkarki dzisiaj i na tą sprzed siedmiu lat, widać jak długa drogę artystyczną w tym czasie przeszła. Ale muszę przyznać, że o ile na „Horses” wpadło mi w ucho tylko kilka utworów, o tyle „Grandę” uwielbiam w całości – od pierwszej piosenki „Szysza” do ostatniej „Excipit”. Trudno mi nawet wybrać ulubiony utwór, ale gdybym już naprawdę musiała to zrobić to wskazałabym „W pięciu smakach” oraz „K.O.”. Niezwykle energetyczny krążek, świetne teksty i muzyka, zabawa stylami – z wielką przyjemnością powróciłam do tej płyty i polecam, jeżeli ktoś jeszcze nie miał okazji posłuchać.

granda-b-iext39910967

A skoro jesteśmy w tematyce muzycznej, to chciałam podzielić się z Wami moim małym odkryciem muzycznym, którego dokonałam dzięki Chilli Zet. Świetny utwór:

Alice Merton – „No Roots”

  • Wystawa Beksińskiego

Od początku października 2016 w Nowohuckim Centrum Kultury w Krakowie można oglądać wystawę prac autorstwa genialnego Zdzisława Beksińskiego. O otwarciu wystawy było dosyć głośno, zwłaszcza, że wydarzenie to zbiegło się z premierą filmu „Ostatnia rodzina” opowiadającego o losach Beksińskich. Twórczość tego artysty bardzo cenię i podziwiam już od wielu lat. Mam do niego też trochę stosunek sentymentalny, ponieważ to właśnie o kilku jego obrazach mówiłam na swojej prezentacji maturalnej. Jako że Dzióbkowski również chciał zobaczyć wystawę, pewnej jesiennej soboty postanowiliśmy wybrać się na Hutę. Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ kolejka do kasy była tak baaaaaaaaardzo długa ciągnąc się na zewnątrz, że po prostu zrezygnowaliśmy i postanowiliśmy odłożyć wizytę w NCK na inny termin. Drugą próbę podjęliśmy w styczniu i tym razem weszliśmy bez problemu (być może wpływ na to miał fakt, że nikomu nie chciałoby się stać w kolejce na mrozie). Po przejściu przez prawie cały budynek, stoczeniu przez Dzióbkowskiego walki o możliwość wejścia z kurtką w ręku (szatnia, nie wiedzieć czemu, jest obowiązkowa. Tak jakby ktoś był w stanie pod kurtką wynieść ogromny obraz…), w końcu weszliśmy do sali z wystawą. Obrazy są faktycznie zachwycające – można podziwiać niezwykły kunszt wykonania, mnóstwo detali, fascynującą wyobraźnię artysty. Oczywiście dzieła są w większości bardzo mroczne, poruszające, czasami wręcz obrazoburcze, odrażające. Ale tkwi w nich też niezwykłe piękno. Nie jestem znawcą sztuki, patrzę na takie obrazy z amatorskiego punktu widzenia i po prostu stwierdzam, że bardzo mi się one podobają. Mimo wszystko po wizycie w NCK czujemy pewien niedosyt. Obrazów było około pięćdziesięciu, umieszczone były w raczej niewielkim pomieszczeniu i tak naprawdę wizytę zakończyliśmy po pół godziny. W zbiorach nie ma najsłynniejszych dzieł Beksińskiego a znaczna część pochodzi z jego późniejszego okresu twórczości (są mniej mroczne, bardziej jednolite kolorystycznie i tematycznie). Czy w takim razie polecam wystawę w NCK? Na pewno tak, bo mimo wszystko warto zobaczyć dzieła Beksińskiego na żywo, ale nie nastawiajcie się na bardzo długa wizytę i na obejrzenie najbardziej znanych obrazów.

