„Depesze” – pytania o sens wojny

Są takie książki, filmy czy obrazy, o których powiedzieć, że robią na nas wrażenie, to tak jakby nic nie powiedzieć. Czytasz je, oglądasz, wciągasz się w nie coraz głębiej, a gdy już skończysz, zostają z tobą na bardzo długo, nie można ich tak po prostu z głowy wyrzucić. Miałam tak z wieloma filmami i książkami – ich fragmenty, niektóre sceny, słowa pisane i mówione wciąż mam przed oczami. To świadczy o sile oddziaływania i potędze kultury. Niedawno skończyłam czytać reportaż, który wpisał się w wyżej opisane doznania – „Depesze” Michaela Herra (Wydawnictwo Karakter, 2016).

Tematyka wojny i przede wszystkim pracy korespondentów wojennych, zarówno dziennikarzy jak i fotografów, idealnie trafia w moje zainteresowania (pisałam o tym między innymi tutaj). Dlatego po „Depesze” sięgnęłam bez wahania. Wiedziałam, że nie będzie to łatwa książka, ale bardzo chciałam ją przeczytać, z wielu powodów. Przede wszystkim zainteresowała mnie jej tematyka, co już wyjaśniłam wyżej. Poza tym jest to reportaż o wojnie, w której uczestniczyli Amerykanie, o wojnie będącej jedną z najbardziej krytykowanych w historii, o niechlubnym momencie w historii USA – o wojnie w Wietnamie. Czytałam o tym konflikcie bardzo dużo artykułów i książek, ale jeszcze nie miałam okazji zapoznać się z nim z perspektywy reportera, więc tym bardziej wydało mi się to ciekawe. Książka wyszła obecnie po raz pierwszy w języku polskim, mimo że jej premiera w Stanach Zjednoczonych miała miejsce już w 1977 roku, niedługo po zakończeniu działań wojennych.

Herr zabiera nas w sam środek krwawego konfliktu, towarzyszy żołnierzom amerykańskiej armii na frontach, w czasie walk, nalotów, ale też w obozie w czasie wolnym. Co prawda znajdziemy tutaj opisy potyczek czy sprzętu wojskowego, ale w centrum zawsze znajduje się człowiek i jego przeżycia. Wraz z autorem poznajemy młodych chłopaków, którzy walczą, cierpią, tracą w walkach przyjaciół i marzą o powrocie do domu. Żołnierze to zwykli ludzie postawieni w niezwykłej sytuacji. Każdy z nich inaczej reaguje w ekstremalnych okolicznościach – jedni po prostu wykonują rozkazy nie zastanawiając się nad ich sensem, inni obracają zagrożenie w żart, a jeszcze inni sprawiają wrażenie, jakby postradali zmysły. Bo, jak nam wskazuje Herr, w czasie wojny trudno jest zachować normalność i wrócić do domu będąc tym samym człowiekiem, którym się było przed wyjazdem.

Książka jest doskonała pod względem języka, opisów, żywych relacji. Pojawia się mnóstwo szczegółów, które pokazują jakim świetnym obserwatorem jest autor. Herr używa mocnego, dosadnego języka – nie przebiera w środkach i wszystkie zdarzenia przedstawia dokładnie tak, jak miały miejsce. Nie zależy mu na tym, żeby upiększyć wojnę, przedstawić ją łagodniej niż w rzeczywistości. Wręcz przeciwnie – chce żeby było do bólu szczerze, zgodnie z okolicznościami. Wie, że to będzie dla czytelników trudna lektura, ale najważniejsza dla niego jest prawda. A prawda o wojnie jest brutalna. Giną na niej ludzie, którzy czasami nawet nie wiedzą, o co toczy się cały konflikt. Nie zastanawiają się nad tym, wykonują rozkazy otrzymane z góry. Wojna ukazana jest jako bezpodstawna i bezsensowna. Nie chcę tutaj rozwodzić się nad politycznymi przyczynami i skutkami tego konfliktu, bo Herr temu też nie poświęca zbyt dużo miejsca w reportażu, ale historia pokazała, że wojna w Wietnamie nie przyniosła Amerykanom niczego dobrego, jedynie głęboką rysę na wizerunku i mnóstwo ofiar.

