„Muza”- o sztuce, namiętności, tajemnicach i poszukiwaniu prawdy

Uwielbiam historie, które rozgrywają się na kilku płaszczyznach, w tym także na różnych płaszczyznach czasowych. Chyba każdy z nas zna jakąś opowieść, czy to ze świata literatury, czy filmów, w której główny bohater odkrywa jakąś tajemnicę z przeszłości, z którą nierozerwalnie łączą się jego dalsze losy. Wystarczy wspomnieć rewelacyjną powieść „Cień wiatru” autorstwa Carlosa Ruiza Zafóna, czy mniej znaną, ale doskonałą książkę Marii Gripe „Żuki latają o zmierzchu…”, którą pochłonęłam jako nastolatka i potem jeszcze wielokrotnie do niej wracałam. Ostatnio miałam przyjemność przeczytać kolejną powieść, która doskonale wpisuje się w ten nurt.

„Muza” napisana przez Jessie Burton (Wydawnictwo Literackie, 2016) zabiera nas na wspaniałą przygodę, która trzyma w napięciu do samego końca. Akcja prowadzona jest dwutorowo. W pierwszej kolejności jesteśmy w Londynie w latach 60. i poznajemy Odelle, młodą dziewczynę pochodzącą z Barbados, która stara się poprawić swoją sytuację życiową, a jednocześnie realizować marzenia – zostać pisarką. Niespodziewanie dostaje pracę w galerii sztuki, gdzie jej przełożoną zostaje tajemnicza, nieco chłodna i niedostępna Marjorie Quick. W międzyczasie poznajemy też współlokatorkę Odelle, która właśnie wychodzi za mąż, oraz Lawriego – młodego mężczyznę wyraźnie zainteresowanego bliższym poznaniem się z Odelle. Lawrie postanawia wykorzystać swoją znajomość z dziewczyną i przynosi do galerii obraz zatytułowany „Rufina i lew”, który odkąd pamiętał wisiał w pokoju jego zmarłej niedawno matki. Obraz wywołuje ogromne emocje, bo okazuje się, że jest to zaginione dzieło mało znanego, ale docenianego hiszpańskiego artysty, który narysował raptem kilka obrazów. Cofamy się w narracji do Hiszpanii lat 30., tuż przed wybuchem Wojny Domowej. Do rezydencji położonej w andaluzyjskiej wsi przeprowadza się marszand sztuki Harold Schloss wraz z rodziną – zmagającą się z depresją żoną Sarą, oraz córką Oliwią, marzącą o karierze malarskiej. Do pomocy w domu zgłasza się miejscowe rodzeństwo – Izaak i Teresa. Losy bohaterów w tej części powieści zaczynają się mocno ze sobą łączyć i przeplatać, i powoli każdy odkrywa swoje najmroczniejsze strony i sekrety.

Trudno napisać więcej o samej fabule nie zdradzając przy tym za dużo faktów niezbędnych do rozwiązania największej zagadki – w jaki sposób „Rufina i lew” znalazła się w rękach rodziny Lawriego i kto jest jej prawdziwym autorem. Rozdziały, w których narratorką jest Odelle, przeplatają się z tymi dziejącymi się w Hiszpanii. Odelle wciąga się w historię obrazu, prowadzi własne prywatne śledztwo, łączy tropy i informacje. W międzyczasie zbliża się z Marjorie, która coraz bardziej otwiera się na młoda dziewczynę i obdarza coraz większym zaufaniem. Dlaczego widok obrazu tak bardzo wstrząsnął Marjorie? Czy wie ona więcej niż chce powiedzieć? Czego nie mówi też Lawrie? Można odnieść wrażenie, że wszyscy tu coś ukrywają, nie kłamią, ale nie mówią też całej prawdy. Śledzenie tych wątków i powolne odkrywanie kolejnych elementów układanki wraz z Odelle wciąga i jest naprawdę fascynujące. Bardzo podobało mi się to, że autorka książki potrafiła skutecznie mylić tropy. Mniej więcej w dwóch trzecich książki miałam wrażenie, że już rozgryzłam finał i domyślałam się, jak się wszystko skończy. Ale wtedy pojawiały się nowe fakty, które kazały mi zrewidować wcześniejsze przypuszczenia i kombinować dalej. A takie zwroty akcji w książkach bardzo lubię.

