W krainie wiatraków

dscn2884
Wiatrak De Adriaan, Haarlem
Wrzesień już się zaczął, wieczory coraz chłodniejsze, lato powoli staje się odległym wspomnieniem. Ja jednak wciąż wracam myślami do świetnych kilku dni w lipcu, które wraz z Dzióbkowskim spędziliśmy w pięknym miejscu.
Kilka lat temu postanowiłam spróbować czegoś nowego i wyjechałam na dwa miesiące wakacyjne do Holandii. Mieszkali tam akurat moi znajomi, którzy pomogli mi także znaleźć  pracę na okres lipca i sierpnia. Życie w Holandii spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam, po krótkim pobycie w Łodzi, wrócić tam na trochę dłużej. I zabawiłam jeszcze blisko rok. Wróciłam do Polski z masą świetnych wspomnień i z ambitnym planem powrotu do krainy tulipanów tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. Planu nie udało mi się zrealizować przez siedem lat…
senne
Amersfoort – jak ze starej pocztówki
Aż do lipca tego roku. Decyzja o tym, że pojedziemy do Holandii zapadła po tym, gdy Dzióbkowski zapragnął odwiedzić legendarny tor w Niemczech – Nürburgring (drugi raz w tym roku). Okazja, aby połączyć oba wydarzenia (realizację mojego planu sprzed lat oraz jazda po torze) była wprost idealna. Wyjazd był dosyć intensywny (dwa dni podróży i trzy dni na miejscu), ale oboje wróciliśmy z tej krótkiej wyprawy zachwyceni.
amersf
Amersfoort
Na nasze zadowolenie wpłynął także fakt, że nie mieliśmy w planach biegania z przewodnikiem od rana do wieczora po wszystkich możliwych zabytkach. Nie jesteśmy raczej tego typu turystami 🙂 Naszym celem, oprócz oczywiście zobaczenia ciekawych miejsc, było spędzenie razem przyjemnego wspólnego tygodnia, odwiedzenie przyjaciół, zrelaksowanie się i odpoczynek. Czyli po prostu chillout. Wydaje mi się, że urlop nie należy do zbyt udanych jeżeli wracasz z niego jeszcze bardziej zmęczona niż byłaś przed wyjazdem… To była nasza ostatnia dłuższa wyprawa w tym roku, więc zależało nam na tym żebyśmy zregenerowali siły i odetchnęli psychicznie. I ten plan zrealizowaliśmy w 100%.
dscn2778
Urocza uliczka w Haarlem
Co ciekawego zobaczyliśmy? Przede wszystkim należymy do bardzo nielicznego grona ludzi, którzy będąc w Holandii nie dotarli do Amsterdamu… No tak się jakoś złożyło. Amsterdam to wizytówka Holandii i na pewno warto to miasto odwiedzić, ale nam się tym razem nie udało tego dokonać. Z pewnością nadrobimy zaległości następnym razem. Zwiedziliśmy za to wiele innych czarujących miejsc, o których kilka słów niżej.

sklep2-2

sklep
Sklep typu „mydło i powidło” w Haarlem, nie mogłam się od niego oderwać.
Znajomi, u których się zatrzymaliśmy – Aga i Krzyś – mieszkają w niewielkiej miejscowości w południowej części kraju – Leersum. Już sama ta miejscowość daje obraz tego, jakim krajem jest Holandia. Urocze uliczki, szeregowe domki z zadbanymi podjazdami, uśmiechnięci ludzie na rowerach, mnóstwo zieleni i liczne kanały. Patrząc na tak przyjemne otoczenie, odnosi się wrażenie, że mieszkańcy Holandii żyją wolniej i spokojniej. Postanowiliśmy więc wczuć się w położenie Holendrów i doświadczyć takiego błogiego uczucia chociaż przez trzy dni.
dscn2788
Brama Koppelpoort, Amersfoort
Pierwszego dnia wybraliśmy się do pięknej miejscowości Amersfoort. Miasto jest stosunkowo niewielkie i całe historyczne centrum można bez problemu obejść na pieszo. Rynek, kamieniczki, średniowieczna Brama Koppelpoort, Wieża widokowa, mnóstwo knajpek, piękna pogoda – wszystko to wpłynęło na urzekający klimat miasteczka, gdzie spędziliśmy cały dzień rozmawiając, spacerując, robiąc zdjęcia i podziwiając okolicę.
dscn2838
Rynek Główny w Haarlem
dscn2840
Holandia słynie z serów
Kolejnego dnia odwiedziliśmy miasto Haarlem, leżące niedaleko Amsterdamu. W trakcie swojego pobytu w Holandii przez jakiś czas mieszkałam w tym mieście, więc traktowałam tą wycieczkę jako powrót na „stare śmieci”. Rynek Główny robi ogromne wrażenie swoją zabudową i wielkością. I oczywiście na każdym kroku jest mnóstwo restauracji i kafejek, które już samym wyglądem zachęcają, by do nich wejść i skorzystać z tego, co proponują. Oczywiście kilka razy daliśmy się skusić 😉 Jak już pisałam wcześniej zależało nam na relaksie i odpoczynku. Pogoda znów nam dopisała i spędziliśmy bardzo przyjemny dzień w kolejnym uroczym miejscu, a w drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze znajomych, u których mieszkałam przed siedmiu laty w Holandii.
dscn2970
Restauracja nad kanałem, Utrecht
dscn2928
Kartki gotowe do wysłania 🙂
Trzeciego dnia planowaliśmy wyprawę do Amsterdamu, ale deszcz pokrzyżował te plany, w związku z czym postanowiliśmy spędzić czas w pobliskim Utrechcie. Bardzo przypadły nam do gustu szczególnie knajpki zlokalizowane bezpośrednio nad kanałami. Zwiedziliśmy historyczne centrum i zjedliśmy ogromną porcję frytek belgijskich.
Jak widać nie był to wyjazd pełen fascynujących wydarzeń i przygód, ale przecież nie o to nam chodziło. Oboje jesteśmy z naszego krótkiego urlopu bardzo zadowoleni i jestem pewna, że Holandię jeszcze kiedyś odwiedzimy.
img_2016-07-21-12-33-21
Dzióbkowscy przy kawusi 🙂
Więcej zdjęć z wyjazdu znajdziecie w mojej galerii.

Mimo, że wisiała nad nami świadomość, że kolejnego dnia musimy już wracać do Polski, to byliśmy bardzo zadowoleni z pobytu w Holandii i oboje z Dzióbkowskim stwierdziliśmy, że to najpiękniejszy kraj, jaki mieliśmy okazję do tej pory zwiedzić. Nie był to jednak jeszcze koniec atrakcji w trakcie tej podróży, bo w drodze powrotnej mieliśmy w planach Nürburgring. Poniżej kilka słów na ten temat od Dzióbkowskiego 🙂

Co prawda Nürburgring nijak ma się do krainy wiatraków, no ale skoro zostałem wywołany to napiszę parę słów na temat. Parę, bo nie spodziewam się, że na bloga o książkach, kulturze i rzeczach ładnych zagląda jakiś fan motosportu i spalonej gumy 😉

Zacznijmy od tego, że była to druga w tym roku nasza wizyta na tej światowej legendzie torów wyścigowych. Dla mnie, fana motoryzacji od zawsze, było to spełnienie najpiękniejszych snów. Do pierwszej wizyty w maju (i na niej skupię się gównie w swojej krótkiej relacji) Nürburgring  jak i wiele innych światowych torów znałem tylko z ‘wirtuala’, a konkretnie z mojej ukochanej serii Gran Turismo na Playstation, którą katuję od 18 lat, kiedy to debiutowała pierwsza część tej kultowej gry. Ale nie o grach miałem (to może przy innej okazji jak Kaczucha pozwoli ;p)

Z gry znałem dokładnie każdy zakręt, wiedziałem jak wygląda nawierzchnia, otoczenie, gdzie hamować, gdzie przycisnąć bardziej – trenowałem nawet czasówki 3 najbardziej zbliżonymi w grze samochodami. Obejrzałem też całą masę onboardów dostępnych hurtowo na YouTube. Jechałem więc tam na pewno nie taki zielony. Jednak rzeczywistość znacznie przerosła moje oczekiwania. Pierwsze wrażenie – toż to są prawdziwie górskie klimaty (rejony Nürburga to mniej więcej nasze Bieszczady – dużo lasów i krętych górskich dróg). Sam tor, jak okolica, jest pagórkowaty, ma kilka stromych podjazdów i zjazdów (jak się szybko jedzie to jest takie, wiecie, fajne uczucie w żołądku ;)) Tego żadna gra nie pokaże, zakręty i owszem ale nie różnice poziomów, na żywo widać to bardzo wyraźnie. Sprawa nr 2 – oczywiście żadna gra nie odda też uczucia prędkości, przeciążeń i ogólnej radości z szybkiego pokonywania zakrętów. W miarę szybki i utwardzony samochód też jest tu oczywiście istotny i trzeba przyznać, że nasze TFSI Quattro pięknie zdało egzamin. Dziś w pełni rozumiem bakcyla sportów samochodowych, jazda po torze (po TYM torze) jest w pełni uzależniająca i człowiek ma wielki niedosyt jak już jest po. Jeśli mam być szczery, to mógłbym o tym opowiadać jeszcze dużo i długo, ale obiecałem, że napiszę krótko. Tak, że jakby kogoś ten temat jednak zainteresował to zapraszam do dyskusji, chętnie odpowiem na wszelkie pytania 🙂


A ja oczywiście podpisuję się pod tą relacją, a zwłaszcza opisem wrażeń („Lepsze niż rollecoaster!”), bo jak na wierną Kaczuchę przystało siedziałam u boku Dzióbkowskiego w trakcie okrążeń 🙂 Na początku trochę się stresowałam, ale teraz wiem, że chętnie bym to powtórzyła, zwłaszcza z tak świetnym kierowcą obok 🙂

A może chcecie zobaczyć, jak tam było w lipcu? 🙂 Jeżeli tak, to zachęcam do obejrzenia filmu z okrążenia:

 

Asia B&B

 
Advertisements

2 uwagi do wpisu “W krainie wiatraków

  1. Kuba

    „Na nasze zadowolenie wpłynął także fakt, że nie mieliśmy w planach biegania z przewodnikiem od rana do wieczora po wszystkich możliwych zabytkach. Nie jesteśmy raczej tego typu turystami (…) Wydaje mi się, że urlop nie należy do zbyt udanych jeżeli wracasz z niego jeszcze bardziej zmęczona niż byłaś przed wyjazdem…”. Hmm, ciekawe kogo miałaś na myśli…

    Lubię to

    1. asiatomala

      Raczej nikogo konkretnego. Sporo słyszałam opinii osób, które miały intensywne wyjazdy. Oczywiście takie też są super, ale to zależy czego od urlopu oczekujemy 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s