galeria_beksinskiego_w_krakowie_nck

  • Nowe miejsce na mapie – Pizzeria 00

Lubimy z Dzióbkowskim odkrywać nowe ciekawe miejsca na mapie Krakowa, najczęściej są to kawiarnie lub knajpki (oboje) bądź kwiaciarnie (ja) 🙂 Ostatnio wpadliśmy do nowej pizzerii na ulicy Kalwaryjskiej, która nazywa się po prostu Pizzeria 00. Lokal chwali się tym, że przygotowuje prawdziwą pizzę neapolitańską z naturalnych składników, a sama pizza opiekana jest raptem przez minutę w ręcznie zbudowanym piecu. Menu jest raczej krótkie i zawiera dosyć oryginalne dodatki, chociażby ostre włoskie kiełbasy. Postanowiliśmy spróbować i nie żałujemy – to naprawdę jedna z najlepszych pizz, jakie miałam okazję jeść. Nie będę pisać o tym, co zamówiliśmy, bo po prostu trzeba iść i spróbować samemu, naprawdę warto. Na uwagę zasługuje także wystrój lokalu. Jest on dosyć prosty, wręcz surowy, ale na ścianach wiszą plakaty filmowe, za co należy się dodatkowy plus. Wyrób pizzy odbywa się na naszych oczach, a wspomniany piec stanowi dodatkową ozdobę. Pyszne jedzenie, miła obsługa, bardzo dobre piwo regionalne – czego chcieć więcej? 🙂 Jedyny minus – nie dowożą pizzy do domu na zamówienie…

ok2

ok

  • Obejrzane filmy

Styczeń obfitował w wiele ciekawych seansów filmowych, zarówno tych w kinie, jak i domowych. W poprzednim wpisie wspominałam już o dwóch udanych ekranizacjach, które ostatnio oglądałam. Miałam spory problem, żeby wybrać te najciekawsze filmy, ale ponieważ wpis już i tak jest bardzo długi, ograniczę się do sześciu poniższych tytułów :

„Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie” (reż. Gareth Edwards, 2016) – po roku oczekiwania na ekrany powróciła moja ukochana gwiezdna saga 🙂 Ponowne spotkanie było świetne, mimo paru minusów film bardzo mi przypadł do gustu. Gdybyście byli zainteresowani dłuższą recenzją, odsyłam Was tutaj.

„Rekiny wojny” (reż. Todd Phillips, 2016). Świetny film, którego największym plusem jest to, że oparty jest na faktach. W trakcie seansu nie sposób zadawać sobie pytania, jak to w ogóle mogło się zdarzyć. Historia dwóch młodych mężczyzn (dobry Miles Teller i rewelacyjny Jonah Hill), którzy postanawiają rozkręcić biznes związany z dostarczaniem broni amerykańskiej armii. Nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji, szybkiego tempa i niezłego humoru. Największa siłą filmu jest jednak aktorstwo, z doskonałym Hillem na czele – jego charakterystyczny śmiech zostanie z Wami jeszcze długo po seansie. Ogromnym plusem jest także muzyka – w tle rozbrzmiewa mnóstwo hitów, mniej lub bardziej znanych, ale przede wszystkim idealnie dobranych do sytuacji na ekranie. Bardzo dobra komedia sensacyjna.

„Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” (reż.  Paolo Genovese, 2016). To jest chyba jedno z największych zaskoczeń (pozytywnych) filmowych w ostatnim czasie. Bardzo lubię filmy trochę teatralne, rozgrywające się na ograniczonej przestrzeni (jak „Rzeź” Polańskiego) i w tym przypadku mamy z czymś takim do czynienia. Poznajemy trzy pary w średnim wieku oraz ich przyjaciela, wszyscy spotykają się na kolacji w jednym z mieszkań. Bohaterowie bardzo dobrze się znają, przyjaźnią od lat, wiedzą o sobie wszystko. Ale czy na pewno wszystko? W pewnym momencie pojawia się pomysł, aby wszystkie telefony komórkowe znalazły się na stole i jakiekolwiek połączenie ma zostać odebrane przy innych, a każdy sms odczytany na głos. Kto ma coś do ukrycia? Film jest doskonale zagrany, nie brakuje w nim inteligentnych, naprawdę zabawnych żartów, ale też momentów dramatycznych, a zakończenie pozwala na różne interpretacje. Trudno uwierzyć, że z takim zainteresowaniem można oglądać siedem osób rozmawiających przy stole, ale naprawdę warto. Można się sporo dowiedzieć o związkach i przyjaźni 🙂

„Kłamstwo” (reż. Mick Jackson, 2016). Bardzo ważny film, szczególnie z perspektywy polskiej historii. Film oparty na faktach, tym bardziej ogląda się go z dużym zainteresowaniem. W latach dziewięćdziesiątych Deborah Lipstadt zostaje pozwana o zniesławienie za napisanie w swojej książce o Davidzie Irvingu – historyku, twierdzącym, że holocaust nie miał miejsca. Już samo takie twierdzenie wydaje się być absurdalne i szokujące – jak w ogóle można zaprzeczać, że największa zbrodnia przeciw ludzkości wydarzyła się! Mało tego – zgodnie z brytyjskim systemem prawnym, to Lipstadt musi udowodnić, że ma rację, mimo, że to ona została pozwana. Zaczyna się więc sądowa batalia o prawdę i pamięć o przeszłości. Dramaty sądowe bywają przegadane i nudne, ten jednak śledzimy z ogromnym zainteresowaniem, czekamy na kolejne argumenty z obu stron, obserwujemy reakcje bohaterów. Film jest też doskonale zagrany, wszyscy wypadają bardzo naturalnie i przekonująco, ale sceny kradnie Timothy Spall w roli Irvinga – jego bohater jest nieco odpychający, złośliwy, przemądrzały, ale ze swoim uśmiechem cały czas sprawia wrażenie, że wszystko ma pod kontrolą. PS. Część zdjęć kręcono w Krakowie i Oświęcimiu.