ok

Duży plus należy się także za świetnie napisanych bohaterów. Jak wspomniałam wcześniej, każdy – zarówno w części londyńskiej, jak i hiszpańskiej – ma swoje tajemnice. Ten brak szczerości często determinuje poczynania postaci i wpływa na dalsze losy wszystkich pozostałych bohaterów. Szczególnie widać to w wątku rodziny Schlossów – można odnieść wrażenie, że pojawienie się w ich domu Teresy i Izaaka wywróciło wszystko do góry nogami. Czytając, zastanawiamy się, kto kocha naprawdę, a kto tylko pożąda; kto jest tak naprawdę gotowy na prawdziwe poświęcenie; czy w niektórych sytuacjach ukrywanie prawdy jest lepsze od jej wyjawienia. Każdy wzbudza w nas raczej pozytywne uczucia, ale z czasem pokazuje też swoją mroczną stronę. Nie ma tu wyraźnego podziału na dobrych i złych, a tak naprawdę wiemy, że wszyscy są dobrzy, tylko nie zawsze potrafią sobie poradzić z zaistniałą sytuacją. Bohaterowie grają ze sobą, sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć, czasami wręcz przekraczają granicę – a to wszystko odbija się na pozostałych. Punktem zwrotnym jest moment, w którym Sara prosi Izaaka, którym jest widocznie zafascynowana, by wykonał jej portret. Oliwia postanawia dołączyć do matki i wkrótce powstaje obraz przedstawiający obie kobiety. Czy jednak w momencie prezentacji to ten obraz znajdzie się na sztalugach? Od tej chwili wydarzenia będą toczyć się bardzo szybko. Wzajemne pretensje, niedomówienia, kłamstwa i sekrety będą wychodziły na światło dzienne, prowadząc do tragedii.

Potęga sztuki i uczuć jest głównym tematem tej powieści, ale nie można nie wspomnieć o wątkach pobocznych, które czasami są jedynie zarysowane, ale ciekawie wpisują się w całą opowieść. Jednym z najważniejszych jest wojna. Jest ona obecna na hiszpańskiej wsi głównie za pośrednictwem Izaaka, który wspiera rebeliantów i angażuje się w akcje zbrojne. Ryzykuje, bo wierzy w słuszność swoich poczynań i temu podporządkowuje również prywatne sprawy. Wojna jest jednak cały czas gdzieś obok, przewija się w przemówieniach radiowych, których słuchają Schlossowie, w doniesieniach płynących z innych wsi, w opowieściach Izaaka. Ale to właśnie działania młodego rewolucjonisty przyczynią się do ostatecznych tragicznych wydarzeń. W powieści mówi się także o różnicach społecznych. Teresa jest zafascynowana Oliwią, chciałaby być jej przyjaciółką, chociaż zdaje sobie sprawę, że pochodzą z zupełnie różnych światów. Podobnie jest w przypadku Odelle – jej ciemna karnacja sprawia, że w Londynie patrzy się nieprzychylnie na jej związek z białym mężczyzną, na ulicy słyszy za swoimi plecami złośliwe komentarze i widzi spojrzenia pełne dezaprobaty. To osłabia jej pewność siebie – potrafi pięknie pisać, ale nie wierzy, że może odnieść w tej dziedzinie sukces. Te wątki społeczne, mimo że nie są bardzo pogłębiane, nadają całej opowieści autentyczności.

„Muza” to bardzo dobra powieść łącząca w sobie wątki obyczajowe, historyczne, romansowe i nawet sensacyjne. Napisana jest pięknym językiem, czyta się ją bardzo dobrze. Losy bohaterów śledziłam ze szczerym zainteresowaniem i po tym, jak moje teorie dotyczące zakończenia zostały obalone, wciągnęłam się w historię jeszcze bardziej. Nie jest to powieść wybitna, tak naprawdę znając zakończenie, już się do niej nie wróci, ale to zupełnie nie odbiera przyjemności z czytania. Autorka pisze jednak ciekawie nie tylko o ludziach i ich relacjach, ale też o sztuce, która jest jedną z głównych bohaterek historii. Nie jestem znawcą sztuki, ale opisy obrazów, czy uczuć, które wywoływały bardzo do mnie trafiały i pobudzały również moją wyobraźnię. Muszę przyznać, że po skończeniu lektury zaczęłam zastanawiać się, ile takich nieodkrytych skarbów sztuki, jakim była w powieści „Rufina i lew” czeka jeszcze na wyjście na światło dzienne.

„Muza” Jessie Burton to doskonała powieść na długie zimowe wieczory. Jest tu wszystko to, co lubię – tajemnica z przeszłości, ciekawi bohaterowie, romans, nieprzewidziane wydarzenia, ale też światełko nadziei. Polecam, nie tylko miłośnikom sztuki.

Asia B&B

 

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “„Muza”- o sztuce, namiętności, tajemnicach i poszukiwaniu prawdy

  1. Pingback: Książkowe podsumowanie stycznia – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s