W odległej galaktyce nadal jest Moc – recenzja „Łotra 1”

Gdy kilka lat temu pojawiła się wiadomość, że Walt Disney przejął prawa do marki Star Wars, cały świat filmowy (i nie tylko) wstrzymał oddech w oczekiwaniu na rezultaty tej współpracy. Na szczęście powietrze wraz z odgłosem ulgi zeszło ze wszystkich  w momencie premiery „Przebudzenia Mocy” w zeszłym roku. Twórcom tamtego filmu udało się zachować klimat pierwszej trylogii i zatrzeć nieprzyjemne wspomnienia po częściach I-III. Muszę przyznać, że ja również wyszłam z seansu siódmej części Gwiezdnej Sagi bardzo zadowolona, ale też z rozbudzonymi oczekiwaniami dotyczącymi kolejnych części.

Na następną odsłonę przyszło nam czekać rok (pomijam fakt, że ten rok minął niesamowicie szybko…). I w końcu jest – „Łotr 1. Gwiezdne Wojny – historie” (reż. Gareth Edwards). Wczoraj wraz z Dzióbkowskim wybraliśmy się na pokaz filmu, który dodatkowo odbył się w sali z efektami 4DX. O wrażeniach technicznych z takiego seansu powiem na końcu, teraz jednak chciałam skupić się na samym filmie, który, ogólnie mówiąc, spełnił moje oczekiwania 🙂

UWAGA: W tekście znajduje się kilka spojlerów. Będzie to wyraźnie zaznaczone odpowiednio wcześniej 🙂

Dwa słowa na temat fabuły. Jeżeli chodzi o chronologię, to „Łotr” plasuje się pomiędzy „Zemstą Sithów” a „Nową nadzieją”. Bohaterką jest Jyn Erso (Felicity Jones), córka naukowca, Galena, (Mads Mikkelsen) współpracującego, wbrew swojej woli, z Imperium przy budowie tajnej broni mogącej zniszczyć całą planetę, czyli znanej wszystkim Gwiazdy Śmierci. Jyn wraz z grupą Rebeliantów stara się wykraść plany Gwiazdy Śmierci, aby wykorzystać je w walce przeciwko Imperium. Czy to się uda wiemy już od samego początku, bo plany zostają wykorzystane w „Nowej nadziei”. W „Łotrze” śledzimy więc losy grupki Rebeliantów w drodze po te dane. Ten wątek aż prosił się o osobny film i dobrze że on w końcu powstał, bo stanowi doskonałe uzupełnienie czwartej części.

nei0muixyhvrmm_2_b

Bohaterowie wypadają przekonująco, chociaż trzeba przyznać, że nie dowiadujemy się zbyt dużo o ich przeszłości. Obok Jyn na ekranie pojawia się kapitan Cassian Andor (bardzo dobry Diego Luna), który w walkę po stronie Rebelii zaangażowany jest od wczesnego dzieciństwa. <spojler> To zaangażowanie jest jednak trochę ślepe. Ma towarzyszyć Jyn w poszukiwaniach jej ojca i planów, ale dostaje też wyraźny rozkaz – Galen ma zostać zabity. Młody kapitan, wierzący całym sercem w słuszność działań rebeliantów, jest gotowy wykonać ten rozkaz. <koniec> Ekipę uzupełnia Chirrut Îmwe – ślepy mnich, obrońca świątyni Jedi (możemy się tylko domyślić, że kiedyś sam należał do zakonu Jedi), jest też nieco sceptycznie nastawiony do potęgi Mocy Baze Malbus oraz kapitan Bodhi Rook, który zdradził Imperium i pomaga rebeliantom w realizacji zadania. Najjaśniejszym punktem wśród postaci okazuje się jednak robot K-2SO (rewelacyjny Alan Tudyk). Jego złośliwe uwagi często rozładowują sytuację i wywołują szczery uśmiech na twarzach widzów. Zabawne, inteligentne roboty stają się ważnym elementem, a jednocześnie znakiem rozpoznawczym Gwiezdnych Wojen – wystarczy wspomnieć kultowy duet R2-D2 i C-3PO, czy słodkiego BB-8.

Z drugiej strony barykady głównym antagonistą bohaterów jest Orson Krennic – ambitny oficer Imperium odpowiedzialny za nadzorowanie prac budowy Gwiazdy Śmierci. Chciałby znaczyć więcej w Imperium, nie może pogodzić się z tym, że Imperator nie zwraca na niego uwagi, a Darth Vader i Grand Moff Tarkin umniejszają jego zasługi. Bardzo ciekawa postać, szkoda, że nie dane jej było zagrać więcej. <spojler> Ogromną niespodzianką jest pojawienie się na ekranie Dartha Vadera we własnej osobie. Jest władczy, wykorzystuje swoją moc by zdobywać większe wpływy i budzi przerażenie w tych, którzy stają z nim twarzą w twarz (a raczej twarzą w maskę). Miło było usłyszeć znów ten charakterystyczny oddech. Muszę przyznać, że oglądanie Vadera na dużym ekranie to jedno z moich najlepszych filmowych doświadczeń w ostatnim czasie. <koniec>

Trzeba przyznać, że dobór obsady był bardzo udany. Co prawda można odnieść wrażenie, że twórcy filmu chcieli być bardzo poprawni politycznie i w związku z tym wśród ludzi mamy przedstawicieli wszystkich ras, ale jak dla mnie dobrze się to wpisało w różnorodność gatunków w świecie Star Wars. Zagrane role nie są wybitne, ale na pewno mają w sobie urok, lekkość i przede wszystkim doskonale oddają charakter bohaterów – wątpliwości, złość, nadzieję, gotowość do poświęceń (nawet K-2SO). Oczywiście nie brakuje patetycznych przemów (chociaż na szczęście nie ma ich dużo i nie są długie) ani ratowania z opresji w ostatniej chwili, ale wpisuje się to w typowe rozwiązania filmowe i po prostu jesteśmy do tego przyzwyczajeni, nie wywołuje to żadnego zgrzytu w narracji.

lotr-1-1-640x320

Ogólnie moje bardzo pozytywne wrażenia wynikają w dużej mierze z sentymentu. Ze względu na to, że akcja rozgrywa się tuż przed „Nową nadzieją” siłą rzeczy jest mnóstwo nawiązań do oryginalnej trylogii. I trzeba zauważyć, że twórcy filmu doskonale wywiązali się z zadania, nie zagubili charakterystycznego stylu oryginalnej trylogii i na szczęście nie poszli w stronę trzech pierwszych chronologicznie części („Mroczne widmo”, „Atak klonów”, „Zemsta Sithów”). Jest trochę w klimacie retro – statki Imperium i rebeliantów wyglądają dokładnie tak samo jak wcześniej, Gwiazda Śmierci uruchamiana jest przez naciśnięcie kilku przycisków w centrum dowodzenia z migającymi światełkami, AT-ATy niszczą wszystko na swojej drodze, a szturmowcy nadal mają duży problem z trafianiem do celu. W ogóle wyłapywanie smaczków i powiązań z „Nową nadzieją”, „Imperium kontratakuje” oraz „Powrotem Jedi” jest świetną zabawą. Źli mają powiewające peleryny, bitwa na planecie Scarif przypomina nieco tą rozegraną na Endorze w szóstej części, bitwy w kosmosie wciskają w fotel, ogólnie klimat starych „star warsów” całkowicie został zachowany. Brakowało mi tylko jednego – charakterystycznych żółtych napisów na początku filmu wyjaśniających zarys fabuły, ale to jest oczywiście tylko szczegół.

<duży spojler> Końcówka była dla mnie prawdziwym sentymentalnym rollercoasterem i mówię to bez najmniejszej przesady. W momencie, gdy na ekranie pojawiła się księżniczka Leia nie wytrzymałam i łzy stanęły mi w oczach. „Łotr” kończy się prawie w tym miejscu, gdzie zaczyna „Nowa nadzieja”. „Gwiezdne wojny” zawsze były jedną z moich ulubionych serii filmowych, którą katowałam na kasetach VHS od najwcześniejszego dzieciństwa, więc oglądanie tych scen było dla mnie jak wycieczka w przeszłość. Mam wrażenie, że niejeden fan Star Wars uronił w tym momencie łzę. Bardzo zaskakujące jest zakończenie filmu, o którym muszę napisać, więc jeżeli ktoś czyta mimo spojlerów, ale jednak nie chce psuć sobie zakończenia, to lepiej przeskoczyć do następnego akapitu. Już samo wytłumaczenie tego skąd rebelianci mieli plany Gwiazdy Śmierci uważam za doskonały temat na film, brakowało tego w „Nowej nadziei”. Ale być może pamiętacie, że w czwartej części, w trakcie szkolenia pilotów pada zdanie w stylu, że wielu rebeliantów oddało życie zdobywając te plany. W „Łotrze” te słowa nabierają innego znaczenia, gdy widzimy śmierć wszystkich głównych bohaterów filmu zaangażowanych w zdobycie planów. Ten zabieg, bardzo nie w stylu Hollywood i mimo wszystko smutny, był świetny ze strony narracyjnej. Dla widzów to było duże zaskoczenie, ale też logiczne rozwiązanie – w końcu żadna z tych postaci nie pojawia się w kolejnej chronologicznie części. Dobrze, że twórcy zdecydowali się na taki ryzykowny krok i dodatkowo udało im się uniknąć niepotrzebnego patosu i kiczu, a wręcz sprawili, że ta część jest nieco mroczniejsza i smutniejsza, chociaż oczywiście zwiastująca nadzieję i lepszą przyszłość. <koniec>

zwiastun-star-wars-rogue-one

„Łotr” to dobra historia, której świat Gwiezdnych Wojen potrzebował. Mimo wszystko film nie jest bez wad. Według mnie zbyt słabo zgłębione są postacie. Jest ich w gruncie rzeczy sporo, ale o żadnej, oprócz Jyn, nie dowiadujemy się więcej, a można odnieść wrażenie, że każda z nich byłaby dobrym tematem na osobny film. Na przykład postać Sawa Gerrera (Forest Whitaker) jest ledwie zarysowana, nie wiemy, co doprowadziło do jego kalectwa. Wątek odkupienia win Galena Erso także jest trochę naciągany i głównie ma na celu wytłumaczenie dlaczego tak potężna broń, jak Gwiazda Śmierci miała poważny defekt w budowie, wykorzystany w „Nowej nadziei” przez rebeliantów (chociaż trochę wątpliwości może budzić fakt, że nikt oprócz Erso tego nie sprawdzał i błędu nie wychwycił). Ale są to minimalne sprawy, które w ogólnym rozrachunku nie psują przyjemności z oglądania obrazu.

Co do samego oglądania, tak jak wspominałam na początku, postanowiliśmy skorzystać z seansu w technice 4DX. Pierwsza uwaga – to niestety droga zabawa, ale nie ma się co dziwić skoro wyposażenie tej sali było (podobno) bardzo, bardzo drogie. Czytaliśmy jednak pozytywne (w większości) opinie i doszliśmy do wniosku, że trzeba tego spróbować, chociaż raz. I nie żałujemy. Nie mogliśmy chyba wybrać lepszego filmu na seans w 4DX. Fotele ruszały się wraz ze wznoszącymi się statkami kosmicznymi, w scenach walk można było poczuć uderzenia (łagodne) w plecy, wystrzały z laserów śmigały nam koło uszu (oczywiście nie te prawdziwe, tylko podmuchy powietrza), a gdy na ekranie padał deszcz, czuliśmy krople wody na twarzy. Najbardziej jednak przypadło mi do gustu uczucie „latania” w X-Wingach w trakcie ostatniej bitwy – to naprawdę wciskało w fotel i dawało wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach rozgrywających się na ekranie. Ogólnie 4DX to bardzo fajna atrakcja, było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie filmowe i cieszę się, że wydarzyło się przy okazji „Gwiezdnych wojen”.

star-wars-rogue-one-cast

Uwielbiam Star Wars, to film, który ma stałe miejsce w moim sercu i zawsze będę do niego wracać z przyjemnością. Zeszłoroczne „Przebudzenie mocy” odświeżyło całą historię, ale też miało na celu przyciągnięcie młodszej widowni. „Łotr 1” w moim odczuciu jest nieco mroczniejszy, być może z powodu, o którym pisałam wcześniej (jako <spojler>), a przez to skierowany do starszych widzów, którzy zresztą pamiętają starą trylogię. W filmie nie ma zbyt wielu sytuacji, w których używana jest Moc (chyba najmniej ze wszystkich dotychczasowych filmów całej Sagi), ale to nie oznacza, że jej nie czujemy. Wręcz przeciwnie – obraz „mocą jest silny”, jak zwykł mawiać o sobie niewidomy Chirrut. Ale w tym filmie najważniejszym słowem jest nadzieja, która motywuje bohaterów do działania. Jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego filmu – był klimat oryginalnej trylogii, powrót znanych bohaterów, rozszerzenie odległej galaktyki o kolejne planety i księżyce, lekki humor i kosmiczne bitwy. Wczorajszy seans poruszył we mnie moją nostalgiczną stronę i uświadomił mi, jak długą drogę przeszły Gwiezdne Wojny i cieszę się, że mogę to obserwować. Teraz z jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejną odsłonę cyklu oraz na poboczne historie („Łotr” jest pierwszym z tej serii, w przygotowaniu m.in. historia Hana Solo). A na „Łotra”  idźcie i dajcie się porwać najwspanialszej gwiezdnej Sadze.

Asia B&B

 

Advertisements

3 uwagi do wpisu “W odległej galaktyce nadal jest Moc – recenzja „Łotra 1”

  1. Stefan

    Wg mnie film nie daje wystarczająco pooglądać świata Gwiezdnych Wojen. Fabuła jest przepełniona akcją, przez to nie możemy lepiej poznać postaci ani obejrzeć nowych lokacji, a właśnie tego oczekiwałem jako fan serii. Poza tym Łotr 1 mi się podobał.
    I proszę o więcej recenzji sci-fi – filmów i książek. Autorzy książek science fiction często tworzą światy, których nie da się przenieść na ekran lub trudno jest to zrobić nie krzywdząc fabuły. Polecam ten gatunek:)

    Uwaga do recenzji: Chirrut Îmwe należał do strażników Whillów, korzystali oni z „mocy”, ale nie byli częścią zakonu Jedi. Był strażnikiem Świątyni Kyber, nie była ona jedną ze świątyń Jedi (tak mi się wydaje).

    Pozdrawiam

    Liked by 1 osoba

    1. Dziękuję za komentarz i wyjaśnienie postaci Chirruta Îmwe 🙂 Sci-fi też bardzo lubię, chociaż bardziej w wydaniu filmowym. Z literatury tego gatunku niedawno przypomniałam sobie „Kroniki Marsjańskie” Raya Bradbury’ego – klasyka 🙂

      Lubię

  2. Pingback: Styczniowe inspiracje – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s