„Sully” (reż. Clint Eastwood, 2016). Historia kapitana Sullenberga, który krótko po starcie samolotu, z powodu awarii musiał posadzić maszynę na rzece Hudson, ratując tym samym życie wszystkim 155 pasażerom. Przez media i mieszkańców Nowego Jorku Sully jest okrzyknięty bohaterem. Ale śledztwo dotyczące zdarzenia toczy się własnym torem i kapitan musi odpierać zarzuty dotyczące tego, czy mógł podjąć inną, lepszą, decyzję. Tom Hanks przyzwyczaił nas do tego, że gra świetnie i nie inaczej jest tym razem. Jego bohater to spokojny, skromny facet, dla którego najważniejsze jest dobro innych, ale gdy trzeba potrafi też zawalczyć o prawdę i swoje dobre imię. Warto też zwrócić uwagę na rolę Aarona Eckharta jako drugiego kapitana Skielsa. Nie jest to kino wybitne, taki film „na raz”, ale ogląda się to bardzo dobrze.

„Wizyta” (reż. M. Night Shyamalan, 2015). Na koniec krótko zupełnie inny klimat. Dzióbkowski raz na jakiś czas namówi mnie na jakiś thriller (rzadziej horror) i tym razem dałam się skusić, zwłaszcza, że reżyserem jest twórca takich dzieł jak „Szósty zmysł” czy „Znaki”. Rodzeństwo jedzie w odwiedziny do dziadków, których nigdy nie widzieli, bo ich mama zerwała z rodzicami wszelkie kontakty. Dziewczyna kręci film dokumentalny o pogodzeniu się rodziny i wszystkie ujęcia w „Wizycie” pochodzą niejako z jej kamery. Na miejscu okazuje się, że dziadek i babcia – na pierwszy rzut oka para uroczych staruszków – skrywa przerażająca tajemnicę. Kilka razy krzyknęłam ze strachu, mimo wszystko polecam 🙂

Sporo uzbierało się tematów w tym miesiącu, mam nadzieję, że Was zainteresowałam 🙂

Asia B&B

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Styczniowe inspiracje

  1. Obrotowy Miś

    – A propos „szatnia, nie wiedzieć czemu, jest obowiązkowa. Tak jakby ktoś był w stanie pod kurtką wynieść ogromny obraz” – dokładnie taki tekst usłyszałem od pani wpuszczającej na wystawę. Podejrzewam, że jedynym wytłumaczeniem tych słów jest fakt, że owa pani nigdy nie przekroczyła progu drzwi. których pilnowała i nie miała pojęcia co jest za nimi wystawiane ;p

    – Pizza 00: dodam tylko, że znany ze swojego wybrednego gustu krytyk kulinarny Wojciech Nowicki również zachwycał się smakami wypiekanych tam pizz w ostatnim numerze „Co Jest Grane”

    – „Rekiny Wojny”: „jak to w ogóle mogło się zdarzyć” – no jak to jak? Nie od dziś wiadomo że Ameryka to kraj wielkich możliwości. Skoro u nas robi się wiele różnych przekrętów, to w hameryce robi się je w wydaniu XXL 😉 Ten film został bardzo trafnie określony parafrazą tytułu innego znanego filmu, a mianowicie wilki z War Street. Nic dodać nic ująć 🙂

    – „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”: założę się, że każdemu po seansie chodzi po głowie taki sama „zabawa” z telefonami, jak ta pokazana w filmie 😉

    – „Wizyta” również mnie pozytywnie zaskoczyła. Widać, że pan Shyamalan ma już świetnie wyrobiony warsztat budowania napięcia i klimatu w swoich filmach. Plusem jest także to, że do ostatnich chwil udaje się zachować tajemnicę dziwnych zachowań dziadków, co powoduje kumulację rosnącego przez cały film napięcia do samego końca. Dobry, klimatyczny straszak, polecam

    Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s