Książkowe podsumowanie miesiąca – grudzień

Pod koniec grudnia nie trudno zauważyć, że większość ludzi zaczyna żyć podsumowaniami mijającego roku i ewentualnie przygotowywaniem postanowień noworocznych. Przeglądając blogi i inne strony internetowe można odnieść wrażenie, że o niczym innym się nie pisze, tylko o tym, co było w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy najlepsze, najgorsze, najciekawsze, najsmutniejsze itd. Czasami są to ciekawe artykuły, bo można w nich wyłapać coś, co nam umknęło (np. dobre książki albo filmy), ale niestety nie ma co ukrywać, że w większości są to listy rzeczy/miejsc/ludzi/wydarzeń, o których dosyć szybko zapomnimy w natłoku kolejnych codziennych spraw i informacji, którymi bombardują nas media.

Dlatego postanowiłam nie produkować kolejnej listy typu „the best of 2016”, ale raczej zwrócić uwagę na to, co działo się w moim książkowym świecie w grudniu.

  • Czytam

Aktualnie zapoznaję się z doskonałym reportażem wojennym „Depesze” autorstwa Michaela Herra (Wyd. Karakter, 2016). Autor przez dwa lata towarzyszył wojskom amerykańskim w trakcie wojny w Wietnamie. Pierwsze wydanie reportażu miało miejsce w 1977 roku i od razu wzbudziło ogromne zainteresowanie, ale także kontrowersje, ze względu na dosadny obraz wojny. Tegoroczne polskie wydanie jest pierwszym, które ukazuje się w naszym języku. Jest to lektura bardzo odważna, nie przebierająca w środkach, żywa, momentami brutalna ale też nie szczędząca humoru. Herr był także współscenarzystą głośnego filmu wojennego „Czas Apokalipsy” (reż. Francis Ford Coppola, 1979), i przy pracy nad scenariuszem wykorzystał swoje doświadczenia z frontu.

  • Przeczytałam

„Pax”, Sara Pennypacker – piękna opowieść o przyjaźni, nadziei, odwadze i poświęceniu. Historia dwunastoletniego Petera i jego liska, Paxa, którzy zostają brutalnie rozdzieleni. Mnóstwo wzruszeń, piękny język, żywy obraz leśnych zwierząt. Bardzo mnie ta książka poruszyła. Pełną recenzję możecie znaleźć tutaj.

„Hygge. Klucz do szczęścia”, Meik Wiking – moda na hygge trwa w Polsce (i nie tylko) w najlepsze, i nie ma się czemu dziwić. Duńczycy potrafią cieszyć się małymi rzeczami, lubią spędzać czas w gronie najbliższych, kochają kawę, koce, świeczki, przytulny nastrój, gry towarzyskie i wspólne gotowanie – od lat przodują w badaniach dotyczących najszczęśliwszych narodów na świecie. Warto się od nich tego uczyć. Więcej na ten temat pisałam tutaj.

„Mam na imię Lucy”, Elizabeth Strout – dosyć nietypowa powieść o rodzinnych relacjach, a w szczególności tych na linii matka-córka. Tytuł ten został wybrany przez magazyn „Książki” na najlepszą powieść 2016 roku. Trochę ciężko mi zgodzić się z tym werdyktem. Recenzja tutaj.

„Tajemna historia”, Donna Tartt (Wyd. Znak, 2015). Cóż to jest za powieść! Całkowicie mnie pochłonęła i zachwyciła. Współczesna „Zbrodnia i kara” osadzona w świecie amerykańskich studentów. Na Facebooku na gorąco dzieliłam się swoimi wrażeniami zaraz po przeczytaniu: Lektura tej książki to była czysta przyjemność, chociaż tematyka dosyć ciężka. Główny wątek, kryminalny, przeplata się z dramatem i romansem. Bardzo podobał mi się zabieg stylistyczny rodem z Dostojewskiego – już na pierwszej stronie dowiadujemy się, kto jest ofiarą i kto zabił. Potem przez ponad 600 stron towarzyszymy głównym bohaterom i w pierwszoosobowej narracji dowiadujemy się, co doprowadziło do zbrodni i jak to wydarzenie wpłynęło na wszystkich jego uczestników. Trzyma w napięciu, mimo że, tak jak pisałam, od początku wiemy co się wydarzyło. Nie wiemy tylko dlaczego. Fascynująca historia, poruszająca takie tematy jak próba ukazania do czego może posunąć się człowiek postawiony pod ścianą, radzenie sobie z traumą czy granic przyjaźni i poświęcenia. Absolutnie polecam, kalejdoskop emocji gwarantowany! Wcześniej miałam okazję zapoznać się z ostatnią powieścią Donny Tartt „Szczygieł”, która też mnie zachwyciła. Mam jednak wrażenie, że „Tajemna historia” (debiut autorki!) jest jeszcze lepsza, lawirująca między zrozumieniem a oburzeniem, grająca na naszych emocjach i uczuciach – z kim sympatyzować? kto tu jest dobry, a kto zły? czy da się to określić jednoznacznie? Mocna rzecz.

  • Nowości na regale

Oprócz powyższych tytułów, do mojej biblioteczki dołączyły jeszcze cztery tytuły:

„Muza”, Jessie Burton (Wydawnictwo Literackie, 2016) – jestem bardzo ciekawa tej historii. Tajemnica z przeszłości, sztuka, wojna w tle. W jednej z recenzji na lubimyczytac.pl znalazłam taki krótki opis, który dodatkowo mnie zachęcił: „Muza” to niezwykle wciągająca powieść, pełna namiętności, tajemnic i intryg. Burton tę skomplikowaną i wielopoziomową historię poprowadziła w niezwykle sprawny i przemyślany sposób. Pozwala czytelnikowi domyślać się rozwiązania, a gdy ten nabiera pewności co do jego słuszności, autorka dorzuca kolejny element, który momentalnie burzy całą teorię. To z pewnością będzie kolejna książka, po którą sięgnę.

Trzy książki Richarda Flanagana„Ścieżki północy„, „Klaśnięcie jednej dłoni”, „Księga ryb Williama Goulda”. Polowałam na te tytuły już jakiś czas, szczególnie zależało mi na tej pierwszej. Z pomocą przyszło Wydawnictwo Literackie, które zrobiło kuszącą promocję przy zakupie całego pakietu Flanagana. Autor jest jednym z najwybitniejszych pisarzy australijskich, za „Ścieżki…” otrzymał nagrodę Bookera w 2014 roku. Nie będę opisywała fabuły każdej książki osobno, wolę podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami już po lekturze. Na pewno nie zabraknie silnych uczuć i emocji, kontrowersyjnych tematów związanych z historią oraz pięknych scenerii Australii i Tasmanii. Jestem bardzo ciekawa tej prozy.

  • Ekranizacje

W tym miesiącu miałam okazję obejrzeć sporo filmów, w tym trzy ekranizacje. Zarówno „Zwierzęta nocy” (na podstawie książki „Tony i Susan” Austina Wrighta) oraz „Lion. Droga do domu” (ekranizacja wspomnień autora „Daleko do domu” Saroo Brierley’a) bardzo mi się podobały, ale nie czytałam wcześniej książek, na kanwie których powstały te filmy, dlatego trudno mi je porównać z oryginałami.

„Grona gniewu” (reż. John Ford, 1940). Wiele razy już wspominałam, że John Steinbeck to amerykański pisarz, którego cenię najbardziej. Ostatnio odświeżyłam sobie jedną z jego najlepszych powieści – „Grona gniewu” – i postanowiłam także zapoznać się z najsłynniejszą ekranizacją tej historii. Film powstał w 1940 roku, co oczywiście miało wpływ na ograniczone możliwości realizacyjne. Początkowo byłam bardzo miło zaskoczona, ponieważ film okazał się doskonałą ekranizacją. Może niektóre sceny były zbyt teatralne (np. plenery kręcone w studio), a dialogi żywcem wyjęte z książki, ale na pewno nie można powiedzieć, że było to wykonane źle. Niestety z czasem scenariusz zaczął bardzo rozjeżdżać się z oryginałem, aż do zupełnie innego zakończenia. Zmiana zakończenia, na bardziej pozytywne, nadała również zupełnie innego wydźwięku całej historii. Jestem w stanie to zrozumieć – trwała wojna (chociaż USA jeszcze wówczas oficjalnie w niej nie uczestniczyły) i należało pokazywać pozytywne opowieści, ku pokrzepieniu serc. W 1991 roku powstała telewizyjna ekranizacja „Gron gniewu”, ale raczej nie zapisała się w pamięci widzów. Wierzę, że doczekam się kiedyś tej historii na ekranie w kształcie, w jakim na to zasługuje.

  • Plany

Postanowień noworocznych nie robię, ale w związku z literaturą mam jeden plan, który chciałabym jak najszybciej zacząć realizować – więcej czytać po angielsku. Do tej pory przeczytałam kilka powieści w tym języku i mimo początkowych obaw i powolnego tempa, przekonałam się do takiej lektury. Jest ona oczywiście trudniejsza i wymagająca większego skupienia, ale na pewno będzie miała pozytywne skutki. Oprócz możliwości zapoznania się z kolejnymi książkami, będę w ten sposób szlifować język angielski. Na pierwszy ogień pójdzie Jojo Moyes i jej „After you” 🙂 Mam nadzieję, że to będzie przyjemna lektura.

Chętnie dowiem się, co Wy ciekawego ostatnio czytaliście 🙂

Asia B&B

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Książkowe podsumowanie miesiąca – grudzień

  1. czytelniczka85

    Polecam powieści Cecelii Ahern w języku angielskim, naprawdę super autorka. A z książek w języku polskim np. „Kochałam Stalina” Luby Orłowej, lekkie czytadło do pośmiania: „A miało być tak pięknie” A. Rook, „Hardą” i „Królową” Elżbiety Cherezińskiej (bardzo fajne powieści historyczne o siostrze Bolesława Chrobrego, królowej 4 królestw), „Motyle i ćmy” Ewy Przydrygi (ciekawy i oryginalny thriller psychologiczny) albo np. „Panie Białego Domu” Longina Pastusiaka, w sam raz dla miłośniczek literatury o USA.

    Lubię to

    1. Dziękuję za mnóstwo pomysłów 🙂 Dzieła Pastusiaka znam bardzo dobrze, na moich studiach to były obowiązkowe książki 🙂
      A do Cherezińskiej przymierzam się już od jakiegoś czasu, muszę w końcu coś przeczytać.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s