„Schodów się nie pali”

Reportaże o Polsce i polskim społeczeństwie są trudne. Ta trudność nie wynika z tego, że często są to historie smutne i dołujące, ale dlatego, że dzieją się obok nas, z czym czasami nie możemy się pogodzić. Bo jak to możliwe, że takie wydarzenia mogły mieć miejsce we współczesnej Polsce? Możemy przeglądać się w nich jak w lustrze i zastanawiać się, czy ja też taka jestem, czy ja też mam takie przywary, czy mi też grozi taki los… Niedawno pisałam o reportażu Filipa Springera „Miasto Archipelag”, który dotyczył tego, jak dzisiaj żyje się Polakom w byłych miastach wojewódzkich. Dzisiaj natomiast chciałam sięgnąć trochę w przeszłość i przybliżyć Wam rewelacyjny zbiór reportaży autorstwa Wojciecha Tochmana – „Schodów się nie pali”.

Dlaczego sięgnąć w przeszłość? Z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to wznowienie książki, która po raz pierwszy pojawiła się na rynku wydawniczym w roku 2000, a poszczególne historie były spisywane w latach 90. (lata 1994-1999). Po drugie Tochman często opisuje wydarzenia, które miały miejsce jeszcze w poprzednim ustroju politycznym (np. „Mówię ci, tam była enklawa tajemna” czy „Narzeczona”). To ogromna siła tych historii. Dziś w dobie wszechobecnego Internetu podobne tragedie opisywane są na każdej stronie i przechodzą bez echa (chociaż językowo znajdują się o wiele poziomów poniżej twórczości autora). Mogę sobie tylko wyobrazić, jak wielkie wrażenie na czytelnikach zrobił zbiór reportaży Tochmana w momencie pierwszego wydania. Te opowieści są żywe, wpływają do serca i umysłu i trudno jest się ich potem pozbyć. Drążą w głowie i nie dają o sobie zapomnieć.

W zbiorze znalazło się jedenaście historii. Jest kilka dotyczących znanych postaci np. „Siedem razy siedem” o Wandzie Rutkiewicz, a dokładnej o jej bliskich; „Pierwsze czereśnie” o Grzegorzu Przemyku; wspomniane „Mówię ci, tam była enklawa tajemna” o bohemie krakowskiej związanej z Piwnicą pod Baranami; „Narzeczona” o mało znanym epizodzie z życia Edwarda Stachury. Ale obok tych tematów pojawiają się inne, bardziej intymne, dotyczące osób nieznanych (często bohaterowie są przedstawiani bez podania nazwiska np. Krystyna R., Witek S.), ale przez to uniwersalne i pokazujące, że to może (lub mogło) spotkać każdego z nas. Pojawiają się historie bardzo trudne i wzruszające takie jak tytułowe „Schodów się nie pali” czy „Outside” o dziewczynie, która trafiła do sekty. Jednym z tych, który mnie najbardziej wzruszył jest ostatni tekst, „Bracia i siostry”, dotykający nie tylko trudnej relacji rodzeństwa, ale także walki z bezdusznym systemem i prawdziwej miłości. Bardzo mnie ten reportaż wzruszył.

Ciężko jest zresztą w kilku zdaniach opisać każdą pojedynczą historię. Ogromną przyjemność (o ile można o takiej mówić w przypadku tak smutnych tematów) daje odkrywanie kolejnych stron, zapoznawanie się z kolejnymi postaciami, wczuwanie się w ich położenie. Bohaterowie są bardzo różni, pochodzą z różnych warstw społecznych, mają zupełnie różne problemy, potrzeby, marzenia. Ale łączy ich jedno – poszukiwanie miłości, akceptacji, zrozumienia i porozumienia z drugim człowiekiem. Oni wszyscy jakby szukali swojego miejsca na ziemi, ale gdy okazuje się, że je znaleźli życie szykuje kolejne niespodzianki (np. „Przez pragnienie”). Nie tracą jednak nadziei, to ona jest motorem ich działania, pomoga im wytrwac w trudnych chwilach.

Wojciech Tochman używa pięknego języka. Czyta się go rewelacyjnie, widać że ma ogromną wrażliwość dla swoich bohaterów i ich historii. Każdego traktuje indywidualnie, każdy bohater jest dla niego nieopowiedzianą historią, którą należy wydobyć na światło dzienne. Wcześniej miałam okazję zapoznać się z jego innymi książkami: „Bóg zapłać” (zbiór reportaży, kilka pojawia się także w „Schodów…”), „Dzisiaj narysujemy śmierć” o wojnie w Rwandzie oraz rewelacyjne „Jakbyś kamień jadła”, dotykający trudnego tematu konfliktu na Bałkanach. Autor nie komentuje, nie dzieli się swoimi przemyśleniami, jedynie obserwuje, wnika w historię, przybliża nam liczne szczegóły i pozwala samemu wyciągnąć wnioski. Skupia się na emocjach, relacjach międzyludzkich, uczuciach i doskonale oddaje to na kartach reportażu. Jego opowieści pozostawiają ślad w głowie, sprawiają, że pragniesz zastanowić się nad swoim życiem, zwolnić. I mimo, że czasami trudno uwierzyć, że historie są prawdziwe, to Tochman pokazuje, że życie potrafi pisać najbardziej zaskakujące scenariusze.

Lektura „Schodów…” jest momentami trudna (nie językowo, w tej dziedzinie autor prezentuje mistrzowski poziom), bardzo dosadna, ale przez to autentyczna i szczera. Wojciech Tochman to obecnie absolutnie jeden z najlepszych polskich reporterów. Czekam na kolejne doskonałe reportaże, biorę wszystko w ciemno.

Asia B&B

Advertisements

2 uwagi do wpisu “„Schodów się nie pali”

  1. Pingback: Grudniowe inspiracje – Books & Beauty

  2. Pingback: Listopadowe inspiracje – Books & Beauty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s