Szczególnie fascynujący dla mnie był rozdział „Korespondenci”, w którym autor przedstawia swoich kolegów po fachu działających w tym samym czasie w Wietnamie. Opisuje nie tylko ich charaktery, sposób pracy, ale też wady i zalety. Nie koloryzuje, nie stawia ich ponad innymi, jest całkowicie szczery i autentyczny. Ale ze wzajemnych kontaktów tych reporterów wyziera ogromna zażyłość, podziw i sympatia. Mimo, że w jakimś stopniu stanowią dla siebie konkurencję (każdy chce zrobić najlepsze zdjęcie, albo „złapać” ciekawy temat, który zainteresuje czytelników już zmęczonych wieściami wojennymi), to jednak nie widać w ich stosunkach rywalizacji. Korespondenci wojenni to trochę ludzie szaleni, w pozytywnym sensie. Świetnie podsumowuje to rozmowa z żołnierzami, którzy dziwią się, jak ktoś w ogóle mógł chcieć przyjechać do Wietnamu z własnej woli. Ale tak własnie jest – ciągnie ich tam wojna, przygoda, adrenalina, również obowiązki wynikające z pracy, ale chyba przede wszystkim ciekawość i chęć zrozumienia otaczającej rzeczywistości.

Ale opis pracy dziennikarzy to nie tylko relacje między samymi korespondentami, czy korespondentami i żołnierzami, ale także relacja z władzą. Świetnie wypadają chociażby uwagi dotyczące konferencji prasowych oficerów sztabowych, którzy postawieni w ogniu trudnych pytań na temat działań wojskowych, unikają prawdy i odpowiedzialności. To pokazuje, że pewne mechanizmy wciąż się nie zmieniają i mimo upływu czasu działają podobnie. Rozdział o korespondentach, ich pracy, przeżyciach i problemach był fascynujący. Dawno nie spotkałam się z tak żywym i prawdziwym obrazem zmagań dziennikarskich.

„Depesze” są bardzo trudne emocjonalnie. Zaryzykuję stwierdzenie, że lektura tego reportażu nie sprawi przyjemności. To jest doskonała książka, jedna z tych, o których wspominałam na początku – taka, która wryje się w twoja pamięć i długo jej nie opuści. Ale temat, który porusza, sposób przedstawienia faktów, zaangażowanie emocjonalne sprawi, że czytanie jej może być trochę niewygodne. Ale mimo wszystko pochłonęłam ją. Były momenty, gdy musiałam zrobić krótką przerwę, zamknąć oczy, odetchnąć. Herr opisuje tych młodych chłopaków, którzy pojechali zabijać innych, i zastanawia się, czy można uodpornić się na własny ból i cierpienie oraz zobojętnieć na ból i cierpienie tych z drugiej strony barykady. Jaki jest sens wojny? Czy warto poświęcić życie tysięcy ludzi dla idei? I mówiąc o poświęceniu życia nie chodzi tylko o tych, którzy to życie stracili, ale też tych, którzy z wojny wrócili i do końca życia mieli przed oczami obrazy okrucieństwa.

Muszę także zwrócić uwagę na doskonałe tłumaczenie w wykonaniu Krzysztofa Majera. „Depesze” były na pewno ogromnym wyzwaniem translatorskim ze względu na wojskowy żargon, którym posługuje się Herr. Żołnierze używają na co dzień swoich własnych określeń sprzętów bojowych, maszyn czy broni. Podobnie zwracają się do siebie w specyficznym „żołnierskim” slangu. Dodatkowo autor pisze bardzo dynamicznie, obrazowo oddając klimat, nastrój wydarzeń, których jest świadkiem. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak dużym wyzwaniem dla tłumacza była próba odzwierciedlenia oryginalnych opisów. Świetny polski przekład pokazuje, że Krzysztof Majer wyszedł z tej próby zwycięsko.

Czytam dużo książek, zarówno powieści, jak i reportaży, ale rzadko się zdarza tytuł tak pobudzający zarówno pod względem samej treści, jak i używanego języka. Oczywiście polecam ten niezwykły, emocjonujący reportaż, chociaż muszę zaznaczyć, że nie jest to literatura lekka i przyjemna. Zmusza do myślenia, stawia trudne pytania, uzmysławia bezsens niektórych poczynań ludzi. I najsmutniejsze w tym jest to, że mimo upływu wielu lat od jej premiery i od samej wojny w Wietnamie, jest wciąż aktualna.

Asia B&B

 

 

 

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Depesze” – pytania o sens wojny

  1. Pingback: Książkowe podsumowanie stycznia – Books & Beauty

  2. Pingback: Wiosenne zapowiedzi książkowe – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s