Grudniowe inspiracje

Co prawda dzisiaj mamy już pierwszy dzień kolejnego miesiąca (oraz roku), ale zgodnie ze swoim zwyczajem, chciałam podzielić się z Wami kilkoma rzeczami, które mnie zachwyciły, zaskoczyły i zainspirowały w grudniu.

  • Powrót „Przekroju”

Wiadomość o tym, że jedna z moich ulubionych gazet po trzech latach nieobecności na rynku prasowym, postanowiła wrócić do czytelników, była dla mnie bardzo zaskakująca, ale i radosna. Nie mogę powiedzieć czegoś w stylu, że „Przekrój” „był obecny w mojej rodzinie odkąd pamiętam”. Nie, wręcz przeciwnie. To ja, będąc nastolatką, zaczęłam kupować ten tygodnik. Pamiętam dokładnie, że był to 2003 rok, a mnie zainteresowała okładka dotycząca wojny w Iraku. Bardzo się wówczas interesowałam tym, co się dzieje na świecie i chyba już wtedy myślałam o studiowaniu stosunków międzynarodowych. Codziennie śledziłam wydarzenia na Bliskim Wschodzie, czytałam „Politykę”, „Newsweeka” i inne gazety i z czasem dołączył do tego „Przekrój”. Tygodnik od razu przypadł mi do gustu oryginalną szatą graficzną, poruszanymi tematami z różnych dziedzin oraz świetnie napisanymi artykułami. Wkrótce moja „prasówka” ograniczyła się tylko do „Przekroju”. Dlatego, gdy kilka lat temu gazeta zniknęła z półek saloników prasowych nie byłam pocieszona. Na szczęście „Przekrój” wrócił – w nowej odsłonie, bardziej nawiązującej do wczesnych numerów, w większym formacie, grubszy i przede wszystkim jako kwartalnik. Jest świetny. Lekturę postanowiłam podzielić sobie na wszystkie trzy miesiące, żeby nie musieć znowu tęsknić za kolejnym numerem, ale już pierwszego dnia przeczytałam połowę (ten sam problem mam z kwartalnikiem „Książki” – nie mogę się powstrzymać). „Przekrój” to doskonała mieszanka ciekawych tematów, nieco abstrakcyjnego humoru, oryginalnych ilustracji, portretów nietuzinkowych postaci, świetnych zdjęć i przede wszystkim czystej radości z czytania. Polecam.

  • Termy Chochołowskie

Termy cieszą się w Polsce (i nie tylko) ogromną popularnością. I nie ma w tym nic dziwnego – niewiele jest osób, które nie lubią wskoczyć do ciepłej wody i odstresować się w jacuzzi. Pod koniec listopada wybraliśmy się do Chochołowa niedaleko Zakopanego, gdzie znajdują się całkiem niedawno otwarte baseny termalne. Obiekt jest bardzo duży i prezentuje się niezwykle okazale.  W środku oprócz basenów działa restauracja, hotel  oraz SPA. Na basenach spędziliśmy w sumie około czterech godzin i to w zupełności wystarczyło, żeby poznać większość atrakcji Term – różne baseny, jacuzzi, zjeżdżalnie (ja skusiłam się tylko na jedną) oraz strefę leczniczą (baseny z wodą siarkową oraz solankową jodowaną). W międzyczasie zrobiliśmy sobie przerwę na jedzenie – bar jest dostępny na terenie basenów, a więc można z niego skorzystać bez przebierania się. Minusem była tylko ilość osób, ale na Termach byliśmy w sobotę, więc nie jest to zaskakujące. Ogólnie bardzo nam się podobało i na pewno jeszcze tam wrócimy. Więcej o Termach możecie znaleźć na tej stronie www.chocholowskietermy.pl.

  • Sposób na odstresowanie

Jakiś czas temu ogromną popularnością cieszyły się malowanki dla dorosłych, mające na celu pomóc im wyciszyć się i odstresować. W księgarniach zaroiło się od czarno-białych książeczek dotyczących najróżniejszych tematów (zwierzęta, abstrakcyjne wzory, filmy, znane miejsca na świecie itd.). Długo wahałam się, czy dać się skusić. I już, już, gdy postanowiłam wybrać jakąś ładną kolorowankę, trafiłam na coś jeszcze ciekawszego – łączenie kropek. Kto nie pamięta tej zabawy z dzieciństwa, w której trzeba było połączyć kolejne punkty, układające się w jakiś obraz? Ale rysunki, które mnie zauroczyły są na zupełnie innym poziomie trudności. Każdy rysunek składa się z tysiąca kropek, a na koniec z powstałych linii wyłania się jakiś znany obraz nie mniej znanych malarzy. Kropkowe szaleństwo całkowicie mnie pochłonęło i z zapałem tworzyłam kolejne rysunki. Świetna zabawa i faktycznie odstresowujące zajęcie. A na malowankę skusiłam się całkiem niedawno, bo urzekły mnie przede wszystkim nietuzinkowe rysunki i ilość detali. Potrzebuję jeszcze tylko kredek 🙂

  • Ciekawe strony internetowe

Chciałam podzielić się z Wami stronami internetowymi, na które niedawno trafiłam i są naprawdę świetne:

Coś dla umysłu – Lumosity (www.lumosity.com) – to strona z codziennymi zadaniami logicznymi, na spostrzegawczość, pamięć, rozwiązywanie problemów, refleks itd. W darmowej wersji strona podpowiada nam codziennie trzy zadania. Ich poziom trudności zwiększa się w każdej kolejnej rozgrywce. To naprawdę wciąga, bawi i rozwija.

Coś do poczytania – Milk & Sun (www.milkandsun.com) – blog, prowadzony przez dwie dziewczyny uwielbiające niezwykłych ludzi i piękne wnętrza. Znajdziecie u nich mnóstwo zdjęć, wywiady z interesującymi osobami i ciekawe miejsca do odwiedzenia.

Coś do oglądania – Plakaty autorstwa Olly Mossa (www.ollymoss.com) – trafiłam na tą stronę przypadkiem i totalnie mnie zachwyciła. Znane filmy, książki i motywy zaprezentowane na niezwykłych plakatach. Połączenie wyobraźni z prostotą i świetnym wykonaniem.

  • Grudniowe filmy

Ojj, w grudniu oglądaliśmy dużo filmów, aż trudno będzie o nich wszystkich napisać, chociaż bardzo bym chciała.

„Zwierzęta nocy” (reż. Tom Ford, 2016). Rewelacyjny film, dawno mnie żaden tak nie poruszył. Na Facebooku pisałam o tym filmie tak: Wyjątkowy film dla wymagających widzów. Główna bohaterka, Susan, czyta powieść napisaną przez jej byłego męża. W treści odnajduje echa ich dawnego życia, wzajemnych pretensji, zawodów uczuciowych. Sam sposób prowadzenia narracji jest bardzo ciekawy – sceny z czytanej powieści przeplatają się z teraźniejszością oraz retrospekcjami z życia Susan. Film niesamowicie trzyma w napięciu, gęstą atmosferę można kroić nożem – scenę nocnego spotkania ze zbirami na autostradzie ogląda się na brzegu fotela. Z niecierpliwością czekałam na każdą kolejną scenę. Czworo odtwórców głównych ról dało niezwykły popis swoich umiejętności aktorskich. Amy Adams po raz drugi w ostatnim czasie (po „Nowym początku”) pokazuje, że jest wyjątkową aktorką, która nie boi się żadnej roli. Jake Gyllenhaal wciela się w podwójną rolę – autora powieści i jej głównego bohatera. Doskonale oddaje cierpienie, ból, poczucie winy i chęć zemsty. Ale największe brawa należą się dwom aktorom drugoplanowym – Michael Shannon w roli policjanta prowadzącego główne śledztwo oraz Aaron Taylor-Johnson jako szalony Ray to dwa najjaśniejsze punkty na ekranie. Wszystko okraszone jest subtelną, budującą napięcie muzyką i nietuzinkowymi zdjęciami. Jeden z najciekawszych filmów, jakie ostatnio widziałam 🙂 Jak dla mnie 9/10

„Captain Fantastic” (reż. Matt Ross, 2016). Bardzo nietypowy film. Głównym bohaterem jest Ben (rewelacyjny Viggo Mortensen), który wychowuje swoją gromadkę dzieci z dala od cywilizacji. Rodzina żyje w zgodzie z naturą, umie radzić sobie z trudnościami życia w lesie, są wysportowani, ale też trochę dzicy i nieprzystający do XXI wieku. Ale to nie oznacza, że są zacofani, wręcz przeciwnie – niezwykle inteligentny Ben wraz z żoną przekazali dzieciom praktyczną wiedzę z wielu dziedzin życia, wyszkolili ich, jak mówić w kilku językach, ale przede wszystkim nauczyli ich myśleć. Problemy pojawiają się, gdy matka umiera i nietypowa rodzina musi wybrać się na pogrzeb. Kłopot polega na tym, że nie wszyscy zaakceptowali sposób życia Bena i jego wesołej gromadki. Na ekranie obserwujemy nie tylko zderzenie z cywilizacją, ale też z ludźmi, którzy uważają się za lepszych, dlatego, że mają normalny dom i pieniądze. Momentami bardzo smutny film, w którym nie brakuje jednak humoru i przede wszystkim pozytywnego wydźwięku. Warto!

„Koneser” (reż. Giuseppe Tornatore, 2013). Świetny film z doskonałą rolą Geoffreya Rusha. Samotny, nieco zrzędliwy koneser sztuki zostaje poproszony przez tajemniczą kobietę o wycenienie dzieł sztuki znajdujących się w jej rodzinnym domu. Rozpoczyna się niezwykła gra psychologiczna między koneserem, a dziewczyną, która początkowo nie chce nawet pokazać swojej twarzy i komunikuje się ze wszystkimi przez zamknięte drzwi. Trudno pisać więcej o filmie nie zdradzając jakiegoś ważnego elementu dla dalszej akcji. Końcówka nie zaskakuje aż tak bardzo, jak powinna (podejrzewamy coś od mniej więcej połowy filmu), ale i tak ogląda się to znakomicie. Jak daleko sięgają granice przyjaźni i zaufania? Ten film daje do myślenia.

„Lion. Droga do domu” (reż.  Garth Davis, 2016). Historia Saroo, który będąc małym chłopcem gubi się i trafia do rodziny adopcyjnej w Australii. Pierwsza część filmu skupia się na Saroo jeszcze z czasów jego życia w Indiach i pokazuje, jak doszło tego, że się zgubił. W dalszej części, już jako dorosły mężczyzna (grany przez Dev Patela), na podstawie niewyraźnych wspomnień stara się odnaleźć swoją prawdziwą rodzinę. Film jest bardzo dobry, chociaż niektóre sceny są niepotrzebnie bardzo rozciągnięte. Ogólnie z ogromnym zainteresowaniem śledzi się losy chłopaka i kibicujemy mu do samego końca. Serce widzów kradnie jednak mały Saroo – najlepsza rola w filmie.

Oprócz tych powyższych, które najbardziej mi przypadły do gustu w minionym miesiącu, oglądałam: „Ognie świętego Elma” (film z lat 80. z ówczesna śmietanką aktorską); „W stronę morza” (Oscar za najlepszy film nieanglojęzyczny w 2005 roku); „Żółty szalik” (polski film z rewelacyjną rolą Janusza Gajosa); „Aż do piekła” (historia dwóch braci napadających na banki, ciekawy obraz Ameryki w kryzysie); „Jak Bóg da” (średnio śmieszna włoska komedia o tolerancji i religii); „Złe mamuśki” (Mila Kunis jako mama, która ma dosyć perfekcyjnego życia i dbania o wszystkich wokół siebie). Ufff, trochę tego było (a to i tak jeszcze nie wszystko…). W tym tygodniu idziemy na najnowsze Gwiezdne Wojny, które obejrzymy w formacie 4DX. Podzielę się z Wami moimi wrażeniami.

Asia B&B

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Grudniowe inspiracje

  1. Obrotowy Miś

    A propos „Przekroju” to odżyła moja nadzieja na powrót naszego ulubionego „Filmu” 🙂

    Na minus term Chochołowskich zaliczyłbym też wysokie ceny dań w barze (cóż w końcu mają monopol…) i ogromną duchotę odczuwalną szczególnie w strefie barowej (górny poziom), która wręcz usypia – zdecydowanie powinni zadbać o lepszą wentylację przy tej ilości osób (w innych popularnych kompleksach termalnych na Podhalu nie ma tego problemu).

    Odnośnie filmów to ‚dwiema ręcami’ podpisuję się pod „Zwierzętami nocy” – genialne, a przede wszystkim oryginalne kino, które trudno zaklasyfikować pod jakiś konkretny gatunek, szczerze polecam.
    Pozostałe wymienione tytuły nie wzbudziły już u mnie takiego entuzjazmu (no może oprócz „Konesera”, który faktycznie był niezły), a już na pewno nie „Lion”, który uważam za przeciągnięty i niestety nudny (szczególnie druga połowa) – momentami przysypiałem 😛

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo chciałabym żeby „Film” wrócił. Nie tracę nadziei – może na fali innych sentymentalnych powrotów, doczekamy się i tego 🙂

      A co do „Liona” to ogólnie zauważyłam, że dziewczynom ten film podoba się bardziej 🙂 Mnie przypadł do gustu, chociaż faktycznie (tak zresztą jak pisałam) kilka scen mogło być trochę krótszych